56. Męka pragnienia Pana Jezusa na Krzyżu

„Jezus świadom, że wszystko już się

wykonało, rzekł: Pragnę” (Jan 19, 28).

 

 

         Z powodu upływu krwi i całkowitego wyczerpania, w jakim się znajdował, Pan Jezus odczuwał silne pragnienie: wszak pocił się krwią w Ogrójcu, całą noc spędził bezsennie, biczowanie i ukoronowanie cierniem spowodowało wielki upływ krwi, której resztki wyciekały na krzyżu, wreszcie obnażone ciało wystawione było na działanie dotkliwego w południe upału. Wszystko to razem budziło w Chrystusie ogromne pragnienie. Główną jednak przyczyną była silna gorączka wskutek ran gangrenujących. Silne pragnienie może każdego człowieka doprowadzić do szaleństwa, ale pragnienie Pana Jezusa, ze względu na jego najdelikatniejsze ciało, sprawiało o wiele większe boleści.

 

  1. Dlaczego Pan Jezus dopuścił na siebie to bolesne i cierpienie? Ewangelista wskazuje nam na powód: „Aby się wypełniło pismo” (Jan 19, 28). Prorocy bowiem zapowiedzieli, że Zbawiciel wycierpi srogą mękę pragnienia dla spełnienia przedwiecznych wyroków Bożych. „Wyschła jako skorupa siła moja, a język mój przysechł do podniebienia mego, i złożyłeś mię w prochu śmierci” (Ps. 21, 16). „I dali żółć na pokarm mój, a w pragnieniu moim napawali mię octem” (Ps. 68, 22). Toteż Ojcowie Kościoła pouczają, że Pan Jezus cierpiał pragnienie przez posłuszeństwo Ojcu, by odpokutować za grzechy smakoszów i pijaków przez najsroższe upalenie języka i podniebienia. W ten sposób zadośćczyni za tyle ciężkich i sromotnych grzechów, jakie ludzie popełniają niewstrzemięźliwością w jedzeniu, piciu i w ogóle w dogadzaniu swej zmysłowości.

         Straszne było fizyczne cierpienie Pana Jezusa spowodowane pragnieniem, ale o wiele większa była jego boleść wskutek pragnienia duchowego. Z niewypowiedzianą boleścią widział Zbawiciel, jak żar grzesznych pożądliwości nęka ludzi i prowadzi ich na wieczną zgubę, jak gasi w nich źródło życia nadprzyrodzonego, zabija tęsknotę i pragnienie Boga. Dlatego nieskończoną zasługą swego duchowego pragnienia zadośćczyni za występki pożądliwości i pragnień grzesznych ludzi, ofiaruje Ojcu swemu to niezwykłe cierpienie, wypływające z pragnienia, jakim ludzie winni pałać ku Bogu, a które stłumili przez grzeszne życie.

         Pan Jezus na krzyżu pragnął chwały Ojca, pragnął, by wszyscy ludzie poznali niewysłowione jego miłosierdzie i z niego obficie korzystali, by miłowali Boga największą miłością, by dążyli do niego z silnym pragnieniem, jak powiada Psalmista: „Jako pragnie jeleń do źródeł wodnych, tak pragnie dusza moja do ciebie, Boże. Pragnęła dusza moja do Boga mocnego, żywego; kiedyż przyjdę i okażę się przed obliczem Bożym?” (Ps. 41, 1 – 3). Pragnął usilnie zbawienia i uświęcenia dusz, nawrócenia wszystkich grzeszników, postępu i udoskonalenia sprawiedliwych. Jego święta dusza tęskniła za tym, by wszyscy ludzie utworzyli jedną wspólną rodzinę i mogli zwracać się do Boga jako do Ojca wszystkich, jak to przepięknie wypowiedział w swojej arcykapłańskiej modlitwie przed męką: „Aby wszyscy byli jedno, jako ty, Ojcze, we mnie, a ja w tobie, aby i oni byli jedno w nas” (Jan 17, 21). Pan Jezus widział w duchu wszystkich ludzi i trawiło go pragnienie wielkie ocalenia ich, a pragnienie to było nieskończenie większe i dokuczliwsze od pragnienia fizycznego.

 

  1. Jak zaspokojono pragnienie Zbawiciela? Stało się zadość prośbie Pana Jezusa, lecz w sposób nadzwyczaj skąpy i dotkliwy. Nie dano mu bowiem do picia wody, ale ocet i to w małej ilości. „A było tam postawione naczynie napełnione octem. A oni włożywszy na trzcinę gąbkę nasiąkniętą octem podali mu do ust. Jezus zaś skosztował octu.” (Jan 19, 29). Ocet był zwykłym napojem orzeźwiającym na Wschodzie zarówno u żołnierzy rzymskich, jak i u zwyczajnego ludu, dlatego teologowie przyjmują ten gest raczej jako wyraz współczucia ze strony żołnierza, który w ten sposób zamierzał złagodzić przedśmiertne pragnienie skazańca. Jest to ostatni odruch ludzkiego współczucia wobec Zbawiciela, który wypija w tej chwili do dna swój kielich goryczy.

         Inni Żydzi chcieli przeszkodzić żołnierzowi wspomnieniu tego dzieła miłosierdzia i mówili: „Zaniechaj, patrzmyż, czy przybędzie Eliasz, aby go wybawić” (Mt. 27, 49). W ich przekonaniu Eliasz, jako wybawca, postarałby się również o ugaszenie pragnienia człowieka, którego by ratował. Prawdopodobnie ten sam okrzyk powtórzył żołnierz odpowiadając tym, którzy odradzali mu jego postępek: „Poczekajcie, zobaczymy, czy przybędzie Eliasz, aby go zdjąć” (Mrk 15, 36), — jakby chciał powiedzieć, że należy pokrzepić skazańca w oczekiwaniu na przybycie Proroka Eliasza.

         Tajemnica napojenia octem zawiera w sobie głęboką myśl. Gorzkość napoju podanego Zbawicielowi oznacza gorzkość grzechu, który Zbawiciel świata przyjął na siebie. Grzech bowiem jest goryczą dla Boga, który się brzydzi grzechem, a zarazem jest goryczą i dla człowieka, który przezeń traci miłość i łaskę Stwórcy, a zasługuje na wieczną karę. Chrystus Pan z miłosierdzia swojego przyjął ocet, aby go przemienić w męce swojej w słodki napój, czyli wysłużyć nam drogocenny dar łaski Bożej, jaka nas z grzechów oczyści. Nadto Pan Jezus przez picie octu zadośćczynił za grzeszną rozkosz, jakiej się dopuścili pierwsi rodzice w raju spożywając owoc zakazany, — odpokutował również za tych wszystkich, którzy grzeszą niewstrzemięźliwością w jedzeniu i piciu.

         O jakże niewypowiedzianą była boleść Matki Najświętszej, która patrzyła na blade, umierające oblicze swego syna, słyszała jego prośbę o napój, a nie mogła przynieść mu i podać świeżej wody lub innego orzeźwiającego napoju, ani też ofiarować mu nic więcej prócz wielkiego współczucia i gotowości, prócz niezrównanej boleści i miłości.

 

* * *

 

         Gdy pragnienie fizyczne Pana Jezusa żołnierz częściowo zaspokoił, pragnienia duchowego nikt nie zagasił. Słowo „pragnę” pada nadal z ust Chrystusa, ale nie odbija się żywym echem w sercach ludzkich. Pragnie on i teraz, by do niego przyszły dusze niewinne i piękne, by piły ze zdroju ożywczego, by kielichy ich serc nie zwiędły, by były skąpane w krwi codziennej Mszy św. Pragnie on, by do niego przyszły Samarytanki, Zacheusze i Synowie marnotrawni, którzy piją grzech z głębokich studzien własnego upodlenia, nie słysząc i nie widząc tego, który pragnie ich napoić łaską uświęcającą i krwią własną. „Rozkoszą moją jest być z synami człowieczymi”, mówisz do mnie, Zbawicielu. Jakie to wielkie miłosierdzie Twoje, że pragniesz przebywać z nicością, dajesz mi siebie, przemieniasz mnie w siebie i czynisz mnie świętym. To jest bezmiar miłosierdzia Twego.