66. Straż przy grobie

„A oni… obwarowali grób, zapieczętowali

kamień i postawili straże” (Mt. 27, 66).

 

         Członkowie Sanhedrynu i faryzeusze po powrocie z Golgoty obchodzili ucztę paschalną nie tylko z wielką radością, ale z niezwykłą satysfakcją, że się pozbyli nienawistnego Galilejczyka. Na lśniącym krysztale ich triumfu była jednak mała rysa. Oto przypomnieli sobie, że Jezus za życia przepowiadał, że w trzy dni po swej śmierci zmartwychwstanie (Mt. 12, 39 – 40). Uważali oni to powiedzenie za samochwalstwo, ale mogło ono dać okazję do oszustwa: uczniowie Jezusa mogli wykraść jego ciało i ogłosić, że on zmartwychwstał. Dlatego niektórzy z nich dnia następnego, chociaż był to dzień Paschy, odbyli krótki i dozwolony spacer do Piłata i rzekli: „Panie, przypomnieliśmy sobie, że zwodziciel ten jeszcze za życia powiedział: Po trzech dniach zmartwychwstanę. Rozkaż przeto, aby strzeżono grób aż do dnia trzeciego, aby snadź nie przyszli uczniowie jego, a nie wykradli go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie błąd ostatni gorszy od pierwszego. Rzekł im Piłat: Macie straż, idźcie i strzeżcie, jak umiecie. A oni odszedłszy obwarowali grób, zapieczętowali kamień i postawili straże” (Mat. 27, 63 – 66).

 

  1. Stanowisko Piłata pozornie było obojętne. Jednak maskował sam przed sobą niezadowolenie, że musi ustępować Żydom. Ustąpił jeszcze i tym razem i dał Żydom straż, złożoną z żołnierzy rzymskich. Chociaż tedy prokurator przemawiał ze zmarszczonym czołem, to jednak zawsze się zgadzał na żądanie członków Sanhedrynu, o co im głównie chodziło. Toteż tejże jeszcze soboty zaprowadzili żołnierzy do grobowca. Zabezpieczyli się tedy i na taką ewentualność, o której kto inny wcale by nie pomyślał. Obawiali się, by kto nie przekupił żołnierzy, jak oni przekupili Judasza, i w ten sposób ciała Zbawiciela nie ukradł ogłaszając, że zmartwychwstał. Zresztą mieli podstawy ku temu, skoro w ich gronie nawet znalazło się dwóch zwolenników Jezusa, którzy urządzili mu tak wspaniały pogrzeb. Dlatego Żydzi nie ograniczyli się do postawienia straży, ale nadto na okrągłym głazie położyli swoje pieczęcie, przytwierdzając w ten sposób ruchomy kamień do skały.

         Po zastosowaniu tych środków ostrożności nikt już nie mógł dostać się do wnętrza bez zerwania pieczęci, za całość których znowu odpowiadali żołnierze, pełniący straż przy grobie. Przemyślność Żydów jest cennym przyczynkiem do stwierdzenia faktu prawdziwej śmierci Pana Jezusa i późniejszego Zmartwychwstania, o którym Chrystus nieraz mówił do Apostołów i rzesz żydowskich, że po trzech dniach zmartwychwstanie. Jak rozumieć „po trzech dniach?” U Żydów każdy dzień zaczęty uważano za cały. Stąd powiedzenie po trzech dniach jest to samo, co dnia trzeciego. Pan Jezus spędził w grobie około trzech godzin w piątek — (do zachodu słońca), — cały dzień sobotni (od zachodu słońca w piątek do zachodu w sobotę), a z niedzieli przynajmniej 6 do 8 godzin (od zachodu do wczesnego poranka).

         Grób tedy Pana Jezusa nie został bez opieki. Jeszcze w piątek, gdy Józef „zatoczył wielki kamień i odszedł” (Mt. 27, 60), przy grobie zostały „Maria Magdalena i druga Maria” (Mat. 27, 61), matka Jakuba i Józefa, a teraz przybyła jeszcze straż.

 

  1. „I będzie grób jego sławny” (Iz. 11, 10). Przepowiednia Proroka ziściła się, albowiem miejsce pogrzebania Zbawiciela stało się sławne już od samego początku przez postawienie straży rzymskiej przy nim. Ciało Zbawiciela leży pełne ran, nieruchomo. Bóstwo, które nigdy nie opuści tego ciała, rozpościera naokoło niego cichą promienną jasność. Ten spokój jest wyobrażeniem Przenajświętszego Sakramentu oraz przedziwnej łączności z Bogiem, tajemniczości śmierci i wspaniałości życia pozagrobowego.

         Grób ten stał się sławny przede wszystkim dla Apostołów, którzy odczuwali do niego wiele miłości i uwielbienia, — dla niewiast, które na razie przy nim czuwały, a potem „wróciwszy, przygotowały wonności i maści, nic wszakże nie czyniąc w szabat według przykazania” (Łuk. 23, 56), — szczególnie zaś stał się drogi dla Najświętszej Matki, która prawdopodobnie nawiedzała go w sobotę, rozważała mękę Syna swego, ubolewała nad nią niewymownie i modliła się, wspominając w sobie wszystkie przebyte cierpienia.

Przedziwne wyroki Boże pozwoliły, by za cesarza Hadriana († 138) miejsce to było całkowicie sprofanowane przez postawienie na nim posągu Wenery tak, że pielgrzymi od r. 138 do 325 zaledwie wiedzą, w której części miasta znajduje się grób Chrystusa. Ale Konstantyn Wielki wznosi na tym grobie wspaniałą bazylikę, konsekrowaną uroczyście w 335 r. W VII wieku Persowie, a potem Arabowie niszczą ją, a w XI wieku muzułmanie usuwają nawet część skały tak, że biskup Orleanu, Odolryk, i tłumy pielgrzymów przybyłych w 1033 r. celem uczczenia 1000 – lecia śmierci Zbawiciela znajdują święte miejsce w bardzo żałosnym stanie. W r. 1042 cesarz Monomach Konstanty częściowo odbudowuje świątynię, ale w r. 1070 opanowują miasto Turcy Seldżuccy, przeciwko którym Grzegorz VII zwołuje krucjatę. W r. 1099 krzyżowcy opanowują Jerozolimę i na fundamentach bazyliki Konstantyna wznoszą kościół w stylu romańskim, który uroczyście poświęcono 1149 r. W 1187 roku Seladyn zdobywa miasto Jerozolimę, bazylikę oszczędza, a w wieku XIII Turcy zamurowują do niej wejście z wyjątkiem jednego i każą sobie płacić „bakszysz” za wstęp do niej. W r. 1219 za sprawą św. Franciszka osiedli przy Grobie OO. Franiszkanie, którzy mimo strasznego prześladowania ze strony niewiernych i schizmatyckich Greków przetrwali tam do dziś dnia. W 1808 roku pożar niszczy bazylikę, a w 1809 r. Grecy, poparci przez Aleksandra I (cesarza Rosji), uzyskują pozwolenie na odbudowę (niedołeżną), która dzisiaj wymaga gruntownego remontu. Ponieważ bazylika obecnie jest wspólną własnością kilku wyznań, a OO. Franciszkanie posiadają tam tylko kaplicę, nie można przeprowadzić remontu bez zgody i pomocy innych wyznań, które o to nie bardzo dbają.

 

* * *

 

         Mimo poniżenia i opuszczenia zewnętrznego, Grób Pana Jezusa jest rzeczywiście chwalebny i sławny a nawet w poniżeniu odbierał ustawiczną cześć od licznych pielgrzymów, którzy nieraz z narażeniem życia spieszyli do tego świętego miejsca. Bo czyż może być na ziemi czcigodniejszy i świętszy zabytek? Tu dusza nie zna granic: szlocha z Magdaleną, pokutuje z Piotrem, boleje z Matką Najświętszą, całuje święty kamień, albo milknie w trwodze przed mocą tego, który siebie wzbudził z martwych. Każdy grób sam przez się budzi melancholię i smutek, ale ten, przywodząc na pamięć chwalebne zmartwychwstanie rzuca tyle światła, blasku i chwały, że przejmuje pielgrzymów nawet radością i słodką nadzieją.