5. Miłosierna mowa pożegnalna

(Pociecha w prześladowaniach)

 

„Jeśli mnie prześladowali, i was

prześladować będą” (Jan 15, 20).

 

         Mowę pożegnalną Chrystusa Pana można przyrównać do wulkanicznego wybuchu uczuć — do gorącego i potężnego strumienia miłości, który jak lawa wulkanu spływa skokami raz spokojnie, to znowu bardzo szybko, tu postępuje naprzód, a tam się cofa, wypełnia doliny, zalewa wzgórza, a porywając wszystko za sobą, zmienia zalewany obszar w morze ognia (Ricciotti). Od spokojnej zapowiedzi upadku Piotra przechodzi Pan Jezus do serdecznego tonu ostatniego polecenia ustawicznej łączności z nim, następnie ta serdeczność potęguje się w słowach pociechy dla Apostołów, do mężnego wytrwania w prześladowaniach, wzywając do ufności w miłosierdzie Boże: „Na świecie doznacie ucisku, ale ufajcie, jam zwyciężył świat!” (J. 16, 33).

 

  1. Już na początku mowy pożegnalnej oświadczył Zbawiciel, że odejdzie z tego świata, a Apostołowie będą narażeni na próbę i ciężkie doświadczenia. Dlatego w ciągu całej mowy dźwięczały słowa otuchy i zachęty do wytrwania. Teraz pod koniec tej mowy, zapowiedź prześladowania i idącego z nim w parze cierpienia jest coraz wyraźniejsza, ale zarazem słowa pociechy coraz potężniejsze i skuteczniejsze. Zbawiciel nie ogranicza się do ogólników, ale przytacza pewne i przekonywujące powody pocieszenia.

         Przede wszystkim Pan Jezus jasno i wyraźnie zapowiada prześladowanie w celu dodania Apostołom otuchy, albowiem spodziewane nieszczęście mniej ciężko nas dotyka, i udowadnia, że pochodzi z Bożego zrządzenia. „Jeśli was świat nienawidzi, wiedźcie, że mnie znienawidził pierwej niż was. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby, co jego jest, ale skoro nie jesteście ze świata, ale ja was ze świata wybrałem, dlatego znienawidził was świat. Wspomnijcie na słowa moje, którem ja wam mówił: Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali, i was prześladować będą, a jeśli naukę moją zachowywali, i waszą zachowywać będą. A to wszystko uczynią wam dla imienia mego, bo nie znają tego, który mię posłał” (J. 15, 18 – 21).

         Drugi powód pocieszenia wśród prześladowań to przykład Zbawiciela, którego Żydzi prześladowali aż do wylania krwi i to ze względów religijnych, albowiem tylko nieliczni z nich uwierzyli w Chrystusa. Trzeci powód pocieszenia jest ten, że Apostołowie będą cierpieć dla imienia Chrystusa, dlatego że opuścili świat i połączyli się ze Zbawicielem. Nienawiść do nich pochodzi z nienawiści do Chrystusa, jest grzechem i równa się nienawiści do samego Pana Boga, albowiem Pan Jezus dostatecznie dowiódł, że jest Synem Bożym, czyli Bogiem. „Gdybym był nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu, lecz teraz nie mają wymówki z grzechu swego. Kto mnie nienawidzi, nienawidzi i Ojca mojego. Gdybym był wśród nich nie dokonał czynów, jakich nie dokonał nikt inny, nie mieliby grzechu, ale teraz widzieli i znienawidzili i mnie i Ojca mego” (Jan 15, 22 – 24).

         Gdy te pobudki jeszcze nie zdołały rozproszyć smutku Apostołów, Zbawiciel z miłosierdzia swego przytacza im obietnicę niezawodnej pociechy — zesłanie Ducha Świętego, który jako Pocieszyciel dopomoże im do zwyciężenia niewiernego i nienawiścią ziejącego świata oraz sprawi, że wszystkie ich smutki zamienią się w radość trwałą: „Wy smucić się będziecie, ale smutek wasz w radość się zamieni” (Jan 16, 20).

 

  1. Jasne i dokładne ujawnienie powodów i celu odejścia usunęło wszystkie wątpliwości Apostołów, którzy wesoło i z uniesieniem wyznawali jego Bóstwo: „Oto teraz jawnie mówisz i żadnej przypowieści nie powiadasz. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie potrzebujesz, żeby cię kto pytał; dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś” (Jan 16, 29 – 30). Ale oto zbliża się ciężka godzina męki Chrystusa i ostatecznej walki z szatanem, dotychczasowym księciem tego świata. W tej walce nikt mu nie dopomoże: „Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że rozpierzchniecie się każdy do swoich, a mnie zostawicie samego”. (J. 16, 32), Czuje się Zbawiciel osamotniony, ale nie upada na duchu sam sobie dodaje odwagi: „Wszakże — powiada — nie jestem sam, bo Ojciec jest ze mną” (J. 16, 32). Śmierć nadchodząca nie jest dziełem zewnętrznej przemocy, ale ofiarą jego dobrowolnego posłuszeństwa i miłości ku Ojcu, a zarazem i przejściem do chwały: „Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat, znowu opuszczam świat i idę do Ojca” (Jan 16, 28).

         Wspomnienie o Ojcu Niebieskim nie dopuszcza do Pana Jezusa najmniejszej trwogi ani żadnego wahania i smutku. Pragnie do końca pełnić wolę tego Ojca, bo wszak po to przyszedł na ten świat, po to stał się człowiekiem, po to przez trzy lata pracował, nauczał i przepowiedział dokładnie swą mękę. Dlatego mężnie stawia czoło nadchodzącym wrogom z przeświadczeniem, że ich zwycięży: „Nadchodzi bowiem książę tego świata, lecz nie ma on nic we mnie. Ale żeby świat poznał, że miłuje Ojca i jak Ojciec rozkazał, tak czynię”. Toteż woła w uniesieniu i z radością: „Wstańcie, idźmy stąd!” (J. 14, 30 – 31).

         Wezwanie do opuszczenia Wieczernika nie zostało natychmiast wykonane. Było to tylko przypomnienie, że trzeba opuścić to zaciszne miejsce, gdzie panowała miłość w czasie wspólnej wieczerzy. Ale jak to często bywa przy rozstaniu się z ukochanymi, Pan Jezus zatrzymał się jeszcze czas jakiś zapowiadając Apostołom szczególniejszy dar, o którym śpiewali Aniołowie w stajence Betlejemskiej: „Pokój mój daję wam, nie jako daje świat, ja wam daję” (J. 14, 27). „To wam powiedziałem, abyście pokój mieli we mnie. Na świecie doznacie ucisku, ale ufajcie, jam zwyciężył świat.” (Jan 16, 33).

         Ufność jest to spodziewanie się pomocy obiecanej, jest to konieczny warunek nadziei i część składowa męstwa. Jest to ostatnie słowo Zbawiciela do Apostołów, to spuścizna po nim, która wystarczy na wszystkie czasy i na wszystkie bóle ziemskie. Podstawą tej ufności, pobudką ku niej i głównym motywem są te słowa ostatnie, i zapewnienie Zbawiciela, Jego rozkaz: „Ufajcie, jam zwyciężył świat!”. Jest to największa pociecha w każdym cierpieniu zniesionym dla Pana Jezusa i w każdej pracy dla Niego podjętej. Pod wpływem tego wezwania słodkim będzie każde cierpienie, choćby największe.

 

* * *

 

         „JEZU, UFAM TOBIE!” Jest to logiczna i konieczna odpowiedź serca naszego na ostatnie wezwanie Zbawiciela. Jest to istotna chrześcijańska pociecha, zamieniająca cierpienia dla Chrystusa w rozkosze niebieskie, — jest to ukojenie serc udręczonych, nadzieja dusz zrozpaczonych, ochłoda i pokój w najstraszniejszych uciskach. „Jezu, ufam Tobie”, że mi grzechy przebaczyłeś, że niebo przygotowałeś, że dostarczysz mi potrzebnych pomocy doczesnych i wiecznych, że z Tobą zwyciężę wszystkich swych przeciwników, bo któż przeciwko Tobie!