29. Miłosierdzie Boże w darze pobożności

„Sam Duch daje świadectwo duchowi naszemu,

żeśmy synami Bożymi” (Rzym. 8, 16).

 

Jak dar mądrości udoskonala cnotę Boską miłości, a dar rozumu — cnotę Boską wiary, tak dar pobożności ma udoskonalać cnotę Boską nadziei: „Bo nie otrzymaliście ducha niewoli znów ku bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów i w duchu tym wołamy: Abba (Ojcze)!” (Rzym. 8, 15). Z synowskiego stosunku naszego do Boga wypływa obowiązek miłowania i wielbienia go, dziękowania za dary, przepraszania za winy i błagania o łaski, co się nazywa pobożnością.

 

  1. Pobożność jednak nie jest najlepszym określeniem istoty tego daru. Przez ten wyraz bowiem rozumiemy zwykle gotowość do oddawania chwały Bogu w modlitwie i nabożeństwach czyli to samo prawie, co znaczy cnota religii. Wprawdzie dar ten skłania nas do oddawania czci Bogu, ale różni się od religii tym, że Boga czci przede wszystkim jako Ojca, podczas gdy cnota religii widzi w nim głównie Pana i Stwórcę. Dlatego o wiele trafniejszy byłby wyraz „pietyzm jak w języku łacińskim — donumpietatis. Przez ten wyraz rozumiemy miłość i szacunek, jaki dzieci winni rodzicom. Ponieważ Bóg jest naszym Ojcem, przeto i względem niego winniśmy żywić uczucie pietyzmu. Atoli przyjęto nazywać ten dar pobożnością, dlatego będziemy posługiwać się tym wyrazem rozumiejąc przezeń pietyzm.

Jako pietyzm dar ten udoskonala cnotę teologiczną nadziei (gdy jako pobożność w ścisłym znaczeniu udoskonalałby raczej sprawiedliwość), rozwija bowiem w nas trojaki stosunek do Boga: synowski szacunek z bezgraniczną ufnością, wspaniałomyślną miłość i ochotne posłuszeństwo. Szacunek z ufnością sprawia, że wielbimy Boga jako najukochańszego Ojca, od którego spodziewamy się wszystkiego. Wówczas ćwiczenia nasze pojmujemy nie jako ciężki obowiązek, lecz jako potrzebę duszy, jako ugaszenie jej silnych pragnień. Wspaniałomyślna miłość skłania nas do poświęceń dla Boga, do samozaparcia się dla jego chwały: „Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba”. (Jan 8, 29). Ochotne posłuszeństwo widzi w przykazaniach i radach najmędrszy wyraz ojcowskiej woli względem nas, a stąd płynie bezgraniczne oddanie się i zaufanie temu, który wie lepiej, niż my, co nam potrzeba, i który nas czasem doświadcza, by nas oczyścić i ściślej ze sobą zjednoczyć.

Dar ten skłania nas nie tylko do czci Boga, ale i tego wszystkiego, co uczestniczy w jego bycie i doskonałościach. A więc kochamy i czcimy Niepokalaną Dziewicę, wielbiąc w niej miłosierdzie Boże, które uwolniło ją od grzechu pierworodnego i przysposobiło do godności Bożej Rodzicielki. Kochamy również Aniołów i świętych jako odblask przymiotów Boskich; kochamy Kościół, jako Oblubienicę Chrystusa Pana, która wyszła z boku jego z łaskami oczyszczającymi nas od grzechu (w sakramentach chrztu i pokuty) i życiodajnymi (W innych sakramentach); kochamy Papieża jako głowę Kościoła, który jest dla nas zastępcą Pana Jezusa i przedstawicielem jego na ziemi; kochamy również i prawowitych przełożonych.

Dar ten wreszcie skłania nas do czci nie tylko osób, w jakiś sposób złączonych z Bogiem, ale i rzeczy, odnoszących się do jego kultu, a więc nabożeństw i ceremonii kościelnych, Pisma Świętego, miejsc świętych w Palestynie, relikwii świętych, naczyń i szat liturgicznych itp. Wreszcie należy tu wszystko, co się tyczy Kościoła; jego powodzenia jak i upokorzenia. Wszystkie jego sprawy pod wpływem tego daru przyjmujemy za swoje i szczęśliwi jesteśmy, gdy możemy je popierać, współczujemy z jego smutkiem, radujemy się z jego triumfu i okazujemy dla niego prawdziwą miłość synowską.

 

  1. Dar pobożności w znaczeniu pietyzmu potrzebny jest wszystkim wiernym, by mogli z radością wypełniać swe obowiązki względem Boga i przełożonych. Bez tego daru modlitwa byłaby raczej ciężarem niż pociechą, próby i doświadczenia Opatrzności zdawałyby się być za surowe, jeżeli nie wręcz okrutne, a przykre otoczenie wywoływałoby raczej zniechęcenie i utyskiwanie. Natomiast pod wpływem tego daru składamy Bogu hołdy jako Ojcu, ze słodkim poddaniem się całujemy jego rękę ojcowską, zarówno kiedy nas pieści, jak i wtedy, gdy doświadcza. Bez tego daru czulibyśmy się bardzo samotni i opuszczeni.

O wiele więcej dar ten potrzebny jest kapłanom, zakonnikom i osobom Bogu poświęconym w świecie. Osoby te zobowiązane są do pewnych modlitw publicznych i codziennych ćwiczeń duchownych, które bez tego daru wydają się dla wielu nieznośnym jarzmem. Nie sposób bowiem myśleć o Bogu długo, gdy się go nie miłuje, a dar pobożności wlewa do duszy synowskie przywiązanie ku Bogu i ufność w jego nieskończone miłosierdzie, pod wpływem którego modlitwa staje się słodką rozmową z Ojcem miłosierdzia. Wprawdzie ta rozmowa bywa od czasu do czasu przerywana oschłościami, które przyjmujemy z cierpliwością, a nawet z pewną radością jako pochodzące od najlepszego Ojca, dla którego przyjemnie jest i pocierpieć.

„Synaczkowie moi! Oto na nowo w boleści was rodzę, dopóki nie odtworzy się w was obraz Chrystusa” (Gal. 4, 19), pisze Apostoł nie ukrywając wielkich przykrości, jakich doznał od Galatów. Znosi je jednak cierpliwie z dobrocią i łagodnością, okazując ojcowską miłość ku nim jako powierzonym swej pieczy duszom. W podobnych okolicznościach znajduje się niejeden przełożony i wychowawca, który tylko pod wpływem daru pobożności zdolny jest znieść te przykrości od podwładnych i wychowanków oraz innych dusz opornych, jeśli nie wręcz wrogo nastawionych. Dlatego też przełożeni również winni cenić wysoko ten dar miłosierdzia Bożego, gorliwie o niego zabiegać i troskliwie go pielęgnować.

Jednym z najskuteczniejszych sposobów pielęgnowania w sobie daru pobożności jest często rozważanie nieskończonego miłosierdzia Bożego. Materiałem ku temu mogą być odpowiednie teksty Pisma Świętego, które opiewają niezwykłą troskliwość Boga o ludzi w ogóle, a szczególnie troskliwość o dusze ćwiczące się w doskonałości. Najwięcej znajdziemy takich tekstów w księdze Psalmów. Toteż odmawiając uważnie Psalmy w Brewiarzu i wzbudzając odpowiednie do treści uczucia, możemy wybitnie przyczynić się do pielęgnowania w sobie daru pobożności. Bóg chce być znany i kochany pod mianem Ojca miłosierdzia (Łuk. 6, 36) szczególnie w Nowym Zakonie, dlatego winniśmy się do niego uciekać z bezgraniczną ufnością. Wówczas ćwiczenia duchowne, a szczególnie modlitwa publiczna nie będą dla nas ciężarem, ale będziemy odprawiali je z miłością synowską w celu przypodobania się Bogu.

Drugim sposobem pielęgnowania w sobie daru pobożności jest przemiana zwykłych czynności na akty religijne. Dzieje się to przez pobudzanie w sobie czystej intencji ofiarowania na chwałę Bożą każdej czynności, a przede wszystkim każdego dnia. Św. Augustyn takie daje rady: „Życiem swoim tak śpiewaj, abyś nigdy nie milczał… chwalisz Boga, gdy odpoczywasz w łóżku, — chwalisz, gdy śpisz, i kiedyż nie chwalisz?” (In Ps. 146, 2). Św. Tomasz z Akwinu powiada: „tak długo się modlisz, jak długo całe swe życie skierowujesz do Boga”. Przez taką intencję całe nasze życie staje się modlitwą, aktem synowskiej miłości względem Boga i miłości braterskiej względem bliźnich zgodnie z tym, co powiada Apostoł: „Ćwicz się w pobożności. Cielesne bowiem ćwiczenie na niewiele się przyda, ale pobożność do wszystkiego jest pożyteczna, bo ma obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego. Prawda to niezawodna i wszelkiej wiary godna. Bo dla niej to pracujemy i zelżywość znosimy, gdyż nadzieję pokładamy w Bogu żywym, który jest Zbawicielem wszystkich ludzi, a przede wszystkim wiernych” (I Tym. 4, 7 – 10).

 

* * *

 

Duchu Święty, serce moje pragnie tylko dobra: ono jest przedmiotem wszystkich moich westchnień, mojej nadziei. Nie ustanę płakać i wołać, aż mi użyczysz tego dobra, jakim ty sam jesteś. Wzmocnij darem pobożności nadzieję moją i użycz mi błogiego spokoju. Czuję w mym sercu straszny bój dwóch wrogów, szarpiących się bez przerwy w mym łonie. Niesforne ciało sprzeciwia się duchowi, który słusznie chce je podporządkować sobie. Przyjdź, a połóż koniec tej walce, poraź zbuntowane zmysły i namiętności, szczególnie miłość własną. Spraw, bym w każdej czynności szukał tylko chwały twojej Spraw, by dusza moja zawsze wznosiła się ponad ziemię, ponad bezustannie panujący tu zgiełk, a zmierzała tylko do ciebie!