16. Cierpienia w Ogrójcu

(Uwięzienie Pana Jezusa)

 

„Kohorta tedy i słudzy żydowscy

pojmali Jezusa i związali go” (Jan 18, 12).

 

         Po uzdrowieniu Malchusa Pan Jezus zwrócił się do tłumu, wśród którego znajdowali się najwyżsi kapłani, zarządzający świątynią i starsi ludu: „Wyszliście z mieczami i kijami jak na złoczyńcę. Gdym codziennie przebywał z wami w świątyni, nie podnieśliście na mnie rąk. Ale to wasza godzina i moc ciemności” (Ł. 22, 52 – 53) Wówczas „kohorta i słudzy żydowscy pojmali Jezusa i związali go”. Apostołowie zaś z powodu rozespania, a potem oburzenia nie mogli na razie pojąć co się dzieje. Dopiero teraz pod wpływem smutnej rzeczywistości, widząc upokorzenie Mistrza, zupełnie zdezorientowani, wszyscy, bez wyjątku, rzucili się do ucieczki. Pozostał tylko jakiś młodzieniec (ponoć Marek Ewangelista), który prawdopodobnie był synem czy krewnym właściciela ogrodu i miał w domu ogrodnika (a może w tłoczni) swoje posłanie, gdzie miał zwyczaj czasami nocować. Ten chłopiec został zbudzony ze snu krzykami straży i Apostołów, więc wyszedł owinięty tylko w prześcieradło, by zobaczyć, co się dzieje. Widząc ucieczkę Apostołów i związanego Pana Jezusa, dla którego żywił miłość, a wiedziony również chłopięcą ciekawością, chciał iść za zbrojnym orszakiem. „A młodzieniec pewien szedł za nim, odziany tylko w prześcieradło. I pojmali go. Lecz on, porzuciwszy prześcieradło, nagi uciekł od nich” (Mrk 14, 51 – 52).

 

  1. Smutny widok roztacza się przed oczyma w Ogrójcu: miły i cichy ogród, uświęcony modlitwą Pana Jezusa, w jednej chwili zamienia się w dzikie zbiorowisko oprawców, którzy napadają na niewinnego człowieka. Na uwagę zasługuje obecność części załogi rzymskiej, uzbrojonej przeciwko jedenastu Apostołom zamierzających nawet się bronić. Pora napadu również dostatecznie znamionuje charakter napadających. Wybrali ciemną noc, jak powiada Pismo Św.: „Ludzie umiłowali bardziej ciemności, niż światłość, bo były złe ich uczynki” (Jan 3, 19). Synowie ciemności rzucają się na Światłość prawdziwą, a choć nieśli latarnie i pochodnie, nie wyszli z nocy niedowiarstwa swego, bo nie poznali sprawcy światłości (Leon W.). Targnęli się na Tego, który chciał dać się pojmać, uprowadzili Tego, który sam dał się związać.

         Prawdopodobnie związanie Pana Jezusa nie obeszło się bez brutalnych żartów, szyderstw i uderzeń, które Pan Jezus znosił cierpliwie. Związali mu tedy ręce w tył i prowadzili, trzymając za końce powroza, popychając go i klnąc przy potknięciach się o kamienie i inne nierówności drogi. Zbawiciel już teraz złożył ofiarę ze swej wolności, ze czci i należnego Mu szacunku: stał się przedmiotem srogości swoich wrogów, a przede wszystkim przedmiotem złości naszych grzechów. Idzie jako baranek na rzeź prowadzony — cichy, milczący, pokorny, spoglądając miłosiernie na swych oprawców, a w duchu — na nas wszystkich. Odczuwa wielką boleść, niezwykłe upokorzenie i opuszczenie przez wszystkich dotychczasowych przyjaciół: — idzie w otoczeniu najpodlejszych ludzi, pałających wściekłą nienawiścią; — idzie związany jak zwierz i jak złoczyńca, którym targano, któremu urągano i bluźniono. Gdzież są ci, co go chwalili, co go królem swym mieć chcieli?! Gdzież są najmilsi uczniowie, gdzie są chorzy uzdrowieni i umarli wskrzeszeni?! Nie widać tu z nich nikogo…

 

  1. Pojmanie Pana Jezusa jest majestatycznym wstępem do męki Boga – Człowiek. Już tu ujawniają się w nim doskonałości Boże. Przede wszystkim jego wszechwiedza. Wiedział on, że Judasz wybrał właśnie to miejsce i tę godzinę, widział w duchu zbliżające się roty na czele z Judaszem, wiedział o wszystkim, co miało nastąpić (Jan 18, 2 – 4). Podobnie wspaniale ujawnia się jego potęga Boska. On nie potrzebuje żadnego obrońcy; wystarczyłoby mu jedno skinienie, by w Jego obronie stanęły hufce Aniołów, — jedno tchnienie, by poskromić zuchwalstwo zbirów i obalić ich wszystkich na ziemię. Ale najbardziej przy pojmaniu Pana Jezusa uderza nas nieskończone miłosierdzie Boże. Jak się lituje nad Malchusem, gdy ten został zraniony przez Piotra! Jak się troszczy o Apostołów, by oni wyszli cało i nie zostali uwięzieni! A szczególnie jak wielką litość okazuje względem Judasza, którego w ostatniej chwili pragnie ratować i nakłonić do pokuty. Ujawnia się prawdziwy Król Miłosierdzia!

         Kościół — jako Oblubienica Pana Jezusa — jest wiernym obrazem Jezusa pojmanego i podobnie zachowuje się ustawicznie wobec świata, który go wciąż prześladuje, wyśmiewa, pozbawia wolności lub ją ogranicza. Proste i szczere zamiary Kościoła są zawsze te same wobec chytrości, przewrotności, podłości i przemocy świata. Kościół nie chwyta za miecz, bo jego potęga spoczywa w woli Bożej, w ponoszeniu cierpień, w modlitwie za tych, którzy go prześladują. Chociaż skrępowany i związany, błogosławi swym oprawcom i czyni dobrze tym, którzy go szkalują i w różny sposób mu szkodzą. Więzy, zniesione dla Chrystusa, są najpiękniejszą ozdobą jego dzieci. Krew wylana za prawdę jest dla niego nasieniem — nasieniem chrześcijaństwa. A więzienia, przepełnione wiernymi, są zadatkiem ostatecznego zwycięstwa.

         Pan Jezus pozwolił nałożyć na ręce swoje pęta, by potargać pęta grzechów naszych, — pozwolił nałożyć hańbiące więzy, by wysłużyć męczennikom łaskę mężnego wytrwania w kajdanach, przyjął na siebie twarde okowy, by nas związać pętami miłości, jak to przepowiedział Prorok: „Tchnienie ust naszych — Chrystus Pan — pojman jest dla grzechów naszych, on, któremuśmy mówili: w cieniu Twoim żyć będzie między narodami” (Treny 4, 20). Pan Jezus dopuścił to, aby spełniło się wszystko, co przepowiedzieli prorocy: „Ale wszystko to się stało, aby się wypełniły pisma proroków” (Mat. 26, 56).

 

* * *

 

         Przez te pęta i więzy oraz sromotne pojmanie Ciebie, Panie Jezu, w Ogrójcu — nie dopuść, bym kiedykolwiek potargał więzy miłości Twojej i dał się spętać więzami grzechu. Uczyń mię więźniem miłości Twojej i w tej miłości daj mi żyć i umierać! Ufam, że Twoja łaska zachowa mię w opuszczeniu na wspomnienie opuszczenia Ciebie przez uczniów, że powstrzyma rękę moją i język mój od obrony, gdy z woli Twojej będę musiał znosić oszczerstwa i poniżenia dla imienia Twego. Jak słodkie jest wspomnienie Twoje! Nad miód i nad wszelką słodycz słodsza obecność Twoja. Nic piękniejszego nie można zaśpiewać, nic milszego usłyszeć, nic rozkoszniejszego pomyśleć nad Ciebie, Jezu, opuszczony przez uczniów, związany przez oprawców i prowadzony wśród zniewag i obelg (św. Bernard). Prowadź mię drogą prawdy do życia wiecznego.