Konferencja 3

KONFERENCJA TRZECIA.

Pochodzenie św. Andrzeja.

Młodość.

Ród Bobolów należał do najstarszych w Polsce. „Początki szlacheckiego rodu Bobolów, herbu Leliwa, przypadają na bardzo odległe czasy, a kolebką jego były, według wszelkiego prawdopodobieństwa, ziemie śląskie. W okolicy głośnego niegdyś opactwa Cystersów w Lubiążu, znajduje się do dnia dzisiejszego wieś zwana, za czasów niepodległości i jedności Śląska z macierzą, Sychową, później na Arnoldshof przemianowana. Do mieszkańców tej niewielkiej w XIII wieku wsi książęcej, należał też niejaki „Bobola z bratem Secesławem. Z osobą jego po raz pierwszy pojawia się w znanych obecnie dokumentach imię Bobola, on też prawdopodobnie jest protoplastą całego, szeroko w późniejszych czasach rozgałęzionego rodu Bobolów”.

„Od wieku XIV spotykamy Bobolów również w Małopolsce właściwej. Czołowymi ich przedstawicielami byli Comes Nicolaus dictus Bobola”, cześnik Jadwigi , żony Władysława Łokietka i pierwszych dwu żon Kazimierza W., oraz Jakub Bobola z Piasków.”

„Przedstawiciele rodziny Bobolów odznaczali się żywą wiarą i przywiązaniem do Kościoła katolickiego, co było tak powszechnie znanym, że w XVI wieku bez wahania zaliczono ich do tych rodzin, które odszczepieństwu nie pozwoliły przekroczyć swych progów. Gorąca religijność Bobolów była dla nich bodźcem do licznych dzieł dobroczynnych, na które wielu z nich przeznaczało dochody ze swych posiadłości.” „Szczere przywiązanie Bobolów do Kościoła katolickiego, niezachwiane nawet w dobie prawdziwej powodzi haseł sekciarskich, napływających do Polski z Zachodu i Południa i szerzących prawdziwe, choć przeważnie chwilowe, spustoszenie w szeregach wyznawców wiary katolickiej, natchnęło ich do utrzymywania ścisłych stosunków z Towarzystwem Jezusowym, z zakonem, który się zrodził w chwili największego napięcia walki tradycyjnej, apostolskiej wiary z nowinkami protestanckimi”. Z takiej to religijnej i życzliwej dla Towarzystwa Jezusowego rodziny pochodził święty Andrzej.

Sprawa pochodzenia, miejsca i czasu urodzenia świętego Andrzeja Boboli należy do najtrudniejszych problemów i prawdopodobnie na zawsze pozostanie nierozwiązaną. Za Niesieckim, autorem słynnego herbarza, wielu biografów powtarzało, że Andrzej był synem Krzysztofa, wnukiem Mikołaja, a prawnukiem Krzysztofa. Tymczasem różne dane wskazują na to, że ojcem Andrzeja jest Mikołaj. Nie znamy imienia matki. Nie wiadomo także, jakie dobra posiadał Mikołaj, a w związku z tym trudno ustalić miejsce urodzenia Andrzeja. Wiadomo tylko, że pochodził z Małopolski właściwej - z województwa krakowskiego, sandomierskiego albo lubelskiego.

Najprawdopodobniej jednak z sandomierskiego, gdzie pod koniec XVI wieku zjawiła się rodzina Bobolów, spokrewniona z Tarnowskimi. Wiele danych przemawia za tym, że Andrzej urodził się w Strachocinie koło Sanoka. Strachocina, to wioska położona w pięknej górzystej okolicy. Według dokumentów historycznych parafia Strachocina istnieje od 1390 roku.

Ksiądz Poplatek stwierdza w swej pracy, iż rodzice Świętego mieli dworek w Strachocinie i w nim właśnie Andrzej Bobola przyszedł na świat. Podobnego zdania są mieszkańcy parafii. „Wśród ludności tej miejscowości położonej siedem kilometrów od Sanoka, panuje opinia, że właśnie w ich wiosce urodził się św.Andrzej Bobola. Już od wielu dziesiątków lat nie ma tam Bobolów. Jest jednak niedaleko kościoła wzgórze od niepamiętnych lat zwane „Bobolówką”.

Do dziś nie ustalono dnia urodzin, gdyż nie zachowała się bowiem metryka. Z pewnością można stwierdzić co najwyżej, że przyszedł na świat między sierpniem a grudniem 1591 roku. Wśród jezuitów pińskich i połockich utrzymywała się opinia, że Andrzej urodził się 30 listopada, panowała bowiem w Polsce tradycja nadawania dziecku imienia świętego, w którego dniu przyszło na świat. Toteż św. Andrzej Apostoł został wielkim Patronem przyszłego Męczennika. A może za Świętym przemówi chrzcielnica mająca swoją wielowiekową historię. Pochodzi ona z XV wieku i stanowi jedyny zachowany w parafii relikt tamtych czasów. Przez ponad sto lat stała na zewnątrz, w miejscu rozebranego kościoła. Dopiero wówczas, gdy w parafii powstał ołtarz ku czci św. Andrzeja Boboli wniesiono ją do świątyni.

Młodość Andrzeja Boboli (1591-1613)

Wszystko zaczęło się bardzo zwyczajnie. Mały Andrzej, jak wszyscy rówieśnicy, pierwsze lata dzieciństwa spędził prawdopodobnie w domu rodzicielskim. „Przypuszczać należy, że środowisko, w którym się wychowywał musiało na duszę dziecka wywierać wpływ dodatni i urabiać ją na zasadach ściśle katolickich i polskich”.

„O rodzicach Andrzeja zachowała się opinia jego bratanka, którą powtórzył w Łucku, podczas tak zwanego procesu apostolskiego w 1730 roku, jezuita Ignacy Chrzanowski. Otóż odznaczali się oni zacnością życia, przywiązaniem do wiary i w tym duchu wychowywali syna. Z ich inicjatywy Andrzej już w dzieciństwie otrzymał Sakrament Bierzmowania. Dowodem troski rodziców o katolickie wychowanie i wykształcenie syna jest ponadto fakt, że - prawdopodobnie w 1606 roku - oddali go do szkół jezuickich, do kolegium w Braniewie, w którym ówczesnym zwyczajem ukończył pięcioletni kurs odpowiadający naszej szkole średniej.

Pilną pracą zdobywał wiedzę i doświadczenie przygotowujące go do wielkich zadań. Przyglądając się życiu i pracy Ojców, czuł coraz większe pragnienie poświęcenia się na większą chwałę Boga i dla dobra dusz. Andrzej, jak każdy młody chłopak, miał różne braki charakteru, ale miał też dobrą wolę stawania się coraz lepszym i pożyteczniejszym dla innych. Chyba dobrze zapisał się w pamięci nauczycieli i wychowawców, skoro jezuici bez trudności przyjęli go do zakonu.

„Dzięki wytrwałej i ofiarnej pracy łaska Boża dzień po dniu przemieniała serce Andrzeja odkrywając przed nim wspaniałe drogi powołania zakonnego i kapłańskiego. Żyć jak Jezus, z miłością służyć Bogu i bliźnim, walczyć o Bożą chwałę i zbawienie wieczne - oto ideały, które coraz bardziej pociągały jego serce. Na modlitwie, gdzie rozważał wszystko, słyszał jakby głos Boży wzywający: Andrzeju, jeśli chcesz być doskonały, pójdź za Mną! - bo żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało... Długie zmagania się ze sobą, gorące modlitwy o światło rozeznania woli Bożej doprowadziły do niełatwej decyzji: Panie, oto jestem! Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie!”

„Prowincjał litewski , Paweł Boksza, polecił zbadać powołanie kandydata. Egzamin wypadł pomyślnie i od razu w dniu zgłoszenia zamieszkał Andrzej w domu nowicjackim, podejmując pierwszą próbę, czyli kandydaturę, którą kończyły zwykle kilkudniowe rekolekcje i spowiedź z całego życia i Komunia święta.”

Niemal dwadzieścia lat Andrzej zdobywał wiedzę o świecie, o człowieku, o jego zadaniach na ziemi. Coraz głębiej rozumiał także drogę swego powołania, coraz poważniej patrzył w przyszłość. Dnia 10 sierpnia 1611 roku Andrzej Bobola otrzymał suknię zakonną i rozpoczął nowicjat, czyli drugą próbę, trwającą dwa lata. Mistrzem w nowicjacie był wtedy ks. Wawrzyniec Bastilius, pochodzący z Tarnowa, jeden z najwybitniejszych ówczesnych jezuitów. Pod jego przewodnictwem odprawił Andrzej miesięczne rekolekcje. A potem odbył z góry określone próby: pełnił różne „niskie” posługi w kolegium; usługiwał chorym w którymś z wileńskich szpitali; odbył pielgrzymkę żebraczą w okolicach Wilna; w jakimś przytułku, szpitalu albo na placu miejskim pouczał ludzi o prawdach wiary i zasadach życia chrześcijańskiego.

Pełen ideałów i wzniosłych marzeń o przyszłej pracy, był to dla Andrzeja jeden z najpiękniejszych okresów życia.

„Równo w dwa lata po rozpoczęciu nowicjatu - 31 lipca 1613 roku - podczas Mszy świętej, odprawianej przez rektora a zarazem mistrza nowicjuszów Bastiliusa, związał się na zawsze z zakonem przez złożenie ślubów ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.

W tym samym dniu wpisał własnoręcznie do osobnej księgi następujące oświadczenie: ‘Ja Andrzej Bobola, wyegzaminowany w określonych czasach, złożyłem śluby scholastyków sprawdzonych, według formuły przyjętej w Towarzystwie, dnia 31 lipca 1613 roku, podczas Mszy świętej odprawianej przez rektora domu nowicjatu w Wilnie, W.ks.Wawrzyńca Bartiliusa - przyrzekam wstąpić itd.’ - zawiera się czwarty ślub, którym się zobowiązałem do przyjęcia jakiegokolwiek stopnia, czy to koadiutora, czy też profesa, według tego, co O.Generał uzna za bardziej odpowiednie dla służby Bogu.”