10. Cierpienia w Ogrójcu

(Sposób i cel cierpień)

 

„I odszedłszy, znowu się modlił,

te same słowa mówiąc” (Mk 14, 39).

 

         Nigdy w całym życiu Pan Jezus nie okazał się tak prawdziwie człowiekiem, jak w Ogrójcu na modlitwie. Czyniąc ogromny wysiłek, z pobladłym obliczem, z drżącymi kolanami, wyciągniętymi rękami — klęczy, pada na twarz, podnosi się i znowu pada, wije się z boleści i wewnętrznej udręki, jakiej nikt jeszcze nie odczuwał i odczuwać nie będzie. Patrząc na to, a nawet tylko wyobrażając sobie tę scenę, każdy może wskazać na Zbawiciela i powiedzieć z Piłatem: „Oto człowiek”. Jeżeli zaś zwrócimy uwagę na okoliczności tych cierpień i cel, dla którego one zostały podjęte, wówczas również każdy obserwator może z całą słusznością zawołać głośno za setnikiem: „Oto prawdziwy Bóg!”.

 

  1. Przede wszystkim Pan Jezus poddał się tym cierpieniom zupełnie dobrowolnie. Był bowiem nieograniczonym Panem wszystkich swoich wzruszeń i uczuć. On sam dopuścił na siebie te cierpienia, sam się zanurzył w strasznych głębinach męki duchowej. I to jest głęboka tajemnica, że mimo jasnego oglądania Boga, który mu ukazywał mękę w świetle chwały, mógł on czuć jednocześnie wielki smutek, bojaźń i odrazę w czysto duchowej woli. Te cierpienia można uważać za cud, dla nas niezrozumiały. Przez tę dobrowolność, ofiara Pana Jezusa staje się stokroć większa, droższa, dla nas skuteczniejsza, a dla Ojca niebieskiego milsza. Swoją pierwszą krew wylewa sam, a wylewa tak obficie i poniekąd publicznie w obecności ulubionych swych uczniów.

         Następnie cierpi Pan Jezus z wielką pokorą, jaką okazuje szczególnie w swojej modlitwie. Modli się w pokornej postawie, z całego serca i najczulszymi słowami wobec swych Apostołów, zdaje się całkowicie na wolę Ojca, mimo iż ciężko mu rozstawać się z życiem. Okazuje miłującą troskę o Apostołów, kiedy się ciągle za nimi ogląda, ostrzega ich, a również zachęca do modlitwy. Ich opieszałość stara się wytłumaczyć i usprawiedliwić. „Duch wprawdzie jest ochoczy, ale ciało omdlałe.” (Mrk 14, 38).

         Nadto cierpi Zbawiciel wytrwale. Walka była ciężka, smutek ludzkiej natury niewymowny, a wola musiała przetrwać długi straszliwy atak i oblężenie. A jednak nie załamuje się, trwa mocno, pozostaje stale przy woli Bożej, by nas przez swoją mękę wybawić, i zwycięża! Mężnie znosi najbardziej zajadłe ataki, opiera się zniechęceniu i przeciwstawia bojaźni i trwodze. Według świętego Bonawentury Pan Jezus przyjął nie tylko naturę ludzką, ale i jej ułomności; poddał się dolegliwościom ciała — głodowi, pragnieniu, znużeniu; poddał się również i dolegliwościom duszy, które się ujawniły szczególnie w Ogrójcu w postaci smutku, bojaźni i wstrętu. Trwożył się więc i smucił dlatego, że był „na podobieństwo nam we wszystkim prócz grzechu” (Żyd. 4, 15).

         Czujemy się szczęśliwi, jeżeli uda się nam wyzwolić z ucisku cierpienia, i nikt chyba z ludzi dobrowolnie nie przedłuża sobie cierpienia, ani też na siebie go nie sprowadza. Byłoby to wielką ofiarą ze strony naszej, gdybyśmy dla dobra innych chcieli cierpieć i cierpienia swoje przedłużać. A tak właśnie uczynił Zbawiciel już w Ogrójcu. Rzeczywiście, stał się tłocznią dla siebie, jak przepowiedział Prorok: „Samem tłoczył prasę, a z narodów nie masz męża ze mną” (Iz. 63, 3).

 

  1. Po co cierpiał Pan Jezus w Ogrójcu? By ujawnić, że był prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem, że miał dwie wole: ludzką i Boską, gdy mówił: „Ojcze mój, jeśli to być może, niechaj odejdzie ode mnie ten kielich, wszakże nie jako ja chcę, ale jako ty” (Mat. 26, 39). Miał tedy Zbawiciel prawdziwą naturę ludzką ze wszystkimi jej pożądliwościami i skłonnościami, z tą tylko różnicą, że w Nim nawet powstanie wzruszenia zależało od woli ludzkiej, którą zawsze poddawał woli Bożej. Nadto chciał nas pouczyć, że to wzruszenie samo przez się nie jest ani dobre ani złe, a staje się takim zależnie od tego, czy wola pragnie zła czy dobra. Wstręt u Chrystusa nie był niedoskonałością, bo dobrowolnie go na siebie dopuścił. Chrystus był wzorem harmonii wewnętrznej.

         Nadto przez cierpienia w Ogrójcu chciał Pan Jezus zadośćuczynić za grzechy niedoskonałości, jakie popełniamy w czasie wewnętrznych doświadczeń, a więc za niecierpliwość, brak zgadzania się z wolą Bożą, za brak wspaniałomyślności, za zaniedbanie modlitwy, za niewierność w postanowieniach, za ustawiczne skargi na los a nawet na Boga, że nas doświadcza. Chciał nadto Zbawiciel wszystkie wewnętrzne cierpienia doświadczyć na sobie, i to w najwyższym stopniu, by wysłużyć nam łaski do znoszenia podobnych w sposób należyty, z pożytkiem dla zbawienia naszych dusz. Bardzo często bowiem w czasie cierpień załamujemy się i nie znosimy ich w duchu pokuty za grzechy nasze i innych ludzi, jak to czynił Pan Jezus w Ogrójcu, cierpiąc za nieprawości całego świata.

         Wreszcie chciał Zbawiciel pocieszyć nas swoim przykładem, gdy w czasie wewnętrznych doświadczeń nigdzie nie znajdziemy pociechy. Często zdarza się, że w cierpieniach i nieszczęściach jakie spadają na nas, wszyscy nas opuszczają, nie znajdujemy u nikogo współczucia ani oparcia, wszyscy przyjaciele odwracają się od nas i czujemy się zupełnie samotni i opuszczeni. Wówczas należy sobie przypomnieć, że Zbawiciel w Ogrójcu był również opuszczony przez wszystkich, nikt nie miał dla niego pociechy i cały ciężar cierpienia musiał dźwigać sam jeden. Sama myśl o tym przyniesie nam wielką ulgę, która wzmoże się jeszcze, jeżeli wówczas będziemy modlić się do cierpiącego w Ogrójcu Zbawiciela.

         Podobne godziny, jakie miał Pan Jezus w Ogrójcu, z pewnością będziemy przeżywali. Będzie to przede wszystkim godzina naszego odejścia, przedśmiertnej walki wyrzutów sumienia, gdy duszę naszą wstrząśnie bojaźń, smutek, opuszczenie ogólne i żałość czasu straconego i łask zmarnowanych. Otóż wówczas w Chrystusie Panu znajdziemy Serce, które zrozumie nasze potrzeby. To Serce nie zawahało się ani na chwilę w czasie konania w Ogrójcu, aby nam na godzinę naszego konania wysłużyć miłosierdzie Boże. Cel i znaczenie tej tajemnicy niech będzie zawsze w pamięci naszej, — a przede wszystkim starajmy się o tym pamiętać w niebezpieczeństwie śmierci, jak również naszym konającym braciom przywódźmy na pamięć konanie Pana Jezusa w Ogrójcu.

 

* * *

 

         Dlaczego, Panie, ja nie miłuję cierpienia? Dlatego, że Ciebie nie miłuję należycie. Gdybym Ciebie bardziej kochał, na pewno znosiłbym cierpienia moje z żywszą wiarą, głębszą pokorą, z silniejszą ufnością i miłością. Dlatego byłem smutny, że nie szukałem pociechy u Ciebie konającego w Ogrójcu. Zmiłuj się tedy nade mną, okaż Miłosierdzie Swoje przez trwogę śmiertelną, którąś dla mnie wycierpiał w Ogrójcu.