75. Pan Jezus ukazuje się Marii Magdalenie

„Widziałam Pana i to mi powiedział” (Jan 20, 18).

 

         Maria Magdalena z Piotrem i Janem, (a może wkrótce po nich), powróciła do grobu, ale z nimi nie weszła, lecz „stała na zewnątrz i płakała”. Po pewnym czasie „nachyliła się i zajrzała do grobu. I spostrzegła dwóch Aniołów w bieli siedzących, jednego u głowy, a drugiego u nóg, gdzie było złożone ciało Jezusowe. Mówią jej oni: Niewiasto, czemu płaczesz? Rzecze im: Wzięto Pana mego, a nie wiem, gdzie go położono. To powiedziawszy obróciła się za siebie i ujrzała Jezusa stojącego, a nie wiedziała, że był to Jezus. Rzecze jej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? kogo szukasz? A ona mniemając, że był to ogrodnik, rzecze mu: Panie, jeśliś ty go zabrał, powiedz mi, gdzieś go złożył, a ja go wezmę. Rzecze jej Jezus: Mario! O zaś obróciwszy się rzecze mu: Rabboni! (co znaczy: Mistrzu!). Rzecze jej Jezus: Nie dotykaj mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca mego, ale idź do braci moich i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, Boga mego i Boga waszego. Przyszła więc Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział” (Jan. 20, 11 – 18).

 

  1. Grób Pana Jezusa by jedynym skarbem dla Magdaleny, która pozostała przy nim gorzko płacząc nad śmiercią Mistrza i zabraniem nawet jego ciała. Chciałaby oddać jemu ostatnią posługę, odpowiednio namaścić, czego nie zdążyła uczynić w piątek z powodu braku czasu. Tymczasem teraz ciała w grobie nie znajduje. Któżby mógł je zabrał? Najprawdopodobniej ogrodnik, bez którego wiedzy nikt z grobu nic wynosić nie może. Spostrzega w grobie dwóch Aniołów, ale nie interesuje się nimi, bo oto spostrzega ogrodnika, który musi wiedzieć; gdzie się znajduje ciało Jezusa.

         Zbawiciel albo zmienił swój wygląd albo wskutek troski i boleści Magdalena nie przyjrzała mu się. Sądziła więc, że nikt inny nie może być tak wcześnie w ogrodzie jak tylko ogrodnik. Przeto na pytanie, czemu płacze, nie odpowiada wprost i nie wymienia po imieniu, kogo szuka, bo sądzi, że cały świat musi znać Pana Jezusa i o nim myśleć. Toteż w podnieceniu tylko mówi: „Jeśliś ty go zabrał, powiedz mi, gdzieś go złożył”. Ona go weźmie za wszelką cenę, byleby tylko wiedziała, gdzie leży, zbuduje grób dla niego taki, jakiego jest godzien, urządzi mu wspanialszy pogrzeb, niż to było w piątek.

         Jaka wielka i szczytna była miłość tej uczennicy Zbawiciela. Myśli tylko o nim, szuka jedynie jego, albowiem on dla niej jest wszystkim. Inne rzeczy i sprawy nie mają w jej oczach żadnej wartości, a jeżeli mają to tylko o tyle, o ile prowadzą do niego. Ta wielka i szlachetna miłość ogarnęła jej rozum, uczucie i serce, jej słowa i całą potęgę jej woli — słowem, całą jej istotę.

         Zbawiciel nie mógł się oprzeć tak wiernej miłości i objawił się jej, a objawił jednym tylko słowem, ukazując się jej w chwalebnej postaci: „Mario!”. Ten jeden wyraz wywołał w jej sercu więcej pociechy i radości, aniżeli by to mogło uczynić stu wymownych kaznodziei. Maria natychmiast go poznała i napełniona została niewymowną pociechą i radością, którą wyraża również tylko jednym słowem „Rabboni!”. Ale ten wyraz obejmuje wszystko, co jest najpiękniejszego, najczulszego, najszlachetniejszego w stosunku dziecka do Ojca i uczennicy do wychowawcy i Mistrza.

 

  1. Pan Jezus „ukazał się naprzód Marii Magdalenie, z której wyrzucił był siedmiu czartów” (Mrk 16, 9), pisze Ewangelista. Mimo woli powstaje pytanie, dlaczego jej naprzód, a nie Piotrowi, Księciu Apostołów, czy Janowi, najukochańszemu Uczniowi? Jest to tajemnica nieskończonego miłosierdzia Bożego, że Pan Jezus wyróżnił tu niewiastę, „z której wyrzucił był siedmiu czartów”. Potwierdza to słowa Zbawiciela, „że taka będzie w niebiesiech radość z jednego grzesznika, czyniącego pokutę, jak z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy pokuty nie potrzebują” (Łuk. 15, 7) Pan Jezus odnalazł owcę zgubioną i dlatego cieszy się i pragnie ją pocieszyć i wyróżnić.

         Poznawszy Mistrza Maria rzuca się mu do stóp, ale Pan Jezus mówi jej: „Nie dotykaj mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca mego, ale idź do braci moich i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, Boga mego i Boga waszego”. W tym nakazie zawiera się wskazówka, że jego pobyt nie będzie trwał wiecznie tu na ziemi, że go zakończy wkrótce Wniebowstąpienie. Słowa: „Nie dotykaj mnie” oznaczają, że Zbawiciel już nie prowadzi życia ziemskiego, ale całkiem inne, wyjątkowe i przemijające. Są to słowa przygotowujące na przyszłe rozstanie i na rozłąkę, na przejście w stan chwały niebieskiej, której życie uwielbione było tylko przemijającym początkiem.

         Pan Jezus nakazuje Magdalenie poselstwo do Apostołów nazywając ich braćmi, albowiem mają wspólnego Ojca z Jezusem. Zbawiciel posiądzie niebo nie tylko dla siebie, ale i dla swych braci. Jest to wspaniałe rozszerzenie tajemnicy Zmartwychwstania, które uzupełnia Odkupienie i ostatecznie ujawnia nieskończone miłosierdzie Boże. Magdalena, przedtem jawnogrzesznica, staje się teraz apostołką apostołów i głosicielką miłosierdzia Bożego. Za żarliwą i wytrwałą miłość swoją dostąpiła tej wysokiej łaski, że zmartwychwstały Pan Jezus ukazał się jej pierwej, niż Apostołom i innym pobożnym niewiastom. O, jak błogosławiony okazał się jej zapał, że takiej dostąpiła nagrody!

         Nie na próżno Magdalena szukała Pana Jezusa, albowiem żarliwe jej szukanie zakończyło się szczęściem. Sprawdziły się tu słowa Proroka: „Dobry jest Pan dla mając nadzieję w nim, dla duszy szukającej go” (Tren. 3,25). Z niewymownym miłosierdziem spełnia to, co obiecał: „Będziecie mię szukać i znajdziecie, gdy mnie szukać będziecie wszystkim sercem waszym” (Jer. 29, 13). Każdemu grzesznikowi skruszonemu, który przez grzech utracił Jezusa, a potem pokutował, Pan Jezus daje się chętnie odnaleźć, a nawet wyróżnia go swymi łaskami. Tym bardziej zawierza się sprawiedliwemu, a choć ten czasem utraci uczucie obecności Jezusa, już wkrótce krzepi się słodkością jego nadziemskich pociech.

 

* * *

 

         Doświadczenie poucza, że praca nad udoskonaleniem naszym trudniej idzie, gdy nadmiar refleksji hamuje nasz postęp, a znacznie łatwiej, gdy więcej się modlimy, albowiem są zadania, którym jedynie serce może sprostać. W tym wyrażeniu Ewangelisty „ukazał się naprzód Marii Magdalenie” (Mk. 16, 9) drga patos Ewangelii oraz wielkość i potęga miłosierdzia Bożego. Tylko krótkowidząca dusza może się gorszyć z tego. Kochajmy Zbawiciela bez zazdrości. Radujmy się, jeśliśmy nie upadli, ale cieszmy się jeżeli ci, co upadli powstają i zasługują u Zbawiciela na wyróżnienie. Niech tylko ci co upadli, będą tak gorliwi jak Magdalena, a Jezus nigdy nimi nie wzgardzi i jednym słowem dokona cudów. Przemów, Mistrzu, i do mnie, by dusza moja ożyła!