42. Pan Jezus upada pod Krzyżem po raz trzeci

„I dźwigając krzyż dla siebie,

wyszedł na ono miejsce” (Jan 19, 17).

 

         Zdyszany i do cna wyczerpany, kroczy Pan Jezus wobec tłumu na wzgórze Kalwarii. Przybył na ziemię wśród nocnej ciszy; spotkali go tylko pasterze z polecenia Aniołów. Obecnie zaś hańbę swoją łączy z religijną i narodową uroczystością. Ongiś przyszedł o północy i skrył się w jaskini, teraz przychodzi w samo południe i ukazuje się na szczycie wzgórza. W Betlejem Aniołowie śpiewali „chwałę” nad jego żłóbkiem, a teraz, gdy opuszcza świat, wyje za nim rozwścieczona tłuszcza. Nie żądał od świata niczego, przyszedł, by go obdarować tylko — a przy odejściu przeprowadzają go tłumy wrogów. Wszakże nie słabość to, ale siła, — nie brak poczucia godności, lecz wielkość i wzniosłość. Dźwigając ciężkie brzemię idzie z wielką trudnością. Potyka się coraz częściej i pada znowu pod ciężarem krzyża — po raz trzeci.

 

  1. Było to już na wzgórzu, blisko miejsca ukrzyżowania. Żar południowego słońca budził niewymowne pragnienie, a boleść od korony cierniowej i ran na całym ciele od biczowania oraz uciążliwa droga skalista spowodowały zupełne wyczerpanie sił. Nadto gwar, wrzawa i przekleństwa nieprzyjaciół tak zwiększyły boleść wewnętrzną Pana Jezusa, że wyczerpany runął na kamienie po raz trzeci. Był to upadek ostatni, ale najcięższy i najboleśniejszy, powodujący obfity wylew krwi ze wszystkich ran. „Wylanym jest jako woda i rozsypały się wszystkie kości moje; stało się serce moje jako wosk topniejąc wpośród żywota mego. Wyschła jako skorupa siła moja, a język mól przysechł do podniebienia mego i doprowadziłeś mnie do prochu ziemi” (Ps. 21, 15 – 16).

         Dlaczego Pan Jezus wkłada tyle bólu w swą mękę? Bo pragnie żarem swego Serca rozpłomienić naszą miłość, bo chce we krwi własnej poślubić nasze dusze i zmusić je dotkliwego przywiązania się do niego, do zupełnego oddania mu naszej istoty i całego naszego życia. W tym celu w przededniu męki odsłania całą świętość duszy przy pożegnaniu z uczniami oraz w czasie agonii w Ogrójcu. — Znosi dlatego straszne poniżenie u Annasza i Kajfasza, dopuszcza wzgardę Heroda, biczowanie i ukoronowanie cierniem u Piłata i dlatego właśnie dźwiga ciężki krzyż, pod którym upada po raz trzeci. „Zranion jest za nieprawości nasze, start jest za złości nasze” (Iz. 53, 5). O przedziwna i straszna tajemnico upadku Pana Jezusa pod krzyżem po raz trzeci! „Patrząc na ciebie, Jezu, upadającego pod ciężarem krzyża trzykrotnie, zaczynam rozumieć, jak wielką obrazą Boga jest powrót do grzechów już uprzednio zgładzonych” woła św. Katarzyna Genueńska.

 

  1. Ojcowie Kościoła właśnie nauczają, że powrót do grzechów i zatwardziałość w nich były przyczyną trzeciego upadku Zbawiciela. Powrót do grzechu jest wielką lekkomyślnością i karygodnym zuchwalstwem: w ten sposób grzesznik niszczy całe dzieło swej pokuty, obala swe nawrócenie i postępuje jak marnotrawca, co całotygodniowy zarobek przepija lub przegrywa w karty. Tyle pracy włożył w swą poprawę, stoczył z sobą ciężką walkę nim się zdobył na krok stanowczy. Aż nagle przez nowy grzech okrada sam siebie ze zbawiennych owoców pokuty, traci łaskę i staje się znowu niewolnikiem czarta.

         Uprzednio człowiek mógł grzeszyć z powodu zawinionej niewiedzy, nieostrożności lub lekkomyślności, ale przy powrocie do grzechu już nie może się wymówić przyczynami tymi. Teraz już grzeszy świadomie i zupełnie dobrowolnie, czuje całą swą nędzę moralną i bez skrupułów w niej się zanurza. Ileż to Bóg dokonał nim uwolnił grzesznika od nieznośnego ciężaru! Ile okazał miłosierdzia swego, którym teraz grzesznik pogardza i które depcze! „Któż się zmiłuje nad tobą, Jeruzalem, woła Prorok — albo kto się o ciebie zafrasuje? albo kto pójdzie prosić o twój pokój? Tyś mię opuściło, mówi Pan, poszłoś wstecz; i wyciągnę rękę moją na ciebie i zabiję cię: upracowałem się prosząc” (Jer 15, 5 – 6) Bóg tedy grozi odrzuceniem i zgubą wieczną tym, którzy lekkomyślnie wracają do grzechów swoich.

         Jeszcze gorszą jest zatwardziałość w grzechach, jakiej się dopuszczają ci, którzy świadomie sprzeciwiają się działaniu łaski i pokutę odkładają aż do śmierci. Nie skłaniają ich do nawrócenia ani kary Boże, ani upomnienia, ani inne dowody Miłosierdzia Bożego. Zatwardziały był faraon, którego nie skruszyły ani cuda Mojżesza, ani kary. Natrząsał się i urągał ze wszystkiego aż wreszcie zginął w nurtach Morza Czerwonego. Zatwardziały był Saul, który mimo upomnienia i przestrogi Samuela trwał w swej złości aż wreszcie kazał siebie zabić. Zatwardziały był Judasz, którego nie doprowadziły do opamiętania najwyższe dowody miłosierdzia Bożego; staje się powoli złodziejem, świętokradcą i samobójcą. Zatwardziali są niedowiarkowie i błędnowiercy, którzy nie zważają na sądy Boże i pozostają w nienawiści do Kościoła. Zatwardziali są rzekomi wierzący, którzy nie uczęszczają do sakramentów, nie słuchają w niedziele i święta Mszy św. ani słowa Bożego, nie wynagradzają krzywd wyrządzonych i odkładają pokutę.

         Jakże są nieszczęśliwi tacy ludzie! Jak bolał nad nimi Zbawiciel, gdy płakał nad zatwardziałością Jerozolimy, przepowiadając straszną karę: „Gdybyś ty poznało i właśnie w ten dzień twój to, co jest ku pokojowi twemu… Albowiem przyjdą na ciebie dni i otoczą cię nieprzyjaciele twoi wałem, i oblegną cię i ścisną cię zewsząd i na ziemię powalą ciebie i dzieci twe, które w tobie są i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu dlatego, żeś nie poznało czasu nawiedzenia twego” (Łuk. 19, 42 – 44). A teraz przy trzecim upadku swoim Pan Jezus leży w prochu i blaga Ojca Niebieskiego o miłosierdzie dla zatwardziałych grzeszników, by wyjednać im łaskę skuteczną do szczerego i trwałego nawrócenia. Rany, ciernie, bicze i krzyż ciężki — oto wymowne znaki strasznych cierpień Pana Jezu za grzeszników zatwardziałych, ale trzeci upadek jego pot krzyżem zjednywa im łaski potrzebne do ocalenia.

 

* * *

 

         Za mnie cierpi Jezus i za mnie upada pod krzyżem! Gdzie byłbym dziś bez tych cierpień Zbawiciela? W grzechu się urodziłem, a jeśli mowa o prawie, to nie mam większego prawa do łaski od ludożercy. Z otchłani piekielnej wyrywa nas tylko Zbawiciel. Gdyby się nie ulitował nad nami, bylibyśmy jako Sodoma i stalibyśmy się podobni Gomorze (Iz. 1, 9). Dlatego wszystko, co dziś mamy i czym jesteśmy w znaczeniu nadprzyrodzonym, zawdzięczamy tylko męce Pana Jezusa. Nawet niesienie naszego krzyża nic nie znaczy bez łaski. Dopiero męka Zbawiciela czyni skruchę naszą zasługującą, a pokutę skuteczną. Dopiero miłosierdzie jego, ujawnione w potrójnym upadku, jest rekojmią mojego zbawienia.