Konferencja 7

KONFERENCJA SIÓDMA

Początek kultu i jego rozwój.

Dzieje kultu św. Andrzeja bardzo ściśle wiążą się z dziejami relikwii. Według podania, w miejscu męczeństwa Andrzeja Boboli ukazał się wieczorem świetlany krzyż, który widziało wielu mieszkańców Janowa. Znak ten przyjęto jako świadectwo: wyróżnienia Apostoła Polesia i „łowcy dusz”.

Sprowadzone do Pińska ciało ojca Andrzeja włożono do drewnianej, na czarno pomalowanej trumny, a na jej wieku napisano: Pater Andreas Bobola Societatis Jesu. Następnie trumnę umieszczono w podziemiach kościoła - obok innych. Członkowie Prowincji Litewskiej Towarzystwa Jezusowego odprawili przepisane modlitwy. Pogrzeb był nadzwyczaj skromny. W kronice Kolegium zakonu dano znać o nowych stratach, jakie prowincja poniosła. Szerzej poinformowano o śmierci kapłanów Maffona i Boboli.

W liście z 17 listopada 1657 roku generał Goswin Nikel zażądał dokładnych wiadomości o życiu i męczeństwie Boboli i Maffona. Był przekonany, że zadano im śmierć z nienawiści do wiary i że wobec tego, „raczej radować się niż boleć nad ich okrutną śmiercią wypada”.

Pierwszy życiorys, napisany według pewnego szablonu, ani jednym zdaniem nie wyraża radości i entuzjazmu dla Andrzeja Boboli. Może ludzie tamtych czasów stępieli już wskutek częstych wieści o męczeństwie. Andrzej Bobola był czterdziesto dziewiątą ofiarą, jaką zakon złożył na kresach w początkach „potopu”. Miało jeszcze zginąć kilkunastu jezuitów. Ponadto w sześć lat po śmierci Boboli ktoś podpalił Kolegium. W osiem lat później - jeszcze przed ukończeniem odbudowy - jego część legła w gruzach. Wiele razy mieszkańcy musieli uciekać przed kolejnymi napadami kozaków. Wśród nieustannej grozy i kłopotów materialnych zapomniano o Andrzeju Boboli. Przez 45 lat ciało Boboli spoczywało zapomniane w podziemiach pińskiego kościoła.

Rektorem Kolegium Pińskiego od stycznia 1700 roku był Marcin Godebski, człowiek energiczny i gruntownie wykształcony. Niejednokrotnie stawał bezradny wobec wszystkiego, co działo się wokół. Szukał nat-chnienia w modlitwie. „Kiedy w niedzielę 16 kwietnia 1702 roku po modlitwach wieczornych, skłopotany troskami, ułożył się na spoczynek, ukazał mu się wtedy nieznany jezuita, z którego miłej i pociągającej twarzy biła jakby nieziemska jasność.”

Najpierw uczynił zarzut Godebskiemu, że szuka protekcji nie tam, gdzie powinien, następnie zapowiedział, że on sam, Andrzej Bobola, zamordowany niegdyś przez kozaków, otoczy Kolegium opieką pod warunkiem, że rektor poleci odnaleźć jego ciało pochowane razem z innymi w krypcie pod kościołem i umieści je oddzielnie. Trzy dni trwały poszukiwania, wskutek bowiem burzliwych dziejów Kolegium i ciągłych zmian personalnych nie znalazł się ani jeden uczestnik pogrzebu Boboli, nikt nie pamiętał daty jego śmierci, nie znał miejsca, w którym złożono trumnę. Dopiero 18 kwietnia wieczorem jeden z mieszczan pińskich przyniósł znalezioną kiedyś kartę z nazwiskami pochowanych w podziemiach Kościoła. Treść kartki była następująca: „Ks. Andrzej Bobola, 16 maja 1657 roku okrutnie zamordowany w Janowie przez niegodziwych kozaków, rozmaicie dręczony, w końcu odarty ze skóry, pochowany przed wielkim ołtarzem”. Nazajutrz przystąpiono do poszukiwań. Po trzech godzinach odkryto w ziemi trumnę, na której wieku zauważono krzyż i napis: Pater Andreas Bobola Societatis Jesu a Cosacis occisus. Po zdjęciu wieka obecni z ogromnym zdumieniem zobaczyli ciało Męczennika pokryte kurzem, ale doskonale zachowane, jakby je wczoraj pochowano, a nie czterdzieści pięć lat temu. Dostrzegli ślady tortur, rany, na których była skrzepła, ale jakby świeża jeszcze krew. Ciało dokładnie oczyszczono, owinięto w nowe prześcieradło, okryto sutanną i czarnym ornatem z adamaszku i przełożono do nowej trumny. Przyozdobioną kwiatami trumnę z relikwia- mi wystawiono w krypcie kościoła w Pińsku. Wieść o odnalezieniu nieskażonego ciała Męczennika rozeszła się po całej okolicy. „Z tą chwilą rozpoczął się kult Męczennika”.

Teraz dopiero zaczęło się pielgrzymowanie do trumny Andrzeja Boboli. I przedziwne jego działanie na rzecz Kolegium i nawet całej Pińszczyzny. W następstwie rabunkowej gospodarki stron walczących w wojnie domowej zapanował głód i co za tym idzie - nie notowana w dziejach Polski i Litwy - epidemia, która od połowy 1709 i przez cały 1710 rok pochłonęła tysiące ofiar. Pińszczyznę to straszliwe doświadczenie zupełnie ominęło, co przypisywano Apostołowi tej okolicy. Nic więc dziwnego, że kult rozpowszechnił się nie tylko pomiędzy prostym ludem, ale też wśród szlachty i magnatów: Wiśniowieckich, Pociejów, Radziwiłłów, Ogińskich, Giedroyciów, Rzewuskich. Setki i tysiące ludzi donosiły o niezwykłych łaskach otrzymanych za sprawą Andrzeja Boboli. Sam król August II dziękował Męczennikowi za powrót do zdrowia.

Zgodnie z obietnicą udzieloną w widzeniu o.Godebskiemu, Andrzej Bobola okazał się potężnym orędownikiem u Boga i Patronem Polski, wypraszając szczególną opiekę Matki Bożej, Królowej Korony Polskiej. Liczne łaski, jakie zaczęły spływać za wstawiennictwem ojca Andrzeja sprawiły, że wcześnie zaczęto zbierać świadectwa o życiu i śmierci jezuickiego kapłana, jak również o łaskach jakich doznawano za jego wstawiennictwem. Wstawiennictwo ojca Andrzeja Boboli u Boga w wielu wypadkach ratowało proszących przed klęskami, chorobą i cierpieniem oraz trwale umacniało w wierze prowadząc dusze do zbawienia. Cześć i sława ojca Boboli rozchodziła się bardzo szybko po całym kraju. Zaczęto myśleć także o wyniesieniu janowskiego Męczennika do godności błogosławionego sługi Bożego.

„Wkrótce podjęto starania o beatyfikację. W roku 1712 rozpoczął się proces informacyjny w Pińsku, diecezji łuckiej, dokończony w lipcu 1719 r. W 1727 r. przeprowadzono proces informacyjny w Janowie. W Łucku i Wilnie odbyły się następnie zwyczajne, formalne procesy apostolskie. A tymczasem nie tylko jezuici, ale także najwyżsi dygnitarze duchowni i świeccy, razem z Prymasem Stanisławem Szembekiem i Królem Augustem II, kierowali do papieża prośby o beatyfikację”.

Dziwnie wolno postępowała sprawa beatyfikacji w Rzymie. Gdy w lutym 1755 roku papież Benedykt XIV wydał dekret, którym uznał, że Sługa Boży Andrzej Bobola poniósł śmierć za wiarę i może być zaliczony do Męczenników Kościoła, wydawało się, że beatyfikacja nastąpi lada dzień. Tymczasem trzeba było na nią poczekać niemal sto lat. Przyszły bardzo trudne czasy dla Kościoła i dla zakonu jezuitów. Pińsk był centrum kultu, nawet gdy zabrakło jezuitów. Wiadomość o brewe kasacyjnym z dnia 21 lipca 1773 roku dotarła do Polski, gdy odbywały się obrady nadzwyczajnego sejmu w Warszawie. Wielu delegatów opowiedziało się przeciw kasacie. Ostatecznie jednak do końca listopada rozwiązano zakon jezuitów na ziemiach Rzeczypospolitej, nie objętych pierwszym rozbiorem Polski. Większość zakonników musiała opuścić Kolegium Pińskie. Tylko kilku staruszków mogło pozostać na miejscu. Oni mieli stać na straży kościoła i grobu Boboli. Ale w 1784 roku Stanisław August Poniatowski podczas swego pobytu w Pińsku, oddał kościół pojezuicki unitom na cerkiew katedralną. Część Kolegium przeznaczył na mieszkania, w pozostałej części urządzono szkołę podwydziałową.

Duchowni uniccy odnosili się z wielką czcią do ciała Sługi Bożego. W obecności biskupa przełożyli ciało do nowej trumny. Niedługo jednak opiekowali się cenną relikwią. W 1793 roku - w wyniku drugiego rozbioru Polski - Pińsk dostał się pod panowanie carycy Katarzyny II, która zniosła unicką diecezję pińsko-turowską. Odebrała unitom kościół pojezuicki wraz z Kolegium i osadziła w nim prawosławnych bazylianów. Ci zasadniczo uszanowali relikwie Męczennika, który zginął za sprawę zjednoczenia. Archimadrycie klasztoru pińskiego nie podobał się jednak rosnący kult Boboli. Zwrócił się do synodu prawosławnego z zapytaniem, jak temu przeciwdziałać. Otrzymał odpowiedź, że powinien zamknąć kryptę i nie dopuszczać do niej wiernych, następnie w stosownej chwili zakopać ciało do ziemi w tajemnicy przed ludźmi. Pierwszą część polecenia wykonano w całości. Gdy zaś chodzi o zakopanie ciała, miał archimadryta niejakie trudności i udał się w tej sprawie do synodu.

Tymczasem jeden z podległych mu mnichów powiadomił o tych zamiarach gwardiana franciszkanów pińskich i prosił go usilnie, żeby wszczął starania o wydanie mu ciała Boboli, który „jeszcze nie zakopany, jak był na tym miejscu, w tym samym ubierze”. Gwardian doniósł o tym jezuicie Kognowickiemu. Pogłoski potwierdził któryś z biskupów życzliwych jezuitom i pouczył generała zakonu, Tadeusza Brzozowskiego, jakie ma poczynić starania, żeby wydostać relikwie z rąk prawosławnych i przenieść je do Połocka.

Niespodziewanie szybko car pozwolił na przeniesienie ciała Boboli z Pińska do Połocka i pochowanie go w podziemiach kościoła jezuitów, pod warunkiem jednak, że sprawa odbędzie się bez rozgłosu. Postarano się o dziesiątki pozwoleń, najrozmaitszych dokumentów i wozem przewieziono relikwie do Połocka. W dniu 29 stycznia 1808 roku o północy ks. Ludwik Rzewuski, rektor Kolegium Jezuickiego w Orszy, którego generał zakonu delegował do wykonania niełatwego zadania, stanął z relikwiami u furty Kolegium Jezuickiego w Połocku. Wszyscy mieszkańcy z radością, z zapalonymi świecami, wyszli na powitanie ciała swojego Patrona i w procesji wnieśli je do przygotowanej podziemnej krypty. Opiekunem relikwii miał być rektor Kolegium, a potem jego następcy.

Połock stał się kolejnym centrum kultu Męczennika. Kult wzrastał z dnia na dzień. Przykładem świecili sami jezuici, którzy codziennie po obiedzie, po nawiedzeniu Najświętszego Sakramentu, schodzili do krypty, by pomodlić się u trumny Andrzeja.

Niedługo to jednak trwało. Po ogłoszeniu bulli Piusa VII „Sollicitudo omnium ecclesiarum”, z dnia 7 sierpnia 1814 roku, przywracającej Towarzystwo Jezusowe na całym świecie, los jezuitów w Rosji był przesądzony. Rząd czekał tylko na śmierć generała Brzozowskiego. Nastąpiła ona 5 lutego 1820 roku. Kilka tygodni później, 13 marca, car Aleksander podpisał dekret zarządzający wydalenie jezuitów z terytorium Rosji. Wyjazd jezuitów miał nastąpić w pewnych odstępach czasu i małymi grupami.

Ciało Sługi Bożego musiało pozostać w Połocku. Na prośbę jezuitów miejscowa szlachta wystawiła dokument, w którym czterdziestu dziewięciu przedstawicieli ziemian i urzędników podpisami i pieczęciami stwierdziła tożsamość ciała Boboli. Kościół i Kolegium Jezuickie w Połocku rząd oddał pijarom, którzy opiekowali się relikwiami, ale tylko do roku 1830, gdyż i oni stali się niewygodni rządowi rosyjskiemu. W pojezuickim Kolegium umieszczono szkołę kadecką, kościół oddano prawosławnym. Wówczas administrator diecezji mohylewskiej polecił przenieść ciało Boboli do kościoła parafialnego, pozostającego w rękach dominikanów. Przeniesiono je więc do dominikanów i umieszczono w oddzielnej od kościoła, przyozdobionej kaplicy.

Dopiero dwanaście lat po przywróceniu zakonu jezuitów w całym Kościele, w maju 1826 roku, wznowiono proces beatyfikacyjny. Toczył się on za pontyfikatów Leona XII, Piusa VIII, Grzegorza XVI. Ten ostatni mógł się zająć sprawą beatyfikacji dopiero w trzy lata po wyborze na papieża - po „Wiośnie ludów”, po zwycięstwie wojsk francuskich nad Garibaldim, po powrocie z wygnania.

Jednakże od razu na początku pontyfikatu otrzymał Pius IX memoriał od ks. Hieronima Kajsiewicza, w którym autor przypomniał o barbarzyńskim tępieniu unii i prześladowaniu katolicyzmu w Polsce. Wskazywał że, beatyfikacja Andrzeja Boboli może wydatnie ożywić wiarę i powstrzymać propagandę prawosławia na ziemiach polskich, poprzez przypomnienie społeczeństwu polskiemu wzoru stałości w wierze, posuniętej aż do heroicznego męczeństwa. Takie konsekwencje beatyfikacji Polaka przewidywał również rząd rosyjski, toteż za wszelką cenę starał się do niej nie dopuścić. Usiłował udaremnić wszelkie kontakty kraju ze Stolicą Apostolską. Szykany rządu rosyjskiego przyspieszyły jedynie uroczyste orzeczenie. Nastąpiło ono dnia 30 października 1853 roku, w bazylice św. Piotra w Rzymie. Nad głównym wejściem do bazyliki widniał obraz Andrzeja Boboli, przywiązanego do słupa i dręczonego przez siepaczy. „Szczególną wymowę miał następujący fakt. Otóż zazwyczaj po jednej stronie bazyliki wiesza się, w związku z beatyfikacją, herb papieski, po drugiej tego władcy, w którego państwie urodził się błogosławiony. Na beatyfikację Boboli Pius IX polecił zawiesić po obu stronach papieskie herby, jakby chciał zaznaczyć, że ujarzmionemu narodowi on zastępuje króla”.

Papież Pius IX pozwalał na odprawianie Mszy św. i odmawianie brewiarza o błog. Andrzeju w diecezji łuckiej i wszystkich domach Towarzystwa Jezusowego - 23 maja.

Dla jednej grupy ludzi beatyfikacja miała szczególne znaczenie. Tak o tym pisał zasłużony dla sprawy ks. Hieronim Kajsiewicz: „Cóż się działo w sercach obecnych rodaków, co w sercach wygnańców, dobrowolnych czy przymusowych, z polskiej ziemi! Cóż się dziać musiało w sercach samychże jezuitów polskich, od lat trzydziestu wygnanych z przyrodzonego pola ich apostolskiej gorliwości? Łatwiej to poczuć, łatwiej to pojąć - tym bardziej sercu polskiemu - niż wyrazić”.

Car odwołał natychmiast swego posła z Rzymu, a sześciu Polaków, rosyjskich żołnierzy, skazał na śmierć za to, że gdy przed wojną krymską, przed frontem oddziału, odczytano odezwę wzywającą wojsko do obrony wiary, oświadczyli, że jako katolicy nie mogą walczyć za prawosławie. Na granicy rosyjskiej wydzierano z brewiarzy kartki z oficjum ku czci błogosławionego Andrzeja Boboli.