31. Druga rozprawa u Piłata

(Ukoronowanie cierniem Pana Jezusa)

 

„A żołnierze, uplótłszy koronę z ciernia,

włożyli na głowę jego” (Jan 19, 2).

 

         „Po ubiczowaniu „żołnierze wprowadzili Pana Jezusa do przedsionka pretorium i zwołali całą kohortę” (Mk. 15, 16). Tam Zbawiciel miał oczekiwać ostatecznego wyroku. Tego czasu użyli żołnierze do naigrawania się z Boskiego Mistrza: narzucili na niego czerwoną chlamidę, jakiej triumfator używał po odniesionym zwycięstwie, między związane w przegubach ręce wetknęli trzcinę, która miała imitować władcze berło królewskie, oraz włożyli na głowę Jego, uplecioną z cierni koronę, na wzór koron królewskich. Następnie przyklękali przed nim, wstawali, pluli w oblicze, wyrywali trzcinę ze związanych rąk i uderzali po cierniowej koronie, wołając przy tym: „Witajże, królu żydowski!” (Mat. 27, 27 – 30; Jan 19, 2 – 3). Zastanówmy się nad tą tajemnicą.

 

  1. Rozdzierający dramat biczowania i koronowania cierniem, ewangeliści podają bardzo spokojnie. Ton taki wprawia nas nawet w zdziwienie, mimo że zachowują oni neutralne stanowisko historyków. Nie ma tu wylewu serca, bolejącego na widok tak strasznych cierpień; nie ma krzyku oburzenia lub gniewu na oprawców, a tylko przekazują przyszłym pokoleniom, co widzieli na własne oczy lub słyszeli z ust naocznych świadków. Na przykład scenę koronowania cierniem najobszerniej podaje Mateusz w takich słowach: „Wówczas żołnierze namiestnika zabrali Jezusa do pretorium i zwołali do niego całą kohortę. A zdjąwszy szaty jego, włożyli nań płaszcz szkarłatny i uplótłszy koronę z ciernia, włożyli na głowę jego, a trzcinę w prawicę jego. I zginając przed nim kolana, naigrawali się z niego, mówiąc: Bądź pozdrowiony, królu żydowski! I plwając nań, brali trzcinę i bili go po głowie. A gdy mieli dość naigrawań, zdjęli zeń płaszcz i oblekli go w szaty jego” (Mat. 27, 27 – 31). Toteż opowiadania ewangelistów należy rozszerzyć.

         Koronowanie cierniem i naigrawanie z Pana Jezusa było wielkim bezprawiem, albowiem według prawa rzymskiego oskarżony był rzeczą świętą — res sacra — i należało go bronić przed wszelką zniewagą. Tymczasem z własnej inicjatywy (a może za cichym zezwoleniem prokuratora) żołnierze pozwolili sobie na takie straszne wykroczenie, prawdopodobnie dlatego, że Chrystus miał być skazany na śmierć. Wobec zaś takich wykreślonych już z księgi żyjących, dopuszczalne były obelgi, kpiny, brutalność i nieludzkie traktowanie. Żarty po koszarach i strażnicach żołnierskich zwykle bywają grube i brutalne, ale w tym wypadku były szczególnie nieludzkie, albowiem chodziło o znieważanie człowieka, który mienił się być królem znienawidzonych Żydów.

         Pan Jezus tedy był całkowicie zdany na zbrodnicze pomysły przyzwyczajonych do rozlewu krwi żołnierzy, gardzących obcymi narodowościami, i czego jeden nie pomyślał, drugi poddawał już jako nowy gotowy projekt. Podniecała ich jeszcze i ta okoliczność, że Zbawiciel był ich kontrastem; cichy, wstydliwy, skromny, łagodny i słodki, mąż szlachetnego pochodzenia, o delikatnej budowie ciała, o niezwykłej wrażliwości. I ten właśnie mąż miał zamiar zostać królem Żydów, a Rzymian, władców świata, wypędzić. Nuż tedy trzeba odzwyczaić go od tych marzeń i za każdą cenę wybić mu z głowy takie zuchwałe plany. Jakże to wszystko musiało zwiększać cierpienia ubiczowanego przed chwilą Pana Jezusa.

 

  1. Siedzi tedy Zbawiciel na złamanej kolumnie (której resztki można po dziś dzień oglądać w kościele Grobu w Jerozolimie), schylony, znużony, prawdziwy obraz boleści. Piękne czoło zakryte i przytłoczone nieforemną koroną z cierni. Włosy w nieładzie splotły się i zmieszały z cierniowym wieńcem. Krew ciecze ze wszystkich stron głowy, płynie małymi strumieniami po skroniach i karku, zasłania oczy, farbuje barki i piersi oraz zlepia pasma włosów. Ciernie wpijają się głęboko w skronie i coraz głębiej wciskają się pod wpływem uderzeń żołdaków, sprawiając nieznośny ból, który przeszywa duszę i ciało.

         Gdy patrzymy w duchu na tak siedzącego Jezusa, przychodzą na myśl słowa Proroka: „Nie ma krasy ani piękności; i widzieliśmy go, a nie było na co spojrzeć, i pożądaliśmy go; wzgardzonego i najpodlejszego z mężów, męża boleści i znającego niemoc, a jakoby zasłoniona twarz jego i wzgardzona; stąd i za nic go mieliśmy” (Iz. 53, 2 – 3). Siedzi więc Zbawiciel obrzucony obelgami, przepełniony bólem, jako igraszka nędznej roty rzymskich żołdaków, którzy są jego stworzeniem. Siedzi Mesjasz, oczekiwany przez tyle wieków, a teraz przez własny naród ukoronowany wieńcem, złożonym ze wzgardy i cierpień, a przez przedstawicieli ludu skazany na śmierć haniebną.

         W ukoronowaniu cierniem trzeba widzieć tajemnicę wydrwienia Królestwa Chrystusowego przez świat i panujące na rody. Ale korona cierniowa Pana Jezusa stanie się wieńcem chwały i wspaniałości Jego; — nędzna trzcina — będzie symbolem triumfalnego zwycięstwa, gdy z biegiem lat padną trony i królestwa ziemskie, a Oblubienica Chrystusa — Kościół Święty obejmie całą kulę ziemską. Zuchwali żołdacy ustąpią, a w ich miejscu królowie będą się prześcigać w składaniu hołdu uwielbienia poniewieranemu dziś Zbawicielowi.

         W męce ukoronowania cierniem Pan Jezus jest ofiarą za nasze grzechy pychy. Jest On ofiarą niesprawiedliwą za pogoń i szukanie czci i potęgi, za obmowy, oszczerstwa i w ogóle za niesprawiedliwe naruszenie i umniejszenie cudzej czci i cudzego poważania. Jest On ofiarą za niecierpliwość wśród naigrawań i wzgardy, okazywanej przez ludzi; — za buntowanie się przeciwko prawomocnej władzy, a zwłaszcza przeciw władzy kościelnej. Chciał nadto Zbawiciel pouczyć, jaką boleść wyrządza niesprawiedliwe szyderstwo i jak mamy zachować się wśród takich szyderstw. Naigrawanie i szyderstwa są cierniami, które często bardzo dotkliwie odczuwamy. Cierniowa korona Pana Jezusa wyobraża przekleństwo grzechów całego świata, które ciążą na nim.

 

* * *

 

         I ja popełniłem mnóstwo grzechów, których świat nie zna. Gdyby je znał, zacząłby słusznie mną pogardzać. Niejedno ukrywa się w mym wnętrzu, co nie przynosi mi zaszczytu. Jednoczę się tedy z cierpiącym Zbawicielem i składam mu podziękowanie, że za mnie znosi hańbę. Szczególnie wtedy pragnę się z Tobą, Panie, złączyć, kiedy mię spotka upokorzenie niezasłużone. Gdy kolce zbyt boleśnie ranić będą głowę moją, złożę ją w ręce Twoje, Zbawicielu, pamiętając, że na kim ciąży grzech, ten znosić winien wszelką wzgardę, wszelkie poniżenie i zapomnienie, będę dziękował Bogu, że pozwala mi odpokutować za grzechy w tym życiu. Wówczas usłyszę głos Twój: „Synu, podnieś czoło, nie wstydź się, ja więcej wycierpiałem za ciebie w pretorium Piłata”.