46. Droga do Miłosierdzia Bożego - ufność

„Ale ja ufam w miłosierdzie twoje, rozraduje się

serce moje w zbawieniu twoim” (Ps. 12, 6)

 

         Decydującym czynnikiem w otrzymaniu miłosierdzia Bożego jest ufność, o której Psalmista mówi, że jest miarą tegoż miłosierdzia: „Niechaj będzie miłosierdzie twoje, Panie nad nami, jakośmy nadzieję mieli w tobie” (Ps. 32, 22).

 

  1. Ufność jest to spodziewanie się czyjejś pomocy. Nie stanowi ona cnoty osobnej, lecz jest warunkiem koniecznym cnoty nadziei oraz częścią składową cnoty męstwa i wielkoduszności. Ponieważ ufność wypływa z wiary, potęguje nadzieję i miłość, a oprócz tego w ten lub inny sposób wiąże się z cnotami moralnymi, dlatego można nazwać ją podkładem, na którym cnoty teologiczne łączą się z moralnymi. Cnoty moralne z naturalnych przekształcają się w nadprzyrodzone, o ile praktykujemy je z ufnością w pomoc Bożą.

         Ufność naturalna — jako spodziewanie się pomocy ludzkiej — jest wielką dźwignią w życiu człowieka. Przypomnijmy sobie choćby oblężenie Zbaraża, Chocimia i innych miejsc warownych, kiedy oblężeni wytrzymywali z heroiczna wytrwałością najstraszniejsze ataki wroga, znosząc przy tym wszelkie braki, ponieważ spodziewali się odsieczy i wyzwolenia. Ale spodziewanie się pomocy u ludzi często zawodzi. Natomiast kto Bogu zaufa, ten nigdy nie dozna zawodu. „Mającego nadzieję w Panu, miłosierdzie ogarnie” (Ps. 31, 10), mówi Prorok na podstawie objawienia i doświadczenia osobistego, wskazując na miłosierdzie Boże jako na główną podstawę ufności.

Ubogi pasterz Dawid występuje do walki z olbrzymem filistyńskim i zwycięża go dlatego, że ufał w pomoc Bożą: „Ty idziesz do mnie z mieczem i oszczepem i z puklerzem, lecz ja idę do ciebie w imię Pana zastępów” (I Król. 17, 45). Tenże Dawid wyrzuca sobie w innych wypadkach zbytnie obawy i brak zaufania ku Bogu: „Czemużeś smutna, duszo moja, i czemu mię trwożysz? Miej ufność w Bogu” (Ps. 41, 6). „Przetoż się bać nie będziem, gdy się poruszy ziemia i przeniosą się góry w serce morza” (Ps. 45, 3). „I przyjdę do ołtarza Bożego, do Boga, który uwesela młodość moją” (Ps. 42, 4). Tak, młodość to okres ufności, przeto też ufność duszy w stosunku do Boga nie starzeje się, lecz wciąż się odmładza.

         Stary Testament był tylko figurą Nowego Zakonu. O ileż tedy bardziej niż Psalmista mamy wyrzucać sobie brak ufności ku Zbawicielowi. Pan Jezus w najrzewniejszych słowach i obrazach wzywa duszę, by szła za nim drogą dziecięcej ufności i prostoty. „Jam jest — powiada — dobry Pasterz”, a ten jeden tytuł powinien obudzać w sercu każdego bezgraniczne zaufanie. W stosunku do Ojca niebieskiego Pan Jezus podaje siebie za Baranka, złożonego na całopalenie za grzechy świata, a w stosunku do nas jest to Pasterz dobry: On zna i miłuje swe owce, karmi je swą nauką i łaską, a nawet oddaje Ciało i Krew swoją na pokarm.

         Innym razem Chrystus zniża się do najpoufalszych obrazów i wyrażeń. Jest on dla nas jak kokosz, tuląca pod swe skrzydła kurczęta. Widok dobrowolnych niewierności i błędów grzeszników wyciska z jego oczu łzy i wywołuje najboleśniejszą skargę jego miłosiernego Serca: „Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroków i kamieniujesz tych, którzy są do ciebie posłani…” (Mat. 23, 37). Kiedy indziej do Apostołów zatrwożonych w czasie burzy powiedział: „Ufajcie, jam jest, nie lękajcie się” (Mrk 6, 50), a do Piotra tonącego rzekł wyciągnąwszy natychmiast rękę: „Małej wiary, czemuś zwątpił?” (Mat. 14, 31).

         Wreszcie w mowie pożegnalnej, wygłoszonej po ostatniej wieczerzy w wieczerniku, Pan Jezus po udzieleniu ostatnich zleceń i zapowiedzeniu Apostołom ucisku na świecie, jaki ich spotka dla imienia jego, wskazuje na ufność jako na konieczny warunek wytrwania i zjednania sobie pomocy miłosierdzia Bożego: „Na świecie doznacie ucisku, ale ufajcie, jam zwyciężył świat” (Jan 16, 33). Jest to ostatnie słowo Zbawiciela przed męką, jakie zanotował ukochany Apostoł pragnąc przypomnieć wszystkim wiernym po wszystkie czasy, jak konieczną jest ufność nie zalecona tylko, ale nakazana przez Zbawiciela.

 

  1. Dlaczego Bóg tak bardzo zaleca ufność? Dlatego, że ona jest hołdem złożonym miłosierdziu Bożemu. Kto spodziewa się pomocy od Boga, wyznaje, że on jest wszechmocny i dobry, że może i chce nam tę pomoc okazać, że on jest przede wszystkim miłosierny. Tę cechę Boga mocno podkreśla Zbawiciel, gdy mówi: „Nikt nie jest dobry, jeno jeden Bóg” (Mrk 10, 18). Mamy Boga poznawać w prawdzie, albowiem fałszywe poznanie Boga oziębia nasz stosunek do niego i tamuje łaski miłosierdzia jego. „Rozumiejcie o Panu w dobroci i w prostocie serca szukajcie go” (Mądr. 1, 1). Oto uczucie, które ma nam towarzyszyć na samo wspomnienie o Bogu.

         Tymczasem jest w nas jakaś chorobliwa skłonność do zapatrywania się na Boga ze złej strony i mimo ogólnego, mglistego pojęcia o jego miłosierdziu, wciąż o nim powątpiewamy i oszańcowujemy się przeciw Bogu, jak gdybyśmy podejrzewali w nim pewien brak miłosierdzia lub uchylali się przed karzącą prawicą Stwórcy. Wielu ludzi ma względem Boga jakąś drażliwość, która byłaby śmieszna, gdyby przedmiot nie był zbyt poważny. Obrażają się oni jak dąsające się dzieci, gdy sądzą, że Bóg gniewa się na nich i nawzajem oni się gniewają na niego, — że Bóg odwrócił twarz swoją, a więc i oni niegodziwie się odwracają. — Ludzie zapominają, że zachodzi wielka różnica między duchem niewolniczej bojaźni Starego Testamentu, a duchem synostwa Nowego Przymierza, że Bóg patrzy teraz na ludzkość przez rany Syna swojego.

         Nasze życie duchowe zależy głównie od pojęć, jakie sobie tworzymy o Bogu. Są między nami a Bogiem stosunki fundamentalne, wynikające z naszej natury stworzonej, ale są również stosunki, wynikające z naszej postawy względem Boga, która zależy od naszych o nim pojęć. Jeżeli wytworzymy sobie pojęcia fałszywe o Panu Najwyższym, stosunki nasze z nim będą niewłaściwe, a nasze wysiłki w celu ich naprawienia — bezowocne. Jeżeli mamy o nim pojęcie niedokładne, w naszym życiu duchownym będzie wiele braków i niedoskonałości. Jeśli wreszcie jest ono prawdziwe według ludzkich możliwości, dusza nasza z całą pewnością rozwinie się w świętości i światłości. A więc pojęcie o Bogu jest kluczem do świętości, albowiem reguluje nasze postępowanie w stosunku do Boga jak i Boga do nas. Bóg przybrał nas za dzieci swoje, ale niestety nie postępujemy w praktyce jak dzieci: synostwo Boże bywa tylko nazwą, a w uczynkach nie okazujemy ufności dziecięcej względem tak dobrego Ojca.

         Skąd pochodzą takie dziwne nieraz rozbieżności i wykoszlawienia w pojęciach naszych o Bogu? Stąd, że stwarzamy Boga w swej wyobraźni na obraz i podobieństwo nasze. Idziemy nieraz nawet dalej, bo wzgląd na ludzi wiąże nas więcej niż wzgląd na Boga. Więcej liczymy się z opinią otoczenia niż z opinią o nas Pana Boga. Swoje wady i złe skłonności przypisujemy również i Bogu. Jest to wielkie ubliżenie naszemu Panu, jest to nie tylko obmowa jego, ale wprost wierutne oszczerstwo rzucane na Tego, który jest samą dobrocią i samym miłosierdziem.

         Oto dlaczego objawienie Boże tak bardzo nawołuje nas do ufności, oto dlaczego Psalmista w różnych słowach i porównaniach zapewnia nas o wszechobecności miłosierdzia Bożego, ogarniającego cały wszechświat, i pobudza do bezgranicznej weń ufności, oto dlaczego Pan Jezus w całej Ewangelii tchnie najtkliwszym miłosierdziem. Zaleca ufność swym Apostołom, a w ostatnim przemówieniu swoim nakazuje im bezwzględnie ufać miłosierdziu. Brak bowiem ufności przeszkadza Bogu świadczyć nam dobrodziejstwa, jest jakby ciemną chmurą, tamującą działanie promieni słonecznych, jakby tamą uniemożliwiającą dostęp wody ze źródła. Brak ufności płynie z fałszywego pojęcia o Bogu, które Zbawiciel pragnie z serca naszego usunąć.

 

* * *

 

         W gruncie rzeczy brak ufności w miłosierdzie Boże jest owocem miłości własnej. Ta samolubna i zdradziecka miłość własna to mój pierwszy i ostatni wróg, sprawca moich powierzchownych i fałszywych sądów i pojęć. Ponieważ Bóg dopuszczając różnorodne przykrości, nie oszczędza mojej miłości własnej, ona znowu mszcząc się, nie oszczędza nie tyle nawet już Boga ile człowieka. — Zraniona miłość własna żąda, by Bóg zaspokajał jej ciekawość, jej próżność, by zadawał jej zmysłowość. A gdy tego nie otrzymuje, wpada w smutek, odwraca się od wszystkiego, jest niezadowolona nie tylko z Boga, ale nawet i z siebie. Oto gdzie jest przyczyna smutku i słabości mojej. Może tego dotychczas nie spostrzegłem? Teraz widzę, że ratunkiem dla mnie będzie wołanie: „Jezu, ufam Tobie! Bezgranicznie ufam Tobie, boś dobry i miłosierny!”