49. Zaćmienie słońca

„A od godziny szóstej całą ziemię zaległy

ciemności aż do godziny dziewiątej” (Mt. 27, 45).

 

         Niedługo po ukrzyżowaniu Pana Jezusa — około południa — zaczęło się niebo zaciemniać, a w końcu, jak podają ewangeliści, nastąpiło całkowite zaćmienie słońca. Trwało ono aż do trzeciej godziny po południu, (dziewiątej według rachuby ówczesnej), to jest do śmierci Zbawiciela. Na pewno nie było to zaćmienie normalne, spowodowane znalezieniem się księżyca na prostej linii między ziemią a słońcem, albowiem było to w czasie pełni księżyca, który we dnie między ziemią a słońcem być nie mógł. Nadto normalne zaćmienie nigdy nie trwa tak długo. Było to zjawisko cudowne, którego przyczyny w przyrodzie znaleźć nie możemy. Wspomina o nim wyzwoleniec Hadriana Flegon i Orygenes (Contra Celsum 11, 33).

 

  1. Jak przy narodzeniu Pana Jezusa niezwykłe wydarzenie na niebie pobudziło pasterzy i trzech mędrców z dalekiego Wschodu do udania się do Betlejem, tak — niewątpliwie — i trzygodzinne ciemności, towarzyszące jego agonii, musiały zwrócić uwagę ówczesnych mieszkańców Palestyny. Czy te ciemności były widziane gdzie indziej, nie wiemy. W każdym razie według ewangelistów było to zjawisko cudowne, towarzyszące śmierci Zbawiciela.

         Wobec pogrążonej w ciemnościach natury Pan Jezus gasł powoli w agonii, która trwała trzy godziny. Ciało z każdą chwilą traciło życie, krew z ran rąk, nóg i innych spowodowanych biczowaniem sączyła się coraz wolniej, głowa skłuta cierniem zwisała coraz niżej, żaden muskuł nie znajdował na krzyżu spoczynku i oparcia, wywołując w całym organizmie straszny ból, potęgujący się z potworną siłą. Ani chwili ulgi, ani na moment spoczynku! O tych strasznych przeżyciach Zbawiciela ewangeliści nie wspominają, zaciągając na ten czas zasłonę pełną największej czci i tajemnicy. W tym oceanie boleści dusza Pana Jezusa była spokojna, pogrążona w kontemplacji Ojca Niebieskiego, — a usta jego od czasu do czasu wypowiadały słowa modlitwy z Psalmu 21.

         Zaćmienie słońca ma zawsze w sobie coś przygnębiającego. Szczególne jednak przygnębienie musiało wywołać to, które nastąpiło tak nagle i trwało tak długo. Niewątpliwie przerażone zwierzęta błądziły dokoła szukając jakiegoś schronienia i wydając przeraźliwe głosy; ptaki w ogrodach i lasach zamilkły; a nawet ryby w rzekach, stawach i morzu ujawniały na swój sposób zaniepokojenie, jak to można było oglądać na jeziorze w r. 1914, gdy w okolicach Wilna było kilkuminutowe całkowite zaćmienie słońca. W Jerozolimie strach opanował wszystkich ludzi, którzy z trwogą patrzyli ku niebu, a przede wszystkim tych, którzy przed chwilą chlubili się ze zwycięstwa nad Nazarejczykiem i z niego drwili i szydzili. Teraz prawdopodobnie stanęli w osłupieniu, pełni trwogi i przerażenia. Być może w niejednym z widzów zabłysły wówczas promienie łaski Bożej, ale czy z niej skorzystał?… Wielu starało się usilnie ten przestrach w sobie stłumić i wytłumaczyć w sposób naturalny, jak to zwykle bywa u ludzi opornych i zatwardziałych.

 

  1. Zaćmienie słońca w czasie agonii było wyraźnym znakiem niewinności umierającego Pana Jezusa i Jego Boskiej godności. Wszak on był głową ludzkości, tym, „przez którego wszystko się stało, a bez którego nic się nie stało, co się stało”, (Jan 1, 3). Słusznie tedy sama natura zwiastowała jego śmierć całemu stworzeniu i to w takiej chwili, w której on dla jego ocalenia tak bardzo się upokorzył. Ojciec Niebieski już nieraz znakami z góry zaznaczył obecność swojego Syna na ziemi: przy narodzeniu przez gwiazdę i chóry duchów niebieskich, przy chrzcie w Jordanie przez gołębicę i głos z nieba, a teraz przy agonii przez trzygodzinne ciemności.

         W szczególności to zaćmienie słońca miało wielkie znaczenie dla Żydów. Oni wielokrotnie żądali znaku z nieba. „Wtedy odpowiedzieli mu niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów mówiąc: Nauczycielu, chcielibyśmy widzieć od ciebie znak jaki” (Mat. 12, 38). „A inni, kusząc, domagali się od niego znaku z nieba” (Łuk. 11, 16). Teraz otrzymują ten znak tak potężny i tak dużo mówiący. Ten znak uświadamiał im ich okrucieństwo i zbrodnię, zapowiadał kary straszne i nakłaniał do nawrócenia i pokuty. Był to znak nieskończonego miłosierdzia Bożego, które tą drogą usiłowało jeszcze ratować nieszczęśliwych. Atoli Żydzi w swym zaślepieniu i strasznej zatwardziałości nie skorzystali i z tego znaku.

         Te ciemności przepowiadali Prorocy: „Spojrzysz na ziemię, a oto ciemności ucisku, i światłość zaćmiła się we mgle jego” (Iz. 5, 30). „I będzie dnia onego, mówi Pan Bóg, zajdzie słońce w południe, i uczynię, że się zaćmi ziemia w dzień jasności” (Am. 8, 9). „I dam cuda na niebie i na ziemi… słońce obróci się w ciemność, a księżyc w krew” (Joel 2, 31). „Oblokę niebiosa ciemnościami, wór uczynię przykryciem ich” (Iz. 50, 3). Gdyby Żydzi te proroctwa zastosowali do chwili obecnej, zrozumieliby, iż spełnia się na nich owa przepowiednia Pańska. Ale ciemności wewnętrzne, zalegające ich dusze, były straszniejsze od tych zewnętrznych, jakie ich otaczały.

         „Jam jest światłość świata, mówił Pan Jezus, kto idzie za mną, nie chodzi w ciemnościach, ale będzie miał światłość żywota” (Jan 8, 12). Zbawiciel tedy jest duchowym światłem ziemi. Wypadało więc, by słońce — jako źródło światła materialnego ziemi — smuciło się przy śmierci jego: — by pokazało światu, jaka zmiana zachodzi w duszy człowieka, gdy się dopuszcza grzechu ciężkiego, przez który pozbawia się łaski uświęcającej — tego światła nadprzyrodzonego, oświecającego rozum nasz i wzmacniającego wolę. Wówczas duszę zalegają straszne ciemności.

 

* * *

 

         Najczarniejsza noc panuje w duszy odwróconej od Boga. Taka noc panowała w duszach arcykapłanów żydowskich, stojących na Golgocie pod krzyżem. Tak blisko byli Pana Jezusa — światłości świata — a duchowo tak dalecy i w takich pogrążeni ciemnościach wewnętrznych. Bliskość ołtarza nie zawsze idzie w parze z bliskością Boga w duszy. O słońce Boskiego miłosierdzia, oświecaj mnie i ogrzewaj na każdy dzień życia mego, by światłość łaski Twojej nigdy nie znikła z mej duszy! Zachowaj mnie od wszelkich dróg i spraw ciemności. A gdy nadejdzie chwila mojej agonii, bądź mi Sędzią miłosiernym i wprowadź do światłości wiekuistej!