34. Pan Jezus bierze Krzyż na swe ramiona

„Oblekli (Jezusa) w szaty jego i wyprowadzili,

aby go ukrzyżować” (Mat. 27, 31).

 

         Według zwyczaju wschodniego wyrok na skazanym wykonano natychmiast. Toteż po słowach Piłata: „Liktorze, przygotuj krzyż!” żołnierze zdjęli z Pana Jezusa szkarłatną płachtę i przyodziali Go w jego własną szatę; przyniesiono zawczasu przygotowany krzyż, który Zbawiciel wziął na ramiona. Skazańców bowiem tracono w tym samym dniu publicznie. Dla większego wstydu i boleści skazańcy sami musieli wlec krzyże na miejsce stracenia. Nie zrobiono wyjątku i dla Pana Jezusa, a obchodzono się z nim jak ze zwykłym zbrodniarzem. Zastanówmy się nieco nad tą, tak bolesną dla nas tajemnicą.

 

  1. Za czasów Pana Jezusa zwyczaj krzyżowania rozpowszechniony był w Palestynie od Pompejusza W. (63 r. a. Chr.), który po zdobyciu Jerozolimy nadał krajowi nową strukturę polityczną. Ten rodzaj kary był znany w okolicach Morza Śródziemnego od kilku wieków, a rozpowszechnili go Fenicjanie. Posługiwano się krzyżami trzech kształtów: krzyżem o czterech ramionach, o trzech ramionach i krzyżem ukośnym (św. Andrzeja). Dla Pana Jezusa prawdopodobnie został przygotowany krzyż o czterech ramionach. Krzyż taki składał się z dwóch pali — pionowego i poziomego. W połowie pala pionowego wystawał sęk lub kołek, na którym opierał się ukrzyżowany. Miejsce do ukrzyżowania wybierano bardziej uczęszczane, gdyż kara ta miała służyć jako odstraszający przykład dla innych ludzi.

         Pan Jezus tęsknił do krzyża, jak to widać z jego licznych wyrażeń: „Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie” (Mat. 16, 24); — mówił o krzyżu: „A jako Mojżesz podwyższył węża na pustyni, tak musi być podwyższony Syn Człowieczy” (Jan 3, 14), a nawet na górze Tabor w czasie Przemienienia rozmawiał o nim z Mojżeszem i Eliaszem. Krzyż tedy był — rzec można — ustawicznym przedmiotem jego myśli, był jego herbem i sztandarem. Toteż ujrzawszy krzyż, Zbawiciel uradował się, pocałował go i przycisnął do Serca swego. W nim bowiem widział spełnienie się wszystkich proroctw, tyczących się jego Osoby, wszystkich obietnic w sprawie zbawienia ludzkości. Ujrzał w nim godło miłosierdzia Bożego, w którym każdy zaufać może.

         Krzyż ten miał być ołtarzem całopalenia, na którym Syn Boży złoży Ojcu Niebieskiemu ofiarę całopalenia, — ofiarę uwielbienia, przebłagania, dziękczynienia i prośby. Nie dziw tedy, że Zbawiciel, mimo oczekujących go na krzyżu cierpień, nie wzdrygał się teraz przed jego przyjęciem, lecz z radością ujął to drzewo święte jako znak woli Ojca i łaski dla nas. Chciał również pouczyć nas swym przykładem, iż mamy pragnąć krzyża jako najskuteczniejszego środka zbawienia i jako najpewniejszej zasługi na żywot wieczny. Nasze krzyże są tylko odłamkiem krzyża Zbawiciela, tylko słabym odbiciem cierpień, które on podjął za nas z nieskończonego miłosierdzia swojego. Był świadom tego, że nie Judasz, Piłat ani Kajfasz przygotowali mu to drzewo, bo ci byli tylko narzędziem wielkiego planu Bożego, któremu Pan Jezus poddaje się pokornie. Toteż z miłością przyjmuje ten krzyż, oblewa go krwią, potem i łzami, zdobi pięciu różami ran swoich i zasługami bohaterskiej swej duszy. Wiedział, że odtąd krzyż stanie się drzewem rajskim żywota, kluczem do Królestwa Bożego, tronem i berłem królewskim, mieczem i lemieszem sług jego, streszczeniem całej jego nauki.

 

  1. Patrząc na Pana Jezusa oczami wiary, z radością krzyż swój przyjmującego, zdaje się, że widzimy Mojżesza, który, uderzając laską drewnianą po wodzie, otwiera ścieżkę do swobodnego przejścia Żydom przez Morze Czerwone na górę Synaj. Tak nam Zbawiciel drzewem krzyża wskazuje drogę do przejścia przez morze tego świata grzesznego do obiecanej krainy, do szczęścia w królestwie Bożym. W chwili tej patrząc na Pana Jezusa oczami wiary, zdaje się, że widzimy Samsona, wstrząsającego słup w gmachu królewskim Filistynów, który runął pod siłą wstrząsu, grzebiąc wszystkich biesiadujących. Tak Chrystus wstrząśnie swym krzyżem królestwo szatana na świecie, by na jego ruinach wznieść niebotyczny gmach swego Kościoła. Zdaje się, że widzimy Dawida, który z drewnianą procą uderza na Goliata, by go zwyciężyć, obalić i odebrać mu łupy. Tak Zbawiciel swym krzyżem zwycięży Goliata piekła, obali go i skrępuje, odbierając mu odkupione krwią własną dusze.

         Ale nadto w Panu Jezusie, przyjmującym krzyż na barki swoje, widzimy Króla i Pana ponad wszystkimi panami, który rozproszy ciemności ducha, oświeci nas swoją wiarą, uświęci nas swoją łaską i pociągnie wszystkich ku sobie, szczególnie tych, którzy za przykładem Mistrza dzielnie i mężnie dźwigają krzyże w swym życiu. A któż z nas nie dźwiga krzyża? Całe nasze życie jest pełne cierpień i nędzy: choroby i smutki, ubóstwo i wzgarda, niepowodzenie i zapomnienie, wojny i głód, klęski, pokusy i wreszcie śmierć — oto nasze codzienne krzyże, a szczególnie w dobie obecnej. Musimy dźwigać te krzyże czy chcemy, czy nie chcemy. Ale zamiast dźwigać z narzekaniem, przyjmijmy je jak nasz Zbawiciel z radością, patrzmy na nie jako na środek do odpokutowania za grzechy nasze, do zadośćuczynienia za grzechy dusz w czyśćcu cierpiących, do nawrócenia grzeszników.

         Przez krzyże życia naszego stajemy się towarzyszami Chrystusa, podobnymi do niego w cierpieniach. A święty Paweł powiada, że tylko ci będą usprawiedliwieni, „których przewidział i przeznaczył, aby się stali na podobieństwo Syna Jego” (Rzym 8, 29). Tylko wówczas będziemy szczęśliwi, ciesząc się wieczną radością w niebie, według słów świętego Pawła: „jeśliśmy (z Chrystusem) współumarli, razem też żyć będziemy, jeśli (z nim) wytrwamy, razem z nim też królować będziemy” (II Tym. 2, 11 – 12). Dźwigajmy więc swój krzyż cierpliwie i mężnie, z poddaniem się woli Bożej i z ufnością bezgraniczną w nieskończone miłosierdzie Boże. Krzyże te trzeba nieść, a nie ciągnąć i trzeba z tych krzyży należycie korzystać, jak zachęca Apostoł Narodów: „Proszę was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała wasze na ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, na duchową służbę waszą” (Rzym. 12, 1).

 

* * *

 

         Milknę z przerażenia, gdy słyszę w duchu, jak Piłat mówi: „Liktorze, przygotuj krzyż!” Więc Pan Jezus pójdzie na śmierć! pójdzie z miłosierdzia ku mnie! O, Jezu, miłosierdzia! Daj, bym mógł skorzystać z krzyża, który tak radośnie przyjmujesz dla mnie i za mnie! Daj mi ponieść śmierć według upodobania Twego. Ale odwróć sprawiedliwy wyrok śmierci wiecznej za liczne grzechy i niewierności moje. Spójrz na mnie okiem nieskończonego miłosierdzia Twego, bym Cię miłował miłością nigdy nieustającą w tym życiu i w wieczności! Przyjmij na zadośćuczynienie za grzechy moje i całego świata, to najgorętsze pragnienie moje, bym mógł niegodną krwią własną okazać miłość ku Tobie!