63. Zdjęcie z Krzyża Ciała Pana Jezusa

„Wzięli tedy ciało Jezusowe i obwiązali

je w prześcieradła” (Jan 19, 40).

 

         Koło krzyża Pana Jezusa robiło się coraz ciszej. Żołnierze po dobiciu łotrów byli zajęci złożeniem ich ciał do wspólnego grobu. Ciało zaś Pana Jezusa białe, zbroczone ciemną skrzepłą krwią, wisiało nadal na krzyżu, nakazując szacunek. Maryja z niewypowiedzianą boleścią przypatrywała się świętemu ciału swego Syna i opadła na kolana przy krzyżu: już ono do niej nie należało, nie mogła zdjąć go i uczciwie pogrzebać, a zresztą nie miała gdzie, albowiem grobu nie miała. Obawiała się może, by żołnierze nie porwali Ciała Najświętszego i nie wrzucili do grobu dla przestępców. Niewątpliwie były to chwile pełne męki. Aż oto nadchodzą dwaj zacni mężowie, którzy ze sługami i wszystkimi przyborami przystąpili do zdjęcia z krzyża najświętszego ciała Pana Jezusa. Byli to Józef i Nikodem.

 

  1. Józef z Arymatei, zamożny i wpływowy członek Sanhedrynu, potajemny uczeń Pana Jezusa, który na posiedzeniu Rady nie przyłączył się do zdania potępiającego Zbawiciela, postanowił sprawić Mistrzowi uczciwy pogrzeb. Udał się on do Piłata i poprosił o zwłoki Jezusa. Piłat zgodził się, ale był zdziwiony, że śmierć skazańca nastąpiła tak szybko. Wezwał więc setnika, a gdy i ten potwierdził fakt zgonu, wydał ciało Józefowi (Jan 19, 38; Łuk. 23, 50 – 52). Uzyskawszy zezwolenie na zabranie zwłok Józef pospiesznie przybył na Golgotę, by jeszcze przed zachodem słońca zakończyć czynności pogrzebowe.

         Drugim mężem był Nikodem, również uczeń Pana Jezusa, człowiek wielce uczony w Piśmie, wpływowy i przełożony bożnicy, znany z rozmowy z Panem Jezusem podczas pierwszego święta Paschy. On też chciał osobiście wziąć udział w pogrzebie Mistrza. Toteż kupił „sto funtów przyprawy mirry i aloesu” oraz drogich kadzideł (Jan 19, 39) i pospieszył na miejsce kaźni. W tej zbożnej czynności niewątpliwie pomagały dwom uczniom również niewiasty obecne przy śmierci Jezusa, a w pierwszym rzędzie Najświętsza Dziewica, która z radością powitała nadchodzących mężów.

         Ze względu na brak czasu niezwłocznie przystąpili do czynu. Po drabinach przystawionych dostali się aż do szczytu krzyża i rozpoczęli smutną a pełną miłości pracę. Z największą czcią powyjmowali gwoździe i zdjęli koronę cierniową, podając je z rąk do rąk aż doszły do Matki Boskiej. Owinęli w przyniesione prześcieradło ciało i powoli, z największą czcią i ostrożnością, zsunęli w ręce św. Jana, który złożył je na łono klęczącej u stóp krzyża Najświętszej Dziewicy. Wszystko to spełnili ci szlachetni mężowie z największą miłością, troskliwością i niewypowiedzianym współczuciem.

         Jakże miłymi winni być dla nas ci mężowie za ich miłość do Zbawiciela i jego Najświętszej Matki, za ich wspaniałomyślność i hojność, gdy oddają swe skarby, jak Nikodem, i grób własny, jak Józef, ponadto ofiarują swój trud i odwagę. Trzeba było bowiem wielkiej odwagi, aby taki czyn spełnić wobec fanatycznej nienawiści arcykapłanów do Pana Jezusa i wobec zwycięstwa, jakie nad nim odnieśli. Nie bez powodu Pismo Święte wspomina, że Józef „odważnie wszedł do Piłata i prosił o ciało Jezusowe” (Mk 15, 43). Zdjęcie z krzyża ciała Pana Jezusa i następnie pogrzebanie w grobie Józefa było wyraźną demonstracją przeciwko Sanhedrynowi.

 

  1. Ciało Pana Jezusa po zdjęciu z krzyża spoczęło na łonie jego Bolesnej Matki. Z niezmierną boleścią patrzy ona na okrutnie zbezczeszczone i storturowane ciało, na rany głębokie od biczowania i korony cierniowej, a w sercu swoim przeżywa całą mękę Syna. Porządkuje rozrzucone włosy, dotyka i całuje ran rąk i nóg, odczuwając dotkliwie „miecz Symeona” żywy i z każdą raną powiększony w jej Niepokalanym Sercu. Na widok boku przebitego wzmaga się jej boleść w dwójnasób i obfitszym potokiem płyną łzy z jej oczu. Ta głównie rana, jak mniemają niektórzy Ojcowie, była onym mieczem boleści, który według przepowiedni Symeona najgłębiej zranił jej Serce. Wpatruje się w pokryte śmiertelną bladością oblicze Jezusa i łzami własnymi zmywa z niego zaschnie łzy i zapiekłą krew.

         O czym myśli Niepokalana Dziewica opłakując śmierć swego Syna? Może porównywa Betlejem i Golgotę? I tam w betlejemskiej jaskini trzymała na ręku Boskiego Syna, jak tutaj, ale jakże w odmiennych okolicznościach! Tam widziała nowonarodzone Dziecię, pełne nadziemskiego wdzięku i piękności. A tu znikła wszystka piękność jego, nie ma w nim żadnej krasy: od stóp do głowy prawie jedna rana. Może również wspomina pobyt w Egipcie i Nazarecie, gdzie mu oddawała niezliczone usługi, — jego pracę misyjną w Galilei, jego naukę i cuda, uznanie wśród tłumów, gdy go chciały królem ogłosić, uroczysty wjazd do miasta świętego i śpiew pacholąt „Hosanna Synowi Dawida”. Wszystko to przeminęło i przyjęło wręcz odmienny kierunek wskutek knowań arcykapłanów i faryzeuszów.

         Jednak Maryja zgadza się z wolą Bożą i nie żywi do nikogo gniewu. Przeciwnie, nie tylko przebacza wszystkim, co się przyczynili do śmierci Syna, ale za jego przykładem modli się za nich i prosi Boga o miłosierdzie dla nich. Jakkolwiek odczuwa wielką miłość ku Panu Jezusowi i ból niezmierny z powodu jego śmierci, jednak ofiarowała za grzechy ludzi i oddała dla ich zbawienia tego najpiękniejszego i najmilszego ze wszystkich synów ludzkich. A jakim go teraz otrzymuje? On przyszedł, aby odrodzić nas, — a my oddajemy go jej zniszczonego bardziej niż był syn marnotrawny. Dzieciątko betlejemskie wróciło na łono swej Matki, ale jakże inaczej podnosi swoje ramiona! — Zdrętwiałe w chwili skonania, pozostały skrzepe martwą sztywnością! W postawie ukrzyżowanej spoczywa on na łonie swej Matki! Boleści jej nikt nie zdoła opisać.

 

* * *

 

         Najmiłosierniejszy Zbawicielu, czyje serce zdoła się oprzeć porywającej i kruszącej wymowie, z jaką przemawiasz do nas przez niezliczone rany martwego ciała Twego, spoczywającego na łonie Twojej Bolesnej Matki? Oznajmiasz przede wszystkim niewypowiedzianą wielkość miłosierdzia Twojego nad nami grzesznymi. Taki zbytek i nadmiar cierpień dla zbawienia naszego nie był koniecznie potrzebny, bo każdy czyn Twój wystarczyłby dla przebłagania sprawiedliwości i zadośćuczynienia za zniewagi. Ale obrałeś ten rodzaj Odkupienia, aby pokazać wielką cenę duszy naszej i swoje bezgraniczne miłosierdzie, by nawet największy grzesznik mógł z ufnością i skruchą przystąpić do Ciebie i otrzymać odpuszczenie, jak otrzymał je łotr konający. Matko Najboleśniejsza i Matko Miłosierdzia, co złożyłaś największą ofiarę, a teraz martwe ciało Syna swego i oznajmiasz nam wielkość poświęcenia swojego i boleści swojej, wyryj w sercu moim pamięć tej boleści, abym nigdy nie ustawał w dziękczynieniu Tobie i Jezusowi.