Rozdział I

 

DLACZEGO MAMY WIELBIĆ BOGA W MIŁOSIERDZIU

CZYLI W KULCIE NAJMIŁOSIERNIEJSZEGO ZBAWICIELA?

 

Mamy wielbić Boga w Miłosierdziu dlatego, że ze wszystkich doskonałości Bożych, ono najbardziej ujawnia się i najskuteczniej nakłania nas do chwalenia i ukochania Boga oraz ufania mu, a kontemplacja tego przymiotu najpewniej prowadzi do świętości.

  1. Wzniosłość Miłosierdzia Bożego

Bóg, jako istota najdoskonalsza, jest nierozdzielną jednością, bez żadnych składników w swej naturze. Wprawdzie wyznajemy w Bogu Trzy Osoby, różniące się między sobą tylko pochodzeniem, ale w swej naturze Bóg jest jeden, dlatego też jego doskonałości nie różnią się rzeczowo ani między sobą, ani od jego istoty. Ponieważ rozum ludzki nie potrafi w jednym pojęciu oddać całej doskonałości Boga, dlatego spostrzegając jej przejawy u stworzeń, podnosi je do najwyższego stopnia i przypisuje Stwórcy, w którym w rzeczywistości wszystko stanowi najdoskonalszą jedność.

Dla lepszego poznania Boga nie tylko rozróżniamy w Nim poszczególne doskonałości, ale łączymy je w pewne grupy, odnosząc jedne do natury Boga, a inne do Jego stosunku do stworzeń; pierwsze nazywamy doskonałościami absolutnymi czyli wsobnymi, a drugie relatywnymi czyli odnośnymi. Do pierwszych należą: prostota czyli niezłożoność, samoistność (aseitas), niezmienność, nieograniczoność, wieczność itp. Spośród tych doskonałości natury Boga na pierwszym miejscu trzeba postawić samoistność czyli to, że Bóg ma w sobie rację swego bytu. Z samoistności płyną wszystkie inne doskonałości natury Bożej i ona stanowi metafizyczną istotę Boga.

Do odnośnych doskonałości Boga zaliczamy te, które towarzyszą czynnościom Jego na zewnątrz. Teologowie rozróżniają pięć głównych odnośnych doskonałości Boga: dobrotliwość, mądrość, opatrzność, sprawiedliwość i miłosierdzie. Inne odnośne doskonałości zaliczają do wymienionych, np.: cierpliwość, łaskawość i miłość — do miłosierdzia; to, że Bóg jest celem ostatecznym wszystkiego — do opatrzności; prawdomówność i wierność — do sprawiedliwości itp. Otóż spośród tych odnośnych doskonałości miłosierdzie Boże wydaje się najwyższą doskonałością, albowiem w każdym dziele Bożym znajduje się ono u samego źródła, czyli że jest głównym motywem działania Boga na zewnątrz.

  1. Miłosierdzie Boże wyróżnia się spośród Jego odnośnych doskonałości.

Pismo św. wyróżnia miłosierdzie Boże spośród innych doskonałości Bożych, mówiąc ogólnie: „Wszystkie drogi Pańskie miłosierdzie i prawda” (Ps. 24, 10) i rozciągając tę doskonałość na wszystkie dzieła Boże: „Miłosierdzie Jego ponad wszystkie dzieła Jego” (Ps. 144, 9) oraz w szczególności, przypisując Mu dzieło stworzenia: „Który utwierdził ziemię nad wodami, bo na wieki miłosierdzie Jego” (Ps. 135, 6); – dzieło Opatrzności: „Który daje pokarm wszelkiemu ciału, bo na wieki miłosierdzie Jego” (Ps. 135, 25); w szczególności zaś dzieło Odkupienia: „Który odkupił nas od nieprzyjaciół naszych, bo na wieki miłosierdzie Jego” (Ps. 135, 24); a wreszcie dzieło naszego uświęcenia: „Który z wielkiego miłosierdzia odrodził nas przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa ku nadziei żywej” (I P. 1, 3).

Objawione prawdy stały się przedmiotem badań Ojców Kościoła, którzy widzą w miłosierdziu główny motyw działania Bożego. Tak św. Augustyn powiada: „Wyznaję, Panie, że jesteś miłosierny we wszystkich dziełach swoich i dlatego powiedziałeś przez sługę swego: „Miłosierdzie Jego ponad wszystkie dzieła Jego” (Ps. 144, 9). 1 „Bóg jest tu miłosierny, ale w przyszłości będzie sprawiedliwy”. 2 „Miłosierdzia Jego nie brakuje w żadnym dziele Jego” 3. Podobnie wyraża się św. Jan Chryzostom: „Wszystko, co Bóg czyni, pochodzi z Jego miłosierdzia i łaskawości” 4, a św. Piotr Chryzolog dodaje: „Zginęłoby wszystko, co Bóg uczynił, gdyby nie miłosierdzie Boże” 5. Św. Bernard zaś wyjaśniając słowa św. Pawła „Błogosławiony Ojciec miłosierdzia” (II Kor. 1, 3) powiada: „Bóg nie jest Ojcem sądów, ale tylko Ojcem miłosierdzia, a karanie pochodzi z nas samych” 6.

Szczególnie św. Tomasz, Doktor Anielski, doskonale i głęboko rozwinął naukę objawioną o miłosierdziu Bożym. Nasamprzód podaje określenie tej doskonałości: Miłosierdzie Boże — to odwieczna doskonałość Stworzyciela, Odkupiciela i Uświęciciela w Jego stosunku do stworzeń, a w szczególności do ludzi, przez którą Bóg wyprowadza stworzenia z nędzy i uzupełnia ich braki 7. A więc miłosierdzie Boże — to nie ludzka cnota miłosierdzia, która wypływa z miłości, wzrasta lub zanika, jako zależna od niej; to nie nastrój, uzależniony od warunków i okoliczności; to nie wzruszenie zmysłowe, ujawniające się w odruchowym współcierpieniu w cudzym nieszczęściu, jakie można zauważyć pod pewnym względem nawet u zwierząt, lecz jest to nieskończona i niezmienna doskonałość Boga, czyli jest to sam Bóg, litujący się nad nędzą naszą i uzupełniający liczne nasze braki.

Stosunek Boga do stworzeń ujawnia się w usuwaniu tych braków i udzielaniu im doskonałości. Udzielanie doskonałości, pojęte wprost, niezależnie od jakichkolwiek okoliczności, należy do dobrotliwości Bożej. O ile upatrujemy w Bogu zupełną bezinteresowność w udzielaniu dobrodziejstw, przypisujemy to szczodrobliwości Bożej. Czuwanie Boga, byśmy przy pomocy otrzymanych dobrodziejstw doszli do wytkniętego celu, nazywamy opatrznością. Udzielanie dobrodziejstw według z góry ustalonego planu i porządku, nazywamy sprawiedliwością Bożą. Wreszcie udzielanie doskonałości stworzeniom w celu wyprowadzenia ich z nędzy i uzupełnienia albo usunięcia braków, jest dziełem miłosierdzia Bożego.

W każdym dziele Boga, zależnie od naszych zapatrywań, można widzieć wymienione doskonałości Boże. Na przykład ocalenie Mojżesza na Nilu, niezależnie od jakichkolwiek okoliczności, będzie dobrotliwością Boga. Jeżeli zwrócimy uwagę na bezinteresowność Boga w tym ocaleniu, przypiszemy to szczodrobliwości. Czuwanie nad opuszczonym dzieckiem na rzece nazwiemy opatrznością. Ocalenie Mojżesza, aby mógł wprowadzić Izraelitów z Egiptu, nazwiemy sprawiedliwością. Wreszcie uratowanie Mojżesza z licznych niebezpieczeństw i udzielenie mu odpowiednich warunków życia — będzie dziełem miłosierdzia Bożego.

W każdym z wymienionych momentów uderza nas przede wszystkim nędza dziecka. Przeto możemy powiedzieć, że dobrotliwość Boża — to miłosierdzie, co stwarza i daje; szczodrobliwość — to miłosierdzie, co hojnie obdarza i bez zasługi; opatrzność — to miłosierdzie, co czuwa; sprawiedliwość Boża — to miłosierdzie, co nagradza ponad zasługi, a karze mniej, niż winowajca zasłużył; wreszcie miłość Boża — to miłosierdzie, co się lituje nad nędzą ludzką i pociąga nas ku sobie. Inaczej mówiąc miłosierdzie Boże jest głównym motywem działania Bożego na zewnątrz czyli znajduje się u źródła każdego dzieła Stwórcy 8.

Doktor Anielski dowodzi w następujący sposób, że miłosierdzie jest najwyższą doskonałością odnośną Boga. Każdą doskonałość — powiada on — można rozpatrywać samą w sobie lub ze względu na tego, w kim się ona znajduje. Miłosierdzie rozważane samo w sobie jest doskonałością najwyższą, albowiem polega na udzielaniu się innym istotom przez wyprowadzenie ich z nędzy i usuwanie braków. Takie udzielanie jest właściwością bytów wyższych w stosunku do niższych, a w najwyższym stopniu jest właściwością Boga, w której to właściwości ujawnia się Jego największa potęga. Miłosierdzie rozważane ze względu na tego, w kim się ono znajduje, nie zawsze jest najwyższą doskonałością lecz tylko wówczas, gdy posiadający ją, jest sam bytem najwyższym czyli, że nie ma nikogo równego sobie ani nikogo ponad sobą. Kto bowiem ma kogoś ponad sobą, lepiej ujawnia swą doskonałość przez łączenie się z bytem wyższym w miłości, niż przez usuwanie braków w bytach niższych. Dlatego u ludzi najwyższą cnotą jest miłość Boga, która stanowi istotę naszej doskonałości. Bóg zaś nie ma nad sobą nikogo, komu by się mógł poddawać przez miłość. Dlatego najwyższą doskonałością odnośną Boga jest miłosierdzie 9.

Ściśle mówiąc żadna doskonałość w Bogu nie jest wyższa od drugiej, ponieważ między nimi nie ma rzeczowej różnicy, a każda z nich stanowi istotę Boga czyli jest Bogiem. Według jednak naszego sposobu pojmowania, miłosierdzie kierowane mądrością przedwieczną i wzmocnione miłością Boga ku sobie, jaśnieje ponad wszystkie doskonałości Boże przejawiające się w Jego stosunku do stworzeń.

1 Migne, P.L., 40, 902.

2 Migne, P.L., 39, 1963.

3 Migne, P.L., 44, 1893.

4 Migne, PL., 55, 468.

5 Migne, P.L., 51, 319.

6 Migne, P.L., 183, 786.

7 S.T., 1, q. 21, a. 3, c.

8 S.T., 1, q. 21, a. 4.

9 S.T., 11.11, q. 30, a. 4, c.

 

  1. Miłosierdzie Boga góruje nad sprawiedliwością.

W rządach Opatrzności Bożej nad światem, obok miłosierdzia, naczelne miejsce zajmuje sprawiedliwość, co jest jedną z głównych prawd naszej wiary. Pismo św. wymienia zwykle, obok sprawiedliwości, miłosierdzie Boże, nazywając je wprost prawdą: „Wszystkie drogi Pańskie miłosierdzie i prawda” (Ps. 24, 10). Zestawiając te dwie doskonałości, Apostoł daje pierwszeństwo miłosierdziu: „Miłosierdzie przewyższa sąd” (Jak. 2, 13). Bierzemy tu sprawiedliwość nie w znaczeniu szerszym, kiedy utożsamia się ze świętością, ale w ścisłym — jako stałą wolę oddania każdemu, co się komu należy. Z trzech znanych rodzajów sprawiedliwości (legalnej, zamiennej i rozdzielczej), możemy przypisać Bogu tylko rozdzielczą i to w innym znaczeniu, niż się mówi o sprawiedliwości rozdzielczej u ludzi. Sprawiedliwość rozdzielcza jest to stała wola przełożonego, aby rozdzielać wspólne dobra i ciężary między podwładnych według ich godności i zasług oraz odpowiednio wymierzać nagrody i kary. Otóż zachodzi wielka różnica między przełożonym u ludzi a Bogiem. Bóg daje byt stworzeniom i przeznacza je do odpowiedniego celu z własnej woli, jak również bez żadnego przymusu dostarcza im środków do celu. Podobnie zupełnie dobrowolnie związał siebie obietnicą nagrody i kary dla stworzeń rozumnych.

Bóg nagradza ponad zasługi, jak mówi Apostoł: „Oko nie widziało ani ucho nie słyszało i w serce człowieka nie wstąpiło, co przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (I Kor. 2, 9). Podobnie wymierza kary mniejsze od win. Przy tym kary w życiu doczesnym przeważnie mają charakter leczniczy i zapobiegawczy: „Gdy nas sądzą, karanie odbieramy od Pana, abyśmy z tym światem potępieni nie byli” (I Kor. 11, 32). Stąd wynika, że sprawiedliwość Boża, to nie jest sprawiedliwość ludzka, a na tym świecie jest ona właściwie miłosierdziem lub przynajmniej przed nim ustępuje.

Wyższość miłosierdzia Bożego nad sprawiedliwością uzasadnia św. Tomasz w ten sposób: Cokolwiek czyni Bóg dla stworzeń, czyni według należnego, zawczasu przewidzianego i postanowionego porządku, który stanowi sprawiedliwość Bożą, znajdującą się obok miłosierdzia w każdym Jego dziele zewnętrznym. Ponieważ jednak porządek został przyjęty zupełnie dobrowolnie i nie był narzucony Bogu przez nikogo, dlatego w ustanowieniu takiego a nie innego porządku, trzeba widzieć tylko miłosierdzie Boże. Jeżeli coś należy się jakiemuś stworzeniu, to tylko na mocy tego, co było uprzednio postanowione. Ponieważ nie można w ten sposób cofać się w nieskończoność, trzeba w końcu zatrzymać się na tym, co zależy wyłącznie od woli Bożej czyli od miłosierdzia Bożego, które znajduje się u źródła każdego działania Bożego — jako główny motyw tego działania, jako najwyższa doskonałość 10.

10 S.T., 1, q. 21, a. 4.

 

  1. Miłość Boga ku stworzeniom jest miłosierdziem

„Bóg jest miłością”, powiada Pismo św. (I J. 4, 8), ale miłość Boża w ścisłym znaczeniu wyraża się we wzajemnym stosunku trzech Osób Boskich do siebie. Gdy zaś mówimy o miłości Bożej ku stworzeniom, a w szczególności ku ludziom, mamy na myśli miłosierdzie Boże, albowiem chodzi tu o miłość istot pogrążonych w nędzy moralnej. „Miłosierdzie rozpatrywane w sobie jest najwyższą doskonałością… właściwą Bogu, w którym się nie różni od bezinteresownej miłości ku stworzeniom” 11. Dlatego i Pius XII w encyklice „Haurietis aquas”, nazywa miłość Boga ku ludziom miłością miłosierną, czyli miłosierdziem Bożym 12.

Spośród wszystkich swych doskonałości Bóg najpierw objawił ludziom swe miłosierdzie podnosząc ich do stanu nadprzyrodzonego, darząc ich mianem swych dzieci przybranych, a po grzechu — obiecując im Odkupiciela, zamiast ukarać sprawiedliwie, jak to uczynił wobec zbuntowanych Aniołów (Rodz. 3, 15). Zniżając się do ludzkiego sposobu myślenia, Duch Św. przez patriarchów i proroków podtrzymuje tę obietnicę i podaje głęboką naukę o miłosierdziu Bożym, które przede wszystkim najbardziej ma się ujawniać w dziele odkupienia. W każdej księdze Starego i Nowego Testamentu mówi się o miłosierdziu Bożym po kilkanaście i kilkadziesiąt razy, a najwięcej i najwymowniej mówi o nim Księga Psalmów. W całym Piśmie św. znajduje się przeszło czterysta miejsc, wysławiających wprost miłosierdzie Boże, a znacznie więcej ubocznie, w Księdze zaś Psalmów sto trzydzieści razy wielbi Psalmista tę doskonałość Boga, poświęcając jeden z nich (135) wyłącznie temu przymiotowi.

Psalmista mówiąc o Bogu nie zadowala się wyrazem „miłosierny”, lecz podaje cały szereg synonimów, jak gdyby chcąc wzmocnić nasze przekonanie o tej doskonałości: „A Tyś, Panie, Bóg litościwy i miłościwy, cierpliwy i wielce miłosierny, i prawdziwy!” (Ps. 85, 15). „Litościwy i miłościwy Pan: długo czekający i wielce miłosierny” (Ps. 102, 8) itp. Jeszcze w wyższym stopniu wysławia miłosierdzie Boże Najświętsza Maryja Panna w pieśni „Magnificat”, podkreślając powszechność miłosierdzia Bożego, jego ciągłość, nieskończoność i wieczność: „A miłosierdzie Jego z pokolenia w pokolenie nad tymi, którzy się Go boją” (Łk. 1, 50). Wybrana Córka Ojca Przedwiecznego, która doznała największego miłosierdzia, widzi je w duchu na wyżynach chwały Serafinów i Cherubinów jak również w otchłaniach czyśćcowych; natchnionym słowem proroczym głosi je wszystkim, a szczególnie tym, którzy lękają się Boga bojaźnią synowską. Widzi Ona największe miłosierdzie we Wcieleniu i Odkupieniu, w którym sama bierze czynny udział, stając się Matką miłosierdzia: „Przygarnął w opiekę Izraela, sługę swego, pomny na miłosierdzie swoje” (Łk. 1, 54).

Wreszcie w tajemnicy, gdzie „Słowo ciałem się stało”, urzeczywistniła się obietnica miłosierdzia. Jezus Chrystus rozproszył nieufność ludzi grzesznych do Boga, nazywając Go Ojcem miłosierdzia: „Ojciec wasz miłosierny jest” (Łk. 6, 36); usunął z dusz bojaźń niewolniczą przed Bogiem sprawiedliwym, otwierając swe Boskie Serce, aby w jego niezgłębionym oceanie miłości i miłosierdzia dać skuteczny środek na wszystkie nieprawości i grzechy ludzkie. W licznych przypowieściach Zbawiciel podkreślał to nieograniczone miłosierdzie Boże, którym również hojnie szafował w uczynkach pocieszając strapionych, uzdrawiając chorych i wskrzeszając umarłych, a przede wszystkim przebaczając winnym grzechy (Magdalenie, Dyzmasowi, Piotrowi itp.). Wreszcie Zbawiciel złożył Bogu godne zadośćuczynienie za nieskończoną obrazę Bożego majestatu, popełnioną przez ludzkość, umierając na krzyżu i w ten sposób przywracając ludziom utracone synostwo Boże oraz prawo do nieba.

Działanie Pana Jezusa w czasie Jego pobytu na ziemi było tylko początkiem miłosierdzia, które kontynuuje się w Kościele i rozlewa się już nie na rzesze galilejskie, ale na całą ludzkość. Tam Syn Boży złączył się z naturą ludzką w łonie Przeczystej Dziewicy, a teraz łączy się ze wszystkimi narodami w łonie Kościoła, w którym działa Duch Św., rządząc nim i uświęcając jego członków przez sakramenty święte, sakramentalia, charyzmaty i każdy czyn zasługujący na wieczną nagrodę. A więc nie tylko dzieło stworzenia i odkupienia było dziełem miłosierdzia Bożego, lecz jest nim i dzieło uświęcenia, które kontynuuje się i kontynuować będzie aż do skończenia świata.

11 B. Merkelbach O.P., Summa Theologiae Moralis I, nr 921; ST., II – II, q. 30, a. 4.

12 Acta Apostolicae Sedis, 1956, pag. 321.

 

 

 Pomnij, Panie, na swoje miłosierdzie, i pod nieustanną opieką prowadź do świętości Twoje sługi, dla których Syn Twój, Chrystus, przelewając swoją Krew, ustanowił misterium wielkanocne.

(Modlitwa liturgiczna z Wielkiego Piątku)

 

 

 

  1. Idea Miłosierdzia Bożego ułatwia poznanie i ukochanie Boga

 

„A to jest życie wieczne, aby poznali Ciebie, jedynego Boga prawdziwego i tego, któregoś posłał, Jezusa Chrystusa” (J. 17, 3). Poznanie tedy Boga jest życiem wiecznym czyli nadprzyrodzonym, jest koniecznym warunkiem miłości Boga, koniecznym warunkiem Jego chwały, a przez to samo i naszej szczęśliwości. Nie można bowiem kochać tego, kogo się nie zna, a tym bardziej nie można czerpać własnego szczęścia z takiej miłości. Ale jak poznać Boga, gdy „Boga nikt nigdy nie widział” (J. 1, 18)?

  1. Przyrodzone poznanie Boga

Poznanie Boga może być przyrodzone i nadprzyrodzone. Rozumem poznajemy Pana Boga w sposób przyrodzony przez poznawanie dzieł Bożych. Sobór Watykański I utrzymuje, że „Bóg, początek i koniec wszechrzeczy, na pewno może być poznany naturalnym światłem rozumu, przy pomocy rzeczy stworzonych; niewidzialne bowiem rzeczy Boże stały się zrozumiałe dla stworzeń tego świata za pomocą rzeczy stworzonych” 13. Ponieważ stworzenia wprost i bezpośrednio nie ujawniają nam Boga, przeto poznanie Go przyrodzone możliwe jest przez rozumowe dowodzenie. Dowody opierające się na faktach naturalnych czerpiemy, albo ze zjawisk świata nas otaczającego — są to dowody kosmologiczne, albo z objawów duszy ludzkiej — dowody psychologiczne.

Jedne i drugie wydają się bardziej przekonywujące w świetle idei nieskończonego miłosierdzia Bożego. Daje ona bowiem rozumowi światło, a woli skuteczniejszą pobudkę do poszukiwania.

Rozum poznaje Boga jako najwyższą Prawdę, a woli wskazuje Go jako najwyższe i najdoskonalsze Dobro, które z natury skłania się ku wylaniu, jak płyn z pełnego naczynia. Ta skłonność do udzielania się znajduje swoje dostateczne spełnienie w wewnętrznej działalności Boga przez to, że Bóg Ojciec poznaniem siebie rodzi Syna, a Syn z Ojcem przez wzajemną ku sobie miłość wydają Ducha Świętego. To wzajemne, odwieczne udzielanie się Osób Boskich — jak powiedziałem — najzupełniej uszczęśliwia Boga i wystarcza do wylewania się Jego dobrotliwości bez żadnej konieczności udzielania się stworzeniom. Wprawdzie tę wewnętrzną działalność Boga poznajemy tylko przez Objawienie, ale gdyśmy je otrzymali, rozumowo stwierdzamy, że skoro Bóg udziela się stworzeniom przez wyprowadzenie ich z największej nędzy — nicości, i przez usunięcie największego braku — braku istnienia przed aktem stworzenia, czyni to zupełnie dobrowolnie, bez żadnej konieczności, jedynie z miłosierdzia swego.

Ten motyw stworzenia świata lepiej wyjaśnia akt stwórczy i pobudza człowieka do naturalnej miłości Boga, który nie tylko stworzył świat, ale powodowany swym miłosierdziem nadal utrzymuje go w istnieniu oraz kieruje każde stworzenie do właściwego mu celu. Historia rodzaju ludzkiego, pojedynczych narodów i ludzi doskonale wskazuje, jak miłosierdzie Boże uprzedza ich swymi darami, jak czuwa nad losem każdego i skierowuje do celu. Nawet nieszczęście nas dotykające obraca Bóg na naszą korzyść, ponieważ przez nie umożliwia nam odwrócenie się od zła ku dobru i odpokutowanie już tutaj za grzechy oraz uzyskanie zasług i osiągnięcie zbawienia.

13 Denzinger, 1785.

 

  1. Nadprzyrodzone poznanie Boga

 

Jeszcze w wyższym stopniu idea miłosierdzia Bożego ułatwia nam poznanie Boga w sposób nadprzyrodzony przez wiarę. Ona przypomina nam, że wszystkich ludzi Bóg przeznacza do uczestnictwa w swoim Boskim życiu, że w tym celu udzielił darów nadprzyrodzonych naszym prarodzicom, a po ich upadku obrał niesłychany, przedziwny i niepojęty dla Aniołów i ludzi sposób, by ludzkość ratować. Oto Syn Boży, przez którego „wszystko się stało, co się stało” (J. 1, 3), postanowił przyjąć naturę ludzką, by w niej i przez nią ratować cały rodzaj ludzki od wiecznej zguby. Mógł to uczynić przez samo tylko Wcielenie, tymczasem obrał drogę nadzwyczajnych cierpień fizycznych i moralnych, a wreszcie umarł haniebną śmiercią krzyżową, jak największy zbrodniarz.

W Osobie Jezusa Chrystusa objawia się ludziom sam Bóg: ujawniają się w Nim wszystkie doskonałości Boże, a przede wszystkim nieskończone miłosierdzie Boże: „Filipie, kto widzi Mnie, widzi Ojca. Jakże więc możesz mówić: Pokaż nam Ojca? Nie wierzycie, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słowa, które do was mówię, nie od siebie samego mówię, ale Ojciec, który przebywa we Mnie, On działa. Nie wierzycie, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Choćby dla samych uczynków wierzcie” (J. 14, 9 – 11). Tak więc Chrystus Pan w nauce i swoim całym życiu, a szczególnie w męce, śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu daje nam poglądową lekcję o Bogu i Jego doskonałościach, a przede wszystkim o nieskończonym miłosierdziu Bożym. Dlatego i uroczystość Najmiłosierniejszego Zbawiciela byłaby najlepszym uwielbieniem Boga w Jego miłosierdziu.

Fakt Objawienia możemy poznać na pewno, albowiem Bóg w Objawieniu zwykle daje swój podpis i pieczęć uwierzytelniającą. Tym podpisem są cuda, a pieczęcią uwierzytelniającą są proroctwa. Chociaż w słowach i czynach Chrystusa przebija się mądrość i potęga nadludzka, to jednak powołuje się On głównie na swe cuda, z których największym było zmartwychwstanie. To jest podpis i pieczęć uwierzytelniająca, że Chrystus Pan miał posłannictwo od Boga: „Dzieła, które wypełniam, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał” (J. 5, 36). A ponieważ Zbawiciel nauczał głównie o miłosierdziu i czynił miłosierdzie, dlatego pod wpływem tej idei najlepiej poznajemy Boga w sposób nadprzyrodzony przez wiarę.

Wiara może być aktem i cnotą. Aktem wiary jest faktyczne uznanie za prawdę tego, co Bóg objawił. Bóg nie może się mylić ani innych w błąd wprowadzać. Stąd wszystko, czego Chrystus nauczał, jest prawdą. Niektóre prawdy są dla rozumu niedostępnymi tajemnicami, albo nasuwają trudności ze strony rozumu. Rozum sam na taką prawdę nie może się zgodzić, gdyż zgadza się zwykle na prawdę dla niego oczywistą, potrzeba tu zatem wpływu woli, aby rozum uznał też za prawdę to, czego nie pojmuje. Ale i wola sama tego wpływu wywrzeć nie może bez łaski. Stąd już w samym akcie wiary potrzebna jest łaska miłosierdzia Bożego, wywierająca swój wpływ na rozum przez oświecenie w danej prawdzie oraz na wolę, aby silnie zapragnęła uwierzyć i pobudziła rozum do uległości. Wierzyć jest aktem rozumu, uznającego prawdę Bożą na rozkaz woli poruszonej przez Boga łaską14. W samym tedy akcie wiary widzimy miłosierdzie Boże.

Jako cnota – wiara towarzyszy nieodłącznie łasce uświęcającej i tak jest konieczna do zbawienia, jak i łaska. Wlewa ją Bóg do duszy przy chrzcie św. i dlatego nazywa się cnotą wlaną. Traci ją człowiek tylko przez grzechy przeciwne wierze (apostazja, niedowiarstwo). Inne grzechy śmiertelne nie usuwają całkowicie cnoty wiary, a tylko czynią ją bezkształtowną z braku miłości Bożej. Stąd wynika, że i w cnocie wiary występuje przede wszystkim nieskończone miłosierdzie Boże.

Bóg więc jest głównym sprawcą wiary jako aktu i jako cnoty. Łaska nieskończonego miłosierdzia Bożego powołuje nas do wiary, rozwija ją i podtrzymuje nawet u grzesznika. My zaś z naszej strony winniśmy czynnie współdziałać przez pokorne przyzwolenie rozumu i poddanie się autorytetowi Bożemu.

Mógł Bóg stworzyć człowieka mędrcem, który by bez objawienia wyrozumował wszystkie prawdy, ale wówczas nie byłoby wielkości człowieka, nie byłoby prawdziwej wolności, a co za tym idzie, nie byłoby możliwości doskonalenia się i zasługi: „Kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 16). Dlaczego Chrystus zobowiązał nas do wierzenia? Aby dać nam możność cnoty i zasługi oraz byśmy mogli lepiej miłować Pana Boga.

14 Denzinger, 797.

 

  1. Miłość Boga

 

Nasza miłość Boga jest jednym z głównych motywów pobudzających Go do świadczenia nam miłosierdzia. Jeżeli nadzieja świeci u podstaw miłosierdzia Bożego, to miłość opromienia jego szczyty; czyli jeżeli Bóg ze względu na naszą ufność w Jego miłosierdzie świadczy już nam łaski, to nasza miłość Boga sprowadza do duszy przeobfitą ilość nowych łask Jego miłosierdzia. Miłość to prawdziwy ogień niebieski, co kształtuje każdą cnotę i nadaje jej wartość zasługującą na żywot wieczny. Dlatego przykazanie miłości jest największym przykazaniem Bożym, streszczającym w sobie wszystkie inne. Dla miłowania Boga stworzeni jesteśmy; jedynie dla tej miłości Bóg obdarzył nas rozumem i wolą. Miłość Boża to punkt wyjścia, środek i cel nasz ostateczny. Co ojcu po dzieciach bez serca? Co Bogu po stworzeniach rozumnych, które by nie płaciły Mu słodkiej daniny miłości? Miłość to istota i streszczenie całej naszej doskonałości, to królowa cnót wszystkich: „Kochaj Boga i czyń co chcesz”, głosi św. Augustyn.

Przedmiotem miłości jest dobro, w którym mamy upodobanie. Przedmiotem naszej miłości boskiej jest Bóg — jako dobro najwyższe, czyli nieskończona doskonałość Jego natury, obejmująca wszystkie inne Jego doskonałości w stopniu najwyższym. Bóg jako dobro może być miłowany jako nasze dobro, — ze względu na dary i łaski, jakie otrzymujemy z Jego miłosierdzia; ale również jako dobro samo w sobie, godne najwyższego upodobania i miłości, bez względu na nas. W pierwszym wypadku nasza miłość Boga będzie pragnieniem Boga pożądanego ze względu na nas samych (ten rodzaj miłości, która szuka siebie w umiłowanym, nazywa się „miłością pożądania”), a w drugim wypadku nasza miłość Boga będzie polegać na życzliwości pragnącej jak największej chwały Bożej i umiłowania Go przez wszystkie stworzenia (ta miłość, która szuka dobra umiłowanego, zwie się „miłością życzliwości”). W tym ostatnim wypadku miłujemy Boga nie dlatego, że nam świadczy miłosierdzie, ale dlatego, że jest sam w sobie najwyższą Prawdą, Dobrem i Pięknem. Taka miłość jest miłością doskonałą, podczas gdy miłość Boga, jako dobra naszego, jest miłością niedoskonałą i stanowi podstawę teologicznej cnoty nadziei. Jednakże do miłości doskonałej prowadzi zwykle miłość niedoskonała, czyli miłość pożądania, powstająca w nas z rozważania i poznania dobrodziejstw nieskończonego miłosierdzia Bożego.

Co należy rozumieć przez dobro Boże, które miłujemy dla Niego samego? Niektórzy teologowie sądzą, że dobro Boże naturalne — to natura Boża ze wszystkimi jej przymiotami. Stąd wynikałoby, że do miłości doskonałej potrzeba poznania natury Bożej i wszystkich jej przymiotów. Powszechniejsze jednak jest zdanie, że naturalnym dobrem Bożym jest każdy przymiot Boży poznawany osobno i, że wskutek tego, każdy przymiot z osobna może być przedmiotem miłości doskonałej.

Spośród licznych przymiotów Boga, najłatwiej poznać miłosierdzie Boże, które zresztą najpierw Bóg objawił ludziom. Dlatego też poznanie miłosierdzia Bożego, a przede wszystkim uwielbienie Boga w tej Jego doskonałości, jest najskuteczniejszym środkiem obudzenia u ludzi Bożej miłości. Miłosierdzie bowiem obiektywnie zawiera w sobie naturę Bożą i wszystkie jej doskonałości. Stąd miłując wprost miłosierdzie Boże samo w sobie, miłujemy ubocznie całą naturę Bożą wraz ze wszystkimi jej przymiotami. A ponieważ ze wszystkich przymiotów Bożych najwięcej doświadczamy na tej ziemi miłosierdzia Bożego, toteż przez kult tegoż miłosierdzia najłatwiej budzimy w sobie miłość dla tego przymiotu Bożego, bez względu na jego przejawy w stosunku do nas: miłość z początku niedoskonałą, potem jednak wciąż się doskonalącą.

Różne doskonałości Boże budzą w nas różne cnoty. I tak dobrotliwość Boża budzi w nas uwielbienie i zachwyt, sprawiedliwość — bojaźń Bożą, mądrość przedwieczna — wywołuje w duszy podziw i zdumienie, opatrzność — pewność i bezpieczeństwo, szczodrobliwość — obudza wdzięczność, a miłosierdzie Boże, przedstawiające nam Boga jako najlitościwszego Ojca — budzi w nas naprzód ufność (spodziewanie się pomocy Bożej) — podstawę miłości pożądania, a następnie — doskonałą miłość życzliwości.

A jeśli do tego dojdzie jeszcze zgłębienie dzieł miłosierdzia Bożego, wówczas już nie wiem, co bardziej Boskiego może powstać w duszy, by ją udoskonalić.

Miłość Boża jest wynikiem współdziałania Boga i człowieka. Bóg wlewa łaskę miłości przy chrzcie świętym, a wkładem z naszej strony winna być współpraca z tą łaską. By łaska wzrastała, trzeba obudzać w sobie akty miłości Boga, w duchu tej miłości znosić cierpienia i przeciwności, a przede wszystkim unikać grzechu i prosić Ducha Świętego o dar miłości, czyli mądrość prawdziwą. Ona bowiem jest wyrazem miłości Ojca ku Synowi i Syna ku Ojcu i nazywa się istotną Miłością. Przede wszystkim zaś miłość powstaje pod wpływem rozważania dzieł nieskończonego miłosierdzia Bożego i wielbienia Boga w tej Jego największej doskonałości odnośnej.

 

  1. Miłość bliźniego

 

Z miłości ku Bogu wypływa prawdziwa miłość ku bliźnim, która ujawnia się w uczynkach miłosiernych względem ich ciała i duszy. „Każdy, kto nienawidzi brata swego, zabójcą jest. Kto nie miłuje brata swego, nie jest z Boga, albowiem ta jest nowina, którąście słyszeli od początku, abyście się wzajemnie miłowali” (I J. 3, 15 i 10 – 11). Otóż prawdziwa miłość bliźniego, głównie pod wpływem idei miłosierdzia Bożego, staje się zasługującą na żywot wieczny. Winna ona bowiem ujawnić się w uczynkach. Zbawiciel zaś powiedział: „Bądźcie miłosierni, jako i Ojciec wasz miłosierny jest” (Łk. 6, 36), czyli naśladujcie miłosierdzie Boże, czyniąc dobrze bliźnim.

Nic tak bardzo nie zbliża ludzi do Boga, jak miłosierdzie dla bliźnich; czyni ono nas synami Bożymi i żywymi obrazami dobroci Chrystusa, który ustawicznie świadczył miłosierdzie ludziom i zapowiedział karę na sądzie ostatecznym za brak tego miłosierdzia: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny”… „czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnie nie uczyniliście” (Mt. 25, 41, 45). Tylko naśladowanie miłosierdzia Bożego czyni nasze miłosierne uczynki zasługującymi na żywot wieczny. Bez tego warunku praca charytatywna chrześcijan nie różni się niczym od działalności czysto świeckich organizacji filantropijnych, pozbawionych nadprzyrodzonych pobudek.

Tymczasem dziś ogół ludzi nie zna miłosierdzia Bożego i dlatego nie naśladuje go w uczynkach. Nawet u wielu wiernych istnieje jakaś skłonność do ujemnego zapatrywania się na dobrego Boga i mimo ogólnego, mglistego pojęcia o miłosierdziu Bożym, niektórzy wprost przeciw Bogu się oszańcowują, jak gdyby podejrzewali w Nim brak miłosierdzia i chcieli się przed Nim ukryć. Nic więc dziwnego, że u takich nie ma mowy o nadprzyrodzonej miłości bliźniego, ujawniającej się w uczynkach miłosiernych.

„Jeśliby kto powiedział, że miłuje Boga, a nienawidziłby brata swego, kłamcą jest. Kto bowiem nie miłuje brata swego, którego widzi, Boga, którego nie widzi, jakże miłować może? Takie zaś mamy przykazanie od Boga, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego” (I J. 4, 20 – 21). Podobnie, kto by twierdził, że jest miłosierny, a nie zdobyłby się na uczynki miłosierne względem duszy i ciała bliźniego, mając ku temu okazję i możliwość, byłby kłamcą. Toteż św. Jan Chrzciciel, przygotowując dusze na przyjęcie Królestwa Bożego, w swoich kazaniach na pierwszym miejscu stawia uczynki miłosierne: „Kto ma dwie suknie, niechaj da temu, który nie ma, a kto ma pokarm, niech podobnie uczyni” (Łk. 3, 11).

Biorąc rzecz praktycznie, niemożliwą jest rzeczą zdobyć się na prawdziwą miłość nieprzyjaciół bez poznania i naśladowania miłosierdzia Bożego. Dlatego Zbawiciel nakazując miłość nieprzyjaciół zaleca wzorować się na Bogu: „Miłujcie nieprzyjacioły wasze, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą. Błogosławcie tym, którzy wam złorzeczą, a módlcie się za tych, którzy was spotwarzają… a zapłata wasza będzie wielka i będziecie synami Najwyższego, albowiem On łaskawy jest dla niewdzięcznych i złych” (Łk. 27 – 28 i 35).

 

 III. Idea Miłosierdzia Bożego przede wszystkim budzi w nas ufność

 

Ufność jest to spodziewanie się pomocy obiecanej. Spośród wartości duchowych należy ona do najważniejszych, albowiem jest koniecznym warunkiem nadziei oraz częścią składową męstwa i wielkoduszności. Ponieważ ufność wypływa z wiary i potęguje miłość, a nadto w ten lub inny sposób dotyczy wielu innych cnót moralnych, dlatego można ją nazwać fundamentem, na którym cnoty teologiczne łączą się z moralnymi, a te ostatnie z naturalnych przekształcają się w nadprzyrodzone; toteż wielbienie Boga w Jego miłosierdziu przede wszystkim budzi w nas ufność, która odgrywa tak wielką rolę w życiu człowieka.

 

  1. Znaczenie ufności

 

Rozróżniamy ufność przyrodzoną — jako spodziewanie się pomocy od ludzi i nadprzyrodzoną — gdy się spodziewamy pomocy od Boga. Ufność przyrodzona jest wielką dźwignią w życiu człowieka. Dowodem tego mogą być liczne przykłady z historii i osobistego doświadczenia. Weźmy parę przykładów z historii Polski. Oto w 1649 r. garść Polaków, oblężona w Zbarażu, wytrzymała najstraszniejsze ataki zjednoczonych sił kozackich i tatarskich znosząc wytrwale głód i inne niedostatki, albowiem z dnia na dzień spodziewała się odsieczy, która wreszcie rzeczywiście nadeszła. To samo działo się w 1652 roku w Chocimiu, w walce rycerstwa polskiego z przeważającymi siłami kozackimi i tatarskimi. Nie inaczej było w 1944 r., w Powstaniu Warszawskim, przeciw najeźdźcom niemieckim, podczas którego oblężeni zdobywali się na bohaterskie wysiłki, oczekując obiecanej pomocy. Ale pomoc ludzka jest zawodna, obietnice niepewne, a przymierza bardzo często zdradliwe. Natomiast nadprzyrodzona ufność w Bogu nigdy nie zawodzi. „Miłosierdzie ogarnia ufających w Panu” — mówi Psalmista (Ps. 31, 10).

Podstawą ufności nadprzyrodzonej jest obietnica Najmiłosierniejszego Boga, wielokrotnie powtarzana w Piśmie św. Starego i Nowego Testamentu. „Oczy Pańskie nad bojącymi się Go i nad tymi, którzy nadzieję mają w miłosierdziu Jego” (Ps. 32, 18). „Będę się weselił i radował w miłosierdziu Twoim, albowiem wejrzał na uniżenie moje” (Ps. 30, 8). Dotknięty buntem syna swego, Dawid, prosi Boga o niezwłoczną pomoc powołując się na swą nadzieję: „Daj mi usłyszeć rano miłosierdzie Twoje, bom w Tobie nadzieję miał!” (Ps. 142, 8). Wreszcie Psalmista wzywa wszystkich do wielbienia Boga w Jego miłosierdziu: „Zanućcie Panu chwałę…, bo kocha się Pan w tych, którzy się Go boją, i w tych, którzy nadzieję mają w miłosierdziu Jego” (Ps. 146, 7 i 11).

Jeszcze w wyższym stopniu zachęca do ufności Chrystus. „Ufajcie, Jam jest, nie lękajcie się!” (Mk 6, 50). Do strwożonych w czasie burzy Apostołów, których również zapewnia przy innej okazji, że i „włosy na głowie waszej wszystkie są policzone. Nie lękajcie się tedy!” (Łk. 12, 7) Tonącemu Piotrowi podaje rękę ze słowami: „Małej wiary, czemuś zwątpił?” (Mt. 14, 31) Tu wyraźnie widzimy, co to znaczy ufność, utrzymująca Piotra idącego po wodzie, bo gdy Piotr zwątpił, zaczął tonąć. Na uwagę zasługuje ostatnie zdanie w mowie pożegnalnej Pana Jezusa do Apostołów w wieczerniku: „Na świecie doznacie ucisku, ale ufajcie, Jam zwyciężył świat” (J. 16, 33). To jest testament i ostatnie polecenie Zbawiciela dla wszystkich Jego wyznawców.

Wiemy z doświadczenia, że na świecie dużo jest cierpień, albowiem wciąż stąpamy po cierniach, które dotkliwie ranią nasze stopy: aby znieść te cierpienia, winniśmy ufać w pomoc Bożą. Napotykamy dużo wielkich przeszkód na drodze do obranego celu. Nacierają na nas liczne i nieraz silne pokusy: aby je przezwyciężyć i nie zachwiać się, mamy również ufać w pomoc Bożą. Obraliśmy może za cel wyższą doskonałość, chcielibyśmy wyzbyć się grzechów powszednich i niedoskonałości, pragnęlibyśmy czynić postępy w cnotach; do tego wszystkiego również jest potrzebna wielka ufność w pomoc Zbawiciela, który powiedział: „Beze mnie nic uczynić nie możecie” (J. 15, 5).

Gdy okręt w czasie burzy traci maszt i ster, a spienione fale pędzą go na skały, gdzie mu grozi rozbicie — wówczas strwożeni marynarze uciekają się do ostatecznego środka: rzucają kotwicę, aby okręt zatrzymać i uchronić od roztrzaskania. Taką kotwicą w życiu duchowym jest ufność w pomoc Bożą, budzącą się w nas, gdy poznajemy nieskończone miłosierdzie Boże. Dlatego kotwica jest symbolem ufności. Często dusza — jak statek na morzu w czasie burzy — traci wszystko, co stanowi jej siłę, piękność i wartość: maszt wiary bywa strzaskany, ster miłości zerwany, a całe mienie dobrych uczynków staje się pastwą bałwanów; zdaje się, że już grozi ostateczne rozbicie. Lecz dusza nie jest stracona, jeżeli zaczepi się kotwicą ufności o wszechpotężne miłosierdzie Boże.

 

  1. Owoce ufności

 

Owoce ufności są liczne. Przede wszystkim przez ufność składamy wielki hołd miłosiernemu Bogu, spodziewając się odeń pomocy, którą On zawsze ma dla nas na pogotowiu, bylebyśmy tylko Go o nią prosili. Brak ufności można przyrównać do ciemnej chmury, która nie pozwala promieniom słonecznym przenikać do ziemi, by ją oświecać i ogrzewać. Tak łaski miłosierdzia Bożego nie mogą przeniknąć do duszy bez ufności w pomoc Bożą. Natomiast jeden akt strzelisty, skierowany do Boga z ufnością, sprowadza na duszę liczne łaski. Dlatego Pismo św. powiada: „Błogosławiony mąż, który ufa w Panu i będzie Pan ufaniem Jego. I będzie jako drzewo, które przesadzają nad wodami, które ku wilgoci puszcza korzenie swoje; a nie będzie się bało, gdy przyjdzie gorąco i będzie liść zielony, a czasu suchości nie będzie się frasować i nigdy nie przestanie rodzić owoców” (Jer. 17, 7 – 8).

Ufność daje męstwo i siły do pokonywania największych trudności. Dlatego św. Jan Chryzostom nazywa ufność hełmem, który zasłania duszę przed pociskami piekła. Ufność zapewnia człowiekowi pokój wewnętrzny, jakiego świat dać nie może. Dlatego Pan Jezus po zmartwychwstaniu, ukazując się Apostołom, pozdrawia ich słowami: „Pokój wam” (J. 20, 19), bo teraz już zaufają swemu Mistrzowi. Dlatego Dawid zaufawszy Bogu spokojnie występuje do walki ze srogim Goliatem i pewny zwycięstwa mówi: „Ty idziesz do mnie z mieczem i oszczepem i z puklerzem, lecz ja idę do ciebie w imię Pana zastępów, Boga hufców Izraelowych, które zuchwale wyzwałeś. Dzisiaj da cię Pan w rękę moją i zabiję cię i utnę ci głowę” (I Król. 17, 45).

Ufność daje pociechę w cierpieniach, a usuwa smutek i przygnębienie. Radość bowiem powstaje w nas, gdy czujemy dobro obecne. A czyż może być większe dobro jak świadomość, że wszechmocny i miłosierny Bóg wspomaga mnie, jest przy mnie i udziela mi potrzebnej pomocy! Dlatego Apostoł powiada: „Raduję się w cierpieniach za was” (Kol. 1, 24) i zachęca wszystkich do radości: „Weselcie się w Panu zawsze, mówię powtórnie: weselcie się. Łaskawość wasza niech będzie znana wszystkim ludziom: Pan blisko jest” (Fil. 4, 4 – 5). Szczególnie ufność w miłosierdzie Boże pociesza człowieka konającego, któremu w ostatniej chwili przypominają się grzechy całego życia i pobudzają go do smutku, a nieraz i do rozpaczy. Toteż trzeba konającym poddawać odpowiednie akty ufności, bo nie każdy z nich sam potrafi to uczynić.

Ufność czyni cuda, bo ma na usługi wszechmoc Bożą. Pan Jezus powiedział do Apostołów, którzy nie mogli uzdrowić pewnego chorego: „Zaprawdę powiadam wam, gdybyście mieli wiarę jako ziarno gorczycy, rzeklibyście tej górze: Przejdź stąd tam, a przejdzie i nic nie będzie wam niemożliwym” (Mt. 17, 19). Dzięki tej ufności Piotr i Jan uzdrawiają chromego od urodzenia słowami: „W Imię Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, wstań a chodź! I ująwszy go za prawą rękę (Piotr) podniósł go, a natychmiast umocniły się nogi jego i stopy. Podskoczył i stanął na nogach, i chodził…” (Dz. Ap. 3, 6 – 8). Wszystkie cuda Mojżeszowe w Egipcie i na puszczy zależały od jego ufności, a gdy zwątpił, że wypłynie woda ze skały, woda się nie ukazała.

Ufność wreszcie zapewnia wieczną nagrodę, jak tego dowodzą przykłady świętych. Ona towarzyszy naszemu żalowi za grzechy, który jest koniecznym warunkiem usprawiedliwienia zarówno w sakramencie Pokuty, jak i poza nim. Usprawiedliwienia bowiem możemy dostąpić przez sam akt żalu doskonałego, zawierający w sobie postanowienie przystąpienia do spowiedzi przy najbliższej sposobności. Nikt jednak nie wzbudzałby w sobie żalu doskonałego, gdyby nie miał ufności w miłosierdzie Boże. Przykładem jest umierający łotr na krzyżu, który przyznając się do winy w ostatnim momencie swego życia, z ufnością zwrócił się do Pana Jezusa i usłyszał zapewnienie: „Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk. 23, 43). Św. Szczepan diakon zaufawszy Jezusowi w sporze z faryzeuszami, ginie pod gradem kamieni ze słowami: „Oto widzę niebiosa otwarte i Syna Człowieczego, stojącego na prawicy Bożej” (Dz. Ap. 7, 56).

 

  1. Cechy ufności

 

Nie każda ufność sprowadza wyżej wymienione owoce, a tylko taka, która się opiera na miłosierdziu Bożym, jest mocna i wytrwała oraz łączy się z synowską bojaźnią Boga. „Przeklęty człowiek, który ufa człowiekowi, a trzyma się z dala od Pana. Bo będzie jako jałowiec na stepie i nie zażyje szczęścia, gdy przyjdzie; będzie mieszkał w kraju pustynnym, w ziemi słonej i niezamieszkanej” (Jer. 17, 5 – 6). Nie wolno tedy zbytnio zaufać sobie, swoim talentom lub swojej roztropności, albowiem wówczas Bóg odmówi pomocy i pozwoli przekonać się z do świadczenia o swojej słabości. Ileż to dusz królewskich śladem Saula popadło w żałość i skończyło ostatecznie w ciemnościach na skutek zbytniej ufności w sobie! Ileż dusz cherubinowych i mądrych jak Salomon uwiędło i zmarniało dlatego, że nie ufało miłosierdziu Bożemu, ale tylko swojej sile, swoim zdolnościom i własnym pomysłom. Naprzeciw dusz błogosławionych i ufających miłosierdziu Bożemu stoi zastęp dusz przeklętych, zadufanych w sobie i skazanych na wieczną noc ciemności wśród duchów odrzuconych.

Ufając Bogu nie opieramy się na środkach ludzkich, bo na tym świecie „nie przydadzą się liczni przyjaciele, ani możni pomocnicy nie wesprą; mądrzy doradcy nie dadzą mądrej wskazówki, księgi mędrców nie pocieszą, największe skarby nie zbawią; ani żadne miejsce tajemne i pożądane nie ubezpieczy, jeżeli Bóg sam nie wesprze, nie umocni, nie pocieszy, nie nauczy i nie ustrzeże”, mówi autor Naśladowania (Ks. III, r. 59, 3). Trzeba wybierać środki, jakie uważamy za konieczne i stosowne, nie wolno jednak na nich opierać się wyłącznie, lecz należy zwracać się do Boga oczekując od Niego pomocy przy osobistym wysiłku. Podobnie i w udoskonaleniu siebie lub innych, nie możemy opierać się wyłącznie na jakichś wypróbowanych praktykach, lecz zawsze na woli Bożej, która jest samym miłosierdziem.

Ufność miłosierdziu Bożemu ma zajmować złoty środek między dwoma przeciwnymi błędami: kwietyzmem i nadmierną aktywnością. Zwolennicy tej ostatniej znajdują się w ustawicznym niepokoju, albo wiem w działalności swojej opierają się wyłącznie na własnych siłach. Byłoby znowu lenistwem zdać się wyłącznie na Boga bez wierności swoim obowiązkom, która winna być punktem oparcia do wzlotu. Ta wierność obowiązkom, opierająca się na miłosierdziu Bożym, daje nam prawo do nieograniczonej ufności i pobudza zarazem do pilnej pracy w rzeczach najmniejszych, a równocześnie zabezpiecza przed nadmierną aktywnością.

Ufność winna być mocna i wytrwała, czyli daleka od powątpiewania i słabości. Taką ufność miał Abraham, gdy otrzymał obietnicę licznego potomstwa, a zarazem polecenie, by złożył w ofierze jedynego syna Izaaka. Taką była ufność męczenników, którzy bez najmniejszego wahania szli na śmierć spodziewając się pomocy swego Mistrza i nagrody za wytrwałość. Nie zachwiały ich żadne groźby i niebezpieczeństwa, nie załamały żadne tortury. Natomiast w czasie burzy na morzu Apostołowie nie mieli mocnej ufności, mimo że Zbawiciel był blisko nich. Dlatego usłyszeli ostry wyrzut z ust swego Mistrza: „Czemuście tak bojaźliwi, jeszcze nie macie wiary?” (Mk 4, 40). Jakby mówił: „Moglibyście sami przetrwać burzę, gdybyście więcej Mi ufali”.

Należy się wystrzegać zarozumiałej i płochej ufności w miłosierdzie Boże, która jest ciężkim grzechem przeciw Duchowi Świętemu. Grzeszy się nią wówczas, gdy kto świadomie łamie przykazanie Boże lub kościelne w nadziei, że Bóg mu to przebaczy na spowiedzi: albo gdy kto, bez potrzeby, naraża się na niebezpieczeństwo grzechu spodziewając się, że Bóg go uchroni od zezwolenia na ten grzech. Jest to kuszenie Pana Boga, które Zbawiciel potępił, gdy sam był kuszony na puszczy. Nie wolno porywać się bez potrzeby na rzeczy, które przekraczają nasze siły i do których nie jesteśmy powołani. Wielu bowiem utraciło łaskę Bożą, gdyż się kusili o większe rzeczy, niż się Bogu podobało. „Nie szukaj tego, co jest za wysokie dla ciebie i nie badaj tego, co ponad twe siły; ale co ci Bóg rozkazał, to rozmyślaj zawsze, a w wielu dziełach Jego nie bądź ciekawy.” (Ekl. 3, 22)

Z drugiej strony strzec się trzeba również małoduszności, która według św. Franciszka Salezego, jest najnikczemniejszą z pokus.

 

  1. Ufność a bojaźń Boża

 

Ze względu na Boga, ufność nasza winna być niezachwiana, a ze względu na nas, musi być połączona z bojaźnią, która jest skutkiem poznania naszej nędzy. Bez tej bojaźni ufność staje się zarozumiałością, a bojaźń bez ufności — małodusznością. Dopiero ufność z bojaźnią staje się silna i skromna, a bojaźń z ufnością — pokorna i mężna. By żaglówka płynęła, potrzeba wiatru i pewnego ciężaru, który by ją zanurzył w wodzie. Przy braku wiatru łódź stoi na miejscu, a przy braku ciężaru wywraca się i tonie. Tak i nam potrzeba wiatru ufności i ciężaru bojaźni. Bez ufności wpadamy w oziębłość lub oschłość i nie płyniemy do Boga, a bez bojaźni rozbijamy się o skałę zarozumiałości. Należy więc ufać lękając się siebie, a lękać się, ufając miłosierdziu Bożemu.

„Początkiem mądrości jest bojaźń Pańska” — mówi Psalmista (Ps. 110, 11). Rozróżniamy trzy stopnie bojaźni: służebną, początkującą i synowską. Bojaźń służebna polega na tym, że lękamy się obrazić Boga z powodu doczesnej lub wiecznej kary za grzechy. Taka bojaźń jest jeszcze niedoskonała, chociaż żal za grzechy, pochodzący z takiej bojaźni, wystarcza w sakramencie Pokuty albowiem łączy się z wiarą i ufnością w miłosierdzie Boże. Pan Jezus poleca obudzać przynajmniej taką bojaźń, gdy mówi: „Lękajcie się tego, który po śmierci ma moc wrzucić do piekła” (Łk. 12, 5).

Bojaźń początkująca polega na tym, że lękamy się grzechu głównie ze względu na obrazę Boga, chociaż zarazem i ze względu na karę. W tej bojaźni obok wiary i ufności zawiera się początkująca miłość Boga jako najlepszego Ojca. Dlatego nazywa się ona bojaźnią początkującą. Jest ona pożądana jako jeden z darów Ducha Św., potęguje czujność, pomaga roztropności i pokorze i prowadzi do umartwienia. Środkiem do jej nabycia jest modlitwa, rozważanie rzeczy ostatecznych i Męki Pańskiej, unikanie okazji do grzechu, wierność łasce, nabożeństwo do Matki Boskiej a szczególnie do miłosierdzia Bożego.

Bojaźń synowską mamy wówczas, gdy się boimy grzechu wyłącznie ze względu na miłość ku Bogu jako naszemu najlepszemu Ojcu. Taka bojaźń łączy się z żalem za grzechy, który je gładzi nawet poza sakramentem Pokuty, jeżeli nie można zaraz się wyspowiadać. Jest to wyższy stopień daru Ducha Św., skłaniający nas do najgłębszego uniżenia się wobec Pana Boga, którego Imię jest święte i czcigodne (Ps. 110, 9) i przed którym drżą moce niebieskie. O takiej bojaźni mówi Pismo św.: „Bojaźń Pańska jest chwałą i wysławieniem, i radością, i koroną wesela. Bojaźń Pańska ucieszy serce i da radość, i wesele, i długi żywot. Temu, który się Pana boi, będzie się dobrze działo na ostatku, a w dzień śmierci swej będzie błogosławiony” (Ekl. 1, 11—13).

Jest jeszcze bojaźń niewolnicza, kiedy się boimy grzechu jedynie z powodu kary, bo gdyby nam kara nie groziła, na pewno zgrzeszylibyśmy. Taka bojaźń nie łączy się z ufnością, jest grzeszna i nie zalicza się do bojaźni Pańskiej.

Lękajmy się tedy zachowując jednak ufność w miłosierdzie Boże, bo jesteśmy słabi wobec licznych nieprzyjaciół, ślepi na ich niezliczone zasadzki, bo nie wiemy, czy jesteśmy w łasce, bo mocniejsi od nas upadli, bo droga do nieba jest trudna, a my nie zdołamy na niej utrzymać się o własnych siłach.

 

  1. Wielbić Boga w miłosierdziu, czyli uroczystość Najmiłosierniejszego Zbawiciela jest potrzebą chwili obecnej

 

Wszystkie doskonałości Boga zasługują na uwielbienie; w naszych jednak czasach nędza ludzkości woła przede wszystkim o miłosierdzie. Przewrotność ludzi jest dziś tak wielka, że grzesznicy dla ogromu swych zbrodni boją się nawet myśleć o Bogu i za przykładem pierwszego zbrodniarza — Kaina, uciekają od Boga oraz wmawiają sobie i innym, że Boga nie ma. Nabożeństwo tedy do miłosierdzia Bożego może im ułatwić nawrócenie na dobrą drogę. Praktykowanie zaś nabożeństwa przez ludzi wierzących bardzo się przyczynia do postępu w życiu wewnętrznym. Wreszcie i sam Bóg upatruje swą chwałę w objawieniu miłosierdzia.

 

  1. Nawrócenie grzeszników

 

Jak człowiek na obliczu uzewnętrznia swe wewnętrzne przeżycia, tak Kościół w kulcie zewnętrznym (w liturgii) ujawnia swą wiarę i wpływa na jej obudzenie i pogłębienie u swych dzieci. Oblubienica Chrystusa, dla zaradzenia potrzebom duchowym wiernych raz po raz czerpie coraz to inne prawdy z powierzonego sobie depozytu wiary i stawia je przed oczyma świata w formie kultu: „dobywa ze skarbca swego rzeczy nowe i stare” (Mt. 13, 52).

Podamy parę przykładów. Gdy Ariusz zaczął szerzyć błędną naukę o Wcieleniu, zaprzeczając Bóstwa Panu Jezusowi, na wezwanie cesarza Konstantyna zbiera się Sobór Powszechny w Nicei (325 r.) i uchwala Nicejski Symbol wiary, ujmując podstawowe zasady wiary chrześcijańskiej, szczególnie dotyczące drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej. Znajduje to również swój wyraz w uroczystości Bożego Narodzenia, przyjętej na Zachodzie w pierwszej połowie IV w., a na Wschodzie w drugiej połowie tegoż wieku.

Skoro następnie Nestoriusz uczył o istnieniu dwóch osób w Chrystusie i twierdził, że Najświętsza Panna Maryja porodziła tylko człowieka Jezusa, kwestionując Jej tytuł Bogarodzicy, Sobór Powszechny w Efezie (431 r.) uznaje naukę Nestoriusza za bezbożną i ustala tytuł Maryi jako Bożej Rodzicielki. W związku z tym rychło powstają świątynie ku czci Bożej Matki, Jej obrazy (najstarszy w bazylice S. Maria Maggiore, wzniesionej w Rzymie za papieża Liberiusza, który zmarł w 366 r.) oraz uroczystości, jak np.: Oczyszczenie N.M. Panny (znana w Rzymie w 380 r.), Narodzenie, Zwiastowanie, Wniebowzięcie i inne (znane w Rzymie w VI w.).

Podobnie w Średniowieczu, gdy gwałtownie szerzyła się herezja Katarów, św. Dominik (zm. w 1221 r.), szerzy kult Matki Boskiej przez odmawianie różańca i w ten sposób odnosi nad Katarami świetniejsze zwycięstwo niż przedsiębrane przeciwko nim wyprawy krzyżowe. Z czasem nabożeństwo różańcowe rozszerzyło się po całym świecie, a Kościół ustanawia osobną uroczystość Matki Boskiej Różańcowej (7 października), poświęcając nadto temu kultowi cały miesiąc październik.

Również dla zapobieżenia innym niebezpieczeństwom, zagrażającym ludzkości, w XIII w., z okazji objawień, których Bóg udzielił błogosławionej Juliannie z Cornillon, rozwija się specjalny kult Przenajświętszego Sakramentu, który przyjmuje formę osobnej uroczystości Bożego Ciała, najpierw w diecezji Leodyjskiej (1246 r.), a następnie rozszerzonej przez Urbana IV (1264 r.) na cały świat katolicki. Kult ten szczególnie skutecznie przeciwstawił się herezji Berengariusza i następnie w XVI w. — protestantom, a od czasu św. Piusa X bardzo wydatnie przyczynia się do pogłębienia życia wewnętrznego wiernych.

W czasach późniejszych, wobec powstania niebezpiecznego jansenizmu, który zmroził stosunek człowieka do Boga, z okazji objawień św. Małgorzaty Marii Alacoque, rozwija się kult Serca Jezusowego z osobną uroczystością w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała, którą Klemens XIII zatwierdza dla Polski w 1765 r., a Pius IX rozszerza na cały świat katolicki w 1856 r.

W czasach wreszcie najnowszych wobec powstania herezji modernizmu i konsekwentnie wynikającego zeń laicyzmu, zaprzeczającego najwyższemu panowaniu Boga nad światem i Jego interwencji w sprawy indywidualne i społeczne człowieka, Pius XI ustanawia uroczystość Chrystusa Króla w ostatnią niedzielę października w celu ostatecznego zwycięstwa nad groźnym nieprzyjacielem (1925 r.).

Podobnie Pius XII ustanawia święto Niepokalanego Serca Maryi (22 sierpnia), Królowej Świata (31 maja) i św. Józefa Robotnika (1 maja), dla zaradzenia innym moralnym i społecznym potrzebom naszych czasów.

Dzisiaj szatan, odwieczny wróg ludzkości, usiłuje podkopać już nie pojedyncze dogmaty wiary, ale uderza w same fundamenty wszelkiej religii, zwalczając wprost wiarę w istnienie Boga jako Stwórcy i Pana wszechrzeczy. Wskutek tego całkowicie upada moralność, poczucie sprawiedliwości i odpowiedzialności za swe czyny. Grzechy tak się rozmnożyły, że trzeba z Izajaszem zawołać: „Wszyscy pobłądzili jako owce, każdy z nas obrócił się ku własnej drodze” (Iz. 53, 6). Toteż dla skuteczniejszego zwalczania najstraszniejszego wroga wszelkiej religii winniśmy ukazać światu Boga w Jego najbardziej pociągającej doskonałości odnośnej, jaką jest nieskończone miłosierdzie; winniśmy wielbić Go przede wszystkim w tym przymiocie, który rozprasza uprzedzenia człowieka do Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela; winniśmy wielbić Go prywatnie i publicznie w osobnym kulcie miłosierdzia Bożego, czyli Najmiłosierniejszego Zbawiciela.

 

  1. Postęp w doskonałości

 

Praktyka tego nabożeństwa — jeśli je głębiej pojmiemy — bardzo się przyczynia do szybkiego postępu w doskonałości i do pogłębienia życia wewnętrznego. Nasze bowiem życie duchowe zależy głównie od pojęcia, jakie sobie tworzymy o Bogu. Są między nami a Bogiem stosunki fundamentalne, wynikające z naszej natury stworzonej. A są również stosunki, wynikające z naszej postawy względem Boga, która zależy od naszego pojęcia o Nim. Jeśli wytworzymy sobie fałszywe pojęcie o Najwyższej Istocie, relacje nasze z Nią będą niewłaściwe, a nasze wysiłki bezowocne. Jeśli zaś nasze pojęcie o Tej Istocie jest niedokładne, w naszym życiu duchowym będzie wiele braków i niedoskonałości. Natomiast jeśli to pojęcie jest prawdziwe, jak dalece to jest dla nas możliwe, dusza nasza z całą pewnością posunie się na drodze do świętości.

Pojęcie o Bogu jest kluczem do świętości, albowiem ono normuje nasze postępowanie względem Boga i bliźnich. Bóg dzięki swemu miłosierdziu czyni nas dziećmi swymi, ale praktycznie w wielu wypadkach nie postępujemy tak, jak przystało na dzieci Boże. Synostwo Boże bywa często tylko nazwą, a przecież całe nasze życie duchowe winno być rozwijaniem ducha synostwa Bożego, tego ducha, którego otrzymaliśmy na chrzcie św., mocą zasług Jezusa Chrystusa i którego raz po raz odnawiamy w sakramencie Pokuty, a pogłębiamy w sakramencie Ołtarza i innych sakramentach.

Tymczasem niektórzy patrzą na Boga jak Izraelici, widząc w Nim tylko surowego Pana i sprawiedliwego Sędziego, żyją w bojaźni niewolniczej i gdyby w grzechach nie widzieli kar, nie spostrzegliby w nich niczego nieodpowiedniego i zdrożnego. Nie pamiętają o obowiązku miłości Boga, a wskutek tego, nie mają również miłości bliźniego. Utrzymują między Bogiem a sobą pewien dystans, uprawiają wobec Niego politykę: niby nie chcą Go obrażać wprost, ale są oziębli i niewierni w służbie Bożej. Wobec tego i Bóg nie może działać w nich doskonałe mimo swego nieskończonego miłosierdzia. Łaska Jego napotyka na przeszkodę jak promień słoneczny na ciemną chmurę. Nie ma wówczas między Bogiem a duszą tej serdeczności, bez której zwykle nie ma postępu duchowego.

Inne znów dusze patrzą na Boga jako na wielkiego Dobroczyńcę; a w postępowaniu swoim kierują się myślą o nagrodzie. W służbie Bożej nie tyle szukają Boga, ile raczej siebie i swojego osobistego dobra w tym życiu i nawet w przyszłym. Wprawdzie taki pogląd nie jest z gruntu fałszywy, albowiem i Pan Jezus mówi o nagrodzie: „Sługo prawy i wierny, żeś w małym był wierny, dam ci władzę nad wieloma: wnijdź do wesela Pana twego” (Mt. 25, 21). Jeśli jednak to usposobienie, liczące na odpłatę, z przeważającego stanie się wyłącznym, wówczas nie tylko brakuje mu szlachetności, ale zupełnie nie odpowiada ono duchowi Ewangelii. Wprawdzie nadzieja nagrody jest cnotą chrześcijańską, lecz nie jest ona ani jedyną, ani najdoskonalszą cnotą.

„Teraz tedy pozostaje wiara, nadzieja i miłość: te trzy, a z nich największa jest miłość” (I Kor. 13, 13) — mówi Apostoł. Dlatego, nie tracąc z oczu bojaźni synowskiej i nie zapominając o nagrodzie w wieczności, winniśmy rozbudzić w sobie miłość Boga, która powstaje i wzrasta pod wpływem poznawania Boga jako Ojca miłosierdzia i Jezusa, jako Najmiłosierniejszego Zbawiciela. Pan Jezus najlepiej wiedział, jakie stanowisko mamy zająć wobec Boga i dlatego poleca uważać Go za najwyższego Pana i wielbić: „Panu Bogu twojemu kłaniać się będziesz i Jemu samemu służyć będziesz” (Łk. 4, 8). Bóg wymaga również, by nasz stosunek do Niego był przeniknięty miłością, bez której dusza żyje w błędzie i wypacza cześć Bogu należną. Aby zaś zachować bojaźń synowską i miłość, potrzeba koniecznie ufności w nieskończone miłosierdzie Boże.

Tymczasem człowiek współczesny ma skłonność do zapatrywania się niewłaściwie na dobrego Boga i wskutek ogólnego, mglistego pojęcia o miłosierdziu Bożym, ma względem Boga jakąś drażliwość, która byłaby śmieszna, gdyby jej przedmiot nie był zbyt poważny. Gdy sądzi, że Bóg gniewa się na niego, obraża się na Stwórcę, jak dąsające się dziecko. Gdy zdaje mu się, że Bóg od niego się odwrócił i on niegodziwie od Boga się odwraca. Taki człowiek zapomina, że zachodzi wielka różnica między duchem niewolniczej bojaźni Starego Testamentu, a duchem synostwa Nowego Przymierza. Od czasu Wcielenia Bóg patrzy na ludzkość przez Syna swego, a miłosierdzie, które Pan Jezus nam okazał, jest miłosierdziem Boga — jest samym Bogiem. Nędza nasza nie powinna nas przerażać, gdyż Zbawiciel przelał za nas własną Krew do ostatniej kropli.

Zasadnicza postawa, jakiej się Bóg domaga od nas, jest to postawa dziecka rozumiejącego, że z miłosierdzia zostało podniesione do tej godności, którą będzie mogło należycie ocenić dopiero po śmierci. Otóż tej zasadniczej postawie, która ma odpowiadać naszemu rzeczywistemu przybraniu za dzieci Boże, bardzo sprzyja uwielbienie Boga w Jego miłosierdziu. Ono obudza w nas niezachwianą ufność i dodaje nam siły w naszej słabości; ono pogłębia miłość naszą ku Bogu i nakłania do poświęcenia się Mu bez zastrzeżeń — do samozaparcia się w Jego służbie; ono nam stawia przed oczami wzniosły przykład miłosierdzia Pana Jezusa, a przez to prowadzi do poznania tajemnicy miłosierdzia Bożego; ono skłania nas do praktykowania miłosierdzia względem naszych bliźnich; ono wreszcie daje nam wytrwałość w najbardziej krytycznych chwilach naszego życia.

Wybrane dusze, które w ostatnich czasach Kościół wyniósł na ołtarze, w krótkim czasie szybko postąpiły w doskonałości dzięki zrozumieniu roli miłosierdzia Bożego w życiu ludzkim. Szczególnie na uwagę zasługuje św. Teresa od Dzieciątka Jezus, którą Pius XI kanonizował, mianował patronką misji i postawił za wzór życia wewnętrznego. Ona to była jedną z najgorliwszych czcicielek Boga w Jego miłosierdziu, czego dowodem są jej „Dzieje duszy”, gdzie między innymi pisze: „Jeśli z miłosierdzia Bożego miłość Boża będzie w sercach naszych, wszystko stanie się rzeczą łatwą i będziemy zabierać się do pracy bez wielkiej trudności”. W innym zaś miejscu dodaje: „Choćby sumienie moje było obciążone grzechami całego świata, nie utraciłabym mojej ufności… Znam bowiem całą głębię miłości i miłosierdzia Pańskiego”.

 

  1. Bóg chce być wielbionym w miłosierdziu, czyli w kulcie Najmiłosierniejszego Zbawiciela

 

Wreszcie sam Bóg upatruje swą chwałę w objawieniu miłosierdzia i poniekąd domaga się wielbienia siebie przede wszystkim w tej doskonałości. „Jako ojciec lituje się nad swymi synami, tak Pan lituje się nad bogobojnymi; wie z czego jesteśmy utworzeni, pamięta o nas, że jesteśmy prochem. Człowiek, jako trawa; dni jego, jako kwiat polny, tak okwitnie. Albowiem wiatr go musnął, a już go nie ma i nie ma więcej jego miejsca. Ale miłosierdzie Pańskie od wieków na ziemi wobec Jego czcicieli” (Ps. 102, 13 – 17). Nasze więc słabości, nasze błędy nawet, jeśli się z nich otrząsamy, dają sposobność Bogu okazywania tej doskonałości i zlewania na nas obfitych łask. Gdyby nie nasza nędza, nie docenilibyśmy bogactw litości Bożej.

„Bądźcie miłosierni, jako i Ojciec wasz miłosierny jest” (Łk. 6, 36). W tych słowach sam Pan Jezus nakazał poznawać i wielbić Boga w miłosierdziu. Nie można bowiem naśladować tego, kogo się nie zna, ani tego, kogo się nie wielbi.

Wspomnijmy przypowieści Chrystusa o dobrym pasterzu, o synu marnotrawnym, o miłosiernym Samarytaninie itp., albo takie postacie ewangeliczne, jak: Magdalena, Łazarz, jawnogrzesznica, Dyzmaz, Piotr, wszystkich chorych uzdrowionych i wskrzeszonych umarłych, a wyrobimy sobie doskonałe pojęcie o miłosierdziu Jezusa, a tym samym i o woli Boga ujawnienia swego miłosierdzia, a raczej ujawnienia swej chwały w tej doskonałości. Kiedy Zbawiciel mówił: „Żal mi rzeszy” (Mt. 15, 32) — ujawniał miłosierdzie Boga względem nas, a gdy się uskarżał, że na dziesięciu uzdrowionych trędowatych tylko jeden podziękował za uzdrowienie (Łk. 17, 17) — domagał się od nas dziękczynienia za doznane miłosierdzie, czyli żądał wielbienia Boga w Jego miłosierdziu.

Jezus Chrystus nie zmienia się: On był, jest i będzie zawsze najbardziej miłosierny dla wszystkich, ale zarazem żąda stałej wdzięczności w formie wielbienia Boga w miłosierdziu. Ten porządek, raz ustanowiony, nie zostaje odwołany. Chrystianizm — to Miłosierdzie Boże, a życie doskonałe — to rozważanie i poznawanie tego miłosierdzia oraz wielbienie Boga przede wszystkim w tej doskonałości. Taki jest odwieczny plan Boży, a kto się do tego planu nie dostosuje, nie będzie miał światła i prawdy, nie zazna spokoju i nie dostąpi zbawienia. Dzieło bowiem naszego usprawiedliwienia i uświęcenia jest dziełem przede wszystkim nieskończonego miłosierdzia Bożego, za które winniśmy okazywać Bogu wdzięczność wielbiąc Go w tej doskonałości.

Kiedyś w niebie ujrzymy, że w wieczystych blaskach spodobało się Bogu zbudować cudowny pomnik swego miłosierdzia: „Miłosierdzie wieczne ugruntowane będzie na niebiosach” (Ps. 88, 3). W tym pomniku my ludzie, złożeni z duszy i ciała, będziemy żywymi kamieniami świadczącymi przez całą wieczność o nieskończonej dobrotliwości Boga, czyli o Jego miłosierdziu. Św. Jan mówi, że będziemy w wieczności śpiewać pieśń Barankowi: „A śpiewali jakby pieśń nową przed tronem… A nikt nie mógł śpiewać onej pieśni jeno one sto czterdzieści i cztery tysiące, którzy byli wykupieni z ziemi” (Ob. 14, 3). A jaką pieśń zaśpiewamy? Zapewne nie „Święty, Święty, Święty”. Tylko bowiem duchy czyste, które wytrwały w świętości, mogą opiewać świętość Boga. Ale my, co jesteśmy w grzechu pierworodnym zrodzeni i nadto sami grzeszymy, będziemy wychwalać miłosierdzie Boże, jak powiada Psalmista: „Miłosierdzie Pańskie będę wychwalał na wieki” (Ps. 88, 2).

Ponieważ miłosierdzie zaradza nędzy i brakom, których w niebie już nie będzie, powstaje trudność w zrozumieniu tego wiersza Psalmisty, że „Miłosierdzie wiecznie utwierdzone będzie na niebiosach” i że „Miłosierdzie na wieki wyśpiewywać będę”. Wyjaśnia to Apostoł Narodów, który w liście do Tytusa powiada: „Okazała się dobroć i łaskawość Boga, Zbawiciela naszego; zbawił On nas nie dla uczynków sprawiedliwych, które dokonaliśmy, ale z miłosierdzia swego przez obmycie odrodzenia i odnowienia w Duchu Świętym” (Tyt. 3, 4 – 5). Jakkolwiek tedy w niebie nie będzie nędzy i braków lecz szczęśliwość, jakiej zażywać będziemy z oglądania i kochania Boga, będzie skutkiem miłosierdzia, jakiego doznaliśmy w czasie swojej ziemskiej pielgrzymki, za które na wieki będziemy wychwalać Boga w tej doskonałości.

Jak światło chwały w niebie, dzięki któremu Święci mogą oglądać i kochać Boga, jest przedłużeniem łaski uświęcającej na ziemi, tak i wysławianie miłosierdzia Bożego w niebie winno się rozpocząć jeszcze na ziemi zarówno w nabożeństwie prywatnym, jak i w kulcie publicznym. Aniołowie wychwalają świętość Boga, którą odzwierciedlają w swojej naturze. My zaś mamy wielbić Boga przede wszystkim w Jego miłosierdziu, jakie On ustawicznie zsyła na świat w każdym swoim zwróceniu się ku stworzeniu. Tego domaga się sama wielkość tej doskonałości, jej wpływ na poznanie i ukochanie Boga i obudzenie ku Niemu ufności, a przede wszystkim domaga się tego obecna nędza ludzi oraz żądanie Boga samego, wyrażone jeszcze przez Psalmistę i tak mocno zaakcentowane przez Chrystusa, Najmiłosierniejszego Zbawiciela.

„Błogosław, duszo moja, Pana… który miłościwie odpuszcza wszystkie nieprawości twoje… który cię wieńczy łaską i umiłowaniem” (Ps. 102, 2 – 4).