9. Cierpienia w Ogrójcu

(Natura i przyczyna cierpień)

 

„Ojcze, jeżeli chcesz, oddal ode mnie ten kielich”

(Łuk. 22, 42).

 

         Gdy przyszli do ogrodu, Pan Jezus pozostawił ośmiu Apostołów przy bramie i kazał im modlić się, aby nie weszli w pokuszenie: „Módlcie się, abyście nie weszli w pokuszenie” (Łuk. 22 40). Następnie wziął ze sobą trzech świadków swego przemienienia, a więc ukochanych uczniów: Piotra, Jakuba i Jana, prowadząc ich w to miejsce, gdzie chciał się modlić. Świadkowie chwały Pana Jezusa podczas przemienienia stali się świadkami innej sceny, albowiem wobec nich Zbawiciel „począł się lękać i cierpieć nad miarę” (Mrk 14, 33). Gdy oni starali się go pocieszyć, westchnął i powiedział: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci, zostańcie tu i czuwajcie” (Mk 14, 34). W bezbrzeżnym smutku, który go przytłaczał, pragnął pozostać sam. Dlatego „oddalił się i od tych trzech uczniów, jakoby na rzut kamienia i upadłszy na kolana, modlił się” (Łuk. 22, 41).

 

  1. Trzej Apostołowie z odległości około czterdziestu kroków z zaniepokojeniem obserwowali Pana Jezusa, który łkając „padł na ziemię i modlił się, aby, jeżeli to być może, ominęła go ta godzina. I mówił: Abba, Ojcze! Wszystko dla ciebie możliwe, oddal ode mnie ten kielich; wszakże nie to, co ja chcę, ale co ty. I przyszedł i zastał ich śpiących. I rzekł do Piotra: Szymonie, śpisz? nie mogłeś czuwać jednej godziny? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie: duch wprawdzie jest ochoczy, ale ciało omdlałe. I odszedłszy, znowu modlił się, te same słowa mówiąc. A wróciwszy zastał ich znowu śpiących (albowiem oczy ich były senne) i nie wiedzieli, co mu odpowiedzieć. I przyszedł po raz trzeci i rzekł im: śpijcie już i odpoczywajcie. Dosyć, nadeszła godzina! Oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników” (Mrk 14, 35 – 41).

         Z powyższego opowiadania wynika, że Chrystus Pan cierpiał w Ogrójcu wewnętrznie na duszy, a ból ten duchowy mógł być bardziej dotkliwy, niż cielesny. Zresztą ten ból duchowy pociąga za sobą nawet ból fizyczny. Cierpienia te były różne i liczne. Wyliczają trzy główne cierpienia: bojaźń, odrazę i żałość. Już jedno z tych cierpień może uczynić człowieka nieszczęśliwym, a cóż dopiero wszystkie, jakie uderzyły na biedne serce Zbawiciela, przechodzące wszystkie stadia wewnętrznego opuszczenia. Pojęcie o ogromie tych cierpień daje nam niestałość w zachowaniu się Pana Jezusa: to się oddala, to się zbliża do Apostołów, to się modli, to się uskarża na opuszczenie, to budzi śpiących swych uczniów, to mówi „śpijcie już i odpoczywajcie”, — słowem zdradza niezwykłe napięcie wewnętrznego niepokoju, wzburzenie całej natury i wewnętrzne cierpienie.

         Zbawiciel nigdy nie przesadzał; skoro tedy mówi: „smutna jest dusza moja aż do śmierci”, to na pewno odczuwa taki smutek, opuszczenie i boleść, jaką się czuje przy konaniu, które już wówczas mogłoby nastąpić, gdyby Bóstwo nie podtrzymywało natury ludzkiej i nie umacniało jej. Musiała ta boleść być wielka, jeżeli ten, który za kielichem cierpień tęsknił i prosił o niego, teraz czuje taką jego gorzkość i nieznośność, że się od niego odwraca, wyprasza oraz czuje niezwykły wstręt i odrazę: „I stał się pot jego jako krople krwi spływającej na ziemię” (Łuk. 22, 44). Świadczy to o delikatnym i wrażliwym układzie ciała Zbawiciela i o wspaniałej potędze jego woli.

 

  1. Trzem głównym cierpieniom odpowiadały trzy ich przyczyny, a mianowicie: bliskość śmierci, poznanie grzechów i należnych mąk za nie oraz mały dla wielu pożytek z Jego męki. Bojaźń i trwoga pochodziły z bliskości utraty życia. Dla każdego człowieka, a nawet dla każdego stworzenia życie jest słodkie, a utrata jego gorzka. A cóż dopiero dla Pana Jezusa, który, jak nikt inny, znał cenę swego życia, jego godność i świętość, jego wartość dla nieba i ziemi, a przede wszystkim dla swojej Matki i przyjaciół. To życie, tak młode ma teraz stracić, i to w sposób tak okrutny. Pan Jezus widział wszystkie obrazy i sceny nadchodzącej swojej męki, wszystkie narzędzia, które miały dręczyć jego ciało, co wywołało w naturze ludzkiej niezwykłą bojaźń i trwogę, powodując drżenie ciała Zbawiciela, pocenie potem krwawym. „Dla nieprawości ukarałeś człowieka i uczyniłeś, że uschła jako pajęczyna dusza jego” (Ps. 38, 12).

         Odraza i wstręt w duszy Zbawiciela powstały z dokładnego poznania ohydy grzechów, za które miał ponieść tak okrutne męki i śmierć. Widział on występki wszystkich ludzi po wszystkie czasy. Widział straszne spustoszenia, jakie sprawiały one na duszy i ciele poszczególnego człowieka w życiu doczesnym oraz straszne kary w życiu przyszłym. Widział nieskończoną obrazę Majestatu Bożego, która domagała się nieskończonego zadośćuczynienia. Widział i swoją godność i swoją Boską Osobę znieważoną w czasie męki i w przyszłości przez swych wrogów, a nawet przez niegodnych swoich wyznawców. Widział naszą okrutność, obojętność, zatwardziałość, nasze samolubstwo i sobkostwo. Dlatego odczuwał bezgraniczny wstręt i odrazę naturalną do tych ludzi, którzy mimo jego poświęcenia i nieskończonej ofiary nie zechcą z niej należycie korzystać.

         Żałość i smutek były skutkiem poznania, że dla wielu męka jego i śmierć haniebna będzie bezowocna. Przez Wcielenie Pan Jezus zaślubił ludzkość jako oblubienicę, którą ma doprowadzić do Ojca Niebieskiego. W tym celu założył Kościół, ustanowił w nim sakramenty święte a zwłaszcza Sakrament Ołtarza, a teraz oddaje się dobrowolnie na straszne męki. A czy wszyscy ludzie z tego skorzystają należycie? Jak zwykle będą od jego nauki odwracać się albo Jego łask nadużywać. Widział, jak jego nauka będzie wykoślawiona przez heretyków, jak jedność w Kościele będzie porwana przez schizmatyków, widział jak całe narody będą oderwane od jego mistycznego ciała i jak wiele dusz zginie dla życia nadprzyrodzonego, które on pragnie zaszczepić we wszystkich. Widział to wszystko w nieprzeliczonych obrazach, znakach i dlatego się smucił, skarżył i wzdychał, modlił się w lęku i trwodze, a nawet krwawo się pocił. Chciał znaleźć pociechę u wiernych Apostołów, ale zastał ich śpiących.

 

* * *

 

         Syn Boży upodobnił się do mnie, by być mi pomocą w moich trudach i cierpieniach. Jakżebym nie miał z Nim współczuć i Jemu dziękować za to! Serce Jezusa szuka pociechy i nie znajduje jej ani u ludzi, ani u Ojca! Przyjaźń jest wielkim skarbem, ale czasem jej zabraknie i to najczęściej w nieszczęściu. Wówczas wspomnę na opuszczonego Jezusa w Ogrójcu, na jego smutek, żałość, odrazę i bojaźń. Przytulę się do jego Serca drżącego i na pewno nie odejdę bez pociechy i pomocy z wysokości.