21. Pan Jezus w więzieniu u Kajfasza

„A żołnierze pilnujący go, bijąc,

naigrawali się z niego” (Łuk. 22, 63).

 

Pan Jezus oczekując rannego zebrania się Sanhedrynu, przebył w podziemnym lochu od godziny trzeciej do piątej. Był on bardzo wyczerpany i znużony z powodu wstrząsających przejść całej nocy: cierpienia w Ogrójcu, zniewagi przy uwięzieniu i przeprowadzeniu do miasta, przesłuchania u Annasza i Kajfasza — wszystko to musiało go bardzo dręczyć. Nie dano mu spokoju i w więzieniu, gdzie był wystawiony na ustawiczne drwiny i zniewagi, nad którymi teraz pokrótce się zastanówmy.

 

  1. Przez parę godzin przecierpiał Pan Jezus w więzieniu tak nieludzką poniewierkę i katusze, że samo ich wspomnienie przejmuje zgrozą. Żołnierze strzegący Zbawiciela i słudzy arcykapłana, podszczuwani wściekłą nienawiścią faryzeuszów i rozpaleni trunkami, dopuszczali się najordynarniejszych zniewag i okrucieństw. „Żołnierze pilnujący go naigrawali się z niego. I zasłoniwszy go, policzkowali i pytali się go mówiąc: Prorokuj, kto cię uderzył. I wiele innych bluźnierstw mówili przeciw niemu” (Łuk. 22, 63 – 65). Spełniło się wtedy proroctwo Izajasza: „Ciało dałem bijącym, a policzki moje szczypiącym; twarzy mojej nie odwróciłem od łajających i plujących na mnie” (Iz. 50, 6).

         W Ogrójcu Pana Jezusa pocieszał Anioł, miał tam również drogich uczniów swoich, a w więzieniu nie było nikogo z bliskich — pozostawał sam jeden wśród rozwścieczonych zbirów. Ci nikczemnicy przywiązali go żelaznym łańcuchem do niskiego słupa tak, że Zbawiciel nie mógł ani się wyprostować, ani oprzeć, ani poruszyć, nie mówiąc już o możliwości siedzenia. Tak związanego bili kijami i kułakami, targali za włosy, kopali nogami, pluli w twarz i policzkowali, zasłaniali mu płachtą oczy i uderzając w policzek pytali, kto Go uderzył?

         Ciężkość tych zniewag płynie z okoliczności, w jakich się wówczas znajdował Zbawiciel. Obchodzenie się takie z każdym bezbronnym i zmęczonym człowiekiem byłoby wielką brutalnością i krzyczącą niesprawiedliwością. Tu zaś widzimy najniewinniejszego, który przez całe życie świadczył wszystkim tylko samo miłosierdzie, nauczając, uzdrawiając chorych, wskrzeszając umarłych. Oskarżony zawsze miał prawo publicznie bronić się, a władza winna była z urzędu postawić mu obrońcę i ochronić oskarżonego przed każdym samowolnym i niesprawiedliwym postępkiem dozorców. Tu zaś wszystko rozgrywa się nie tylko pod okiem władzy, ale nawet z jej inicjatywy.

         Ciężkość winy znieważających występuje jeszcze bardziej, jeżeli zważymy, kim był znieważony. Według prawa Mojżeszowego nawet stopnie świątyni nie mogły być znieważone śliną przy spluwaniu, a i my powstrzymujemy się od plucia w obecności osób zacnych. Obecnie zaś twarz Boga – Człowieka obrano sobie za cel takiego grubiańskiego postępowania. Stoi on teraz pochylony i nieruchomy i dopuszcza na siebie tę gorzką powódź zniewag i zelżywości dlatego, że wziął na siebie brzemię grzechów naszych.

 

  1. Przypatrzmy się teraz głębokiemu znaczeniu tej tajemnicy, a odkryjemy w niej bezmierne skarby nieskończonego miłosierdzia Bożego. Chrystus Pan w więzieniu Kajfasza uczynił z siebie dobrowolną i bardzo upokarzającą ofiarę, aby nas wyzwolić od niewoli namiętności naszych i grzesznej pychy. Człowiek oddany grzechowi nie rozumie wolności wewnętrznej, „którą to wolnością Chrystus nas obdarował” (Gal. 4, 31). Jego wolność polega tylko na wyłamaniu się spod przykazań Bożych, na nieograniczonej swawoli czynienia tego, co się jemu podoba. Do takiego grzesznika Bóg mówi ustami proroka: „Od wieku złamałeś jarzmo moje, rozerwałeś więzy moje i mówiłeś: nie będę służył” (Jer. 2, 20). Taka wolność jest właściwie niewolą w więzieniu Kajfasza.

         Przez nieskończone zasługi uwięzienia swego chciał nas Zbawiciel uchronić od okropności wiecznego więzienia piekielnego. Kara w piekle jest podwójna — utrata Boga i kara zmysłów. Kara utraty Boga stanowi istotę potępienia i nieszczęścia wiecznego; ale straszna jest i kara zmysłów, nazwana tak nie dlatego, że dotyczy zmysłów, jakich dusza nie posiada, ale że sprawia cierpienia podobne jak elementy materialne, np. jakie ogień sprawia ciału. W każdym razie, według Pisma Świętego w piekle sroży się przekleństwo, płacz i zgrzytanie zębów, straszne udręczenie i rozpacz oraz wzajemne pastwienie się i znęcanie. Wszystko to było jakby w zarysie w owym więzieniu Zbawiciela. Według zdania niektórych świętych były tam męki najstraszniejsze ze wszystkich, jakie Pan Jezus przecierpiał.

         Szczególnie dotkliwą była męka naigrawania się z prorockiej godności Pana Jezusa. Żołnierze nie czynili tego z własnego pomysłu, ale podjudzali ich do tego kapłani i faryzeusze, aby Zbawiciel przez nich wyśmiany i sponiewierany stracił u ludu sławę Mistrza i Proroka. Przyjmując to naigrawanie z proroczej godności swojej, Pan Jezus czynił pokutę za wszystkie kłamstwa, fałsze i obłudy, jakimi faryzeusze skazili czystość Zakonu, — za sprośne zabobony pogan, oddających cześć szatanowi, — za szatański opór i złość kacerzy, którzy się sprzeciwiają objawionej prawdzie, — za faryzejską pychę filozofów bezbożnych i fałszywych proroków, — oraz za wszystkich, którzy kłamią i rzucają oszczerstwa na swoich bliźnich. „Biada wam, którzy nazywacie złe dobrem, a dobre złem; zamieniacie ciemność na światłość, a światłość za ciemność; zamieniacie gorzkie na słodkie, a słodkie na gorzkie” (Iz. 5, 20). To „biada” Zbawiciel przyjął na siebie.

 

* * *

 

         Wszyscy przyczyniamy się do zniewagi Zbawiciela w jego ciele mistycznym, ilekroć obrzucamy Go brudem swych namiętności. Każdy grzech zawiera w sobie spotwarzenie obrazu i podobieństwa Bożego w człowieku. Chciałbym wynagrodzić Panu Jezusowi krzywdy Mu zadawane, przebłagać Go i sprawić Mu radość. Dlatego wołam ze świętym Pawłem: „Niech na imię Jezus zgina się wszelkie kolano mieszkańców niebios, ziemi i podziemia” — niech każdy język głosi Jego chwałę! Na widok męki Jezusa pragnienie św. Pawła urosło w namiętne pożądanie, a słowa jego — w burzę. Chciał światu zaślepionemu nadać inny kierunek i oddać cześć zhańbionemu Zbawicielowi. —Wszędzie chcę pamiętać na obecność Bożą, pragnę, aby duszę moją przenikało poczucie Jego bliskości, bliskości Tego, który za mnie cierpiał w więzieniu Kaifasza. Przez te cierpienia przykuj mnie, Panie, do siebie więzami świętej miłości, aby żadna rzecz na świecie nie zdołała mnie odłączyć od Ciebie!