2. Miłosierna mowa pożegnalna Pana Jezusa

 

(Zapowiedź upadku Piotra i nowe przykazanie)

 

„Piotrze nie zapieje dziś kur, aż się trzykroć

zaprzesz, że mnie znasz” (Łuk. 22, 34).

 

         Odprawiwszy ostatnią Wieczerzę Pan Jezus z Apostołami pozostał jeszcze czas dłuższy w Wieczerniku, gdzie powiedział mowę pożegnalną i odmówił Arcykapłańską modlitwę. Mowa pożegnalna dzieli się na trzy części. W pierwszej części Zbawiciel zapowiada rozproszenie się Apostołów i zaparcie się Piotra oraz daje nowe przykazanie miłości społecznej.

 

  1. W pewnej chwili po Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus zwrócił się ze smutkiem do Apostołów i rzekł im: „Wy wszyscy zgorszycie się ze mnie tej nocy. Powiedziane jest bowiem: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce trzody (Zach. 13, 7). Lecz gdy zmartwychwstanę, wyprzedzę was do Galilei. Odpowiadając tedy Piotr rzekł do niego: Choćby się wszyscy zgorszyli z ciebie, ja się nigdy nie zgorszę. Rzekł mu Jezus: Zaprawdę powiadam ci, że tej nocy, pierwej nim kur zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz. Rzekł mu Piotr: Choćby mi też przyszło umrzeć z tobą, nie zaprę się ciebie. Podobnie mówili wszyscy uczniowie” (Mt. 26, 31 – 35).

         Silne wrażenie słów Pana Jezusa odbiło się na wszystkich twarzach, a szczególnie na twarzy porywczego Piotra. Ale Pan Jezus nie zmienia tonu głosu i zwracając się wprost do Piotra mówi: „Szymonie, Szymonie, oto szatan zapragnął, aby was przesiał jako pszenicę, ale ja prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja; ty zaś nawróciwszy się w przyszłości, utwierdzaj braci twoich” (Ł. 22, 31 – 32). Dzielnemu Piotrowi słowa te nasunęły różne myśli: skoro ma się nawracać, chyba będzie odstępcą. Ale on do tego nigdy nie dopuści. Dlatego zapewnia swego Mistrza: „Choćby mi też przyszło umrzeć z tobą, nie zaprę się ciebie” (Mrk 14, 31).

         Pan Jezus nie miał wielkiego zaufania do tych słów. Dlatego upomina Apostołów, by ufali mu jak dawniej: „Gdym was posyłał bez trzosa i torby podróżnej i sandałów, czyż nie dostawało wam czego? A oni rzekli: Niczego. Rzekł im tedy: Ale teraz kto ma trzos, niech weźmie także i torbę podróżną, a kto nie ma, niech sprzeda tunikę swoją, a kupi miecz. Albowiem powiadam wam, że potrzeba, aby się spełniło na mnie, co napisane jest: I do złoczyńców zaliczony był (Iz. 53, 11). Bo to, co mnie dotyczy, spełnia się. A oni rzekli: Panie, oto tu dwa miecze. On zaś powiedział: Wystarczy” (Łuk. 22, 35 – 38).

         Haniebna śmierć Mistrza pociągnie za sobą skutki złe i dla uczniów. Dlatego teraz mają już sami starać się o wszystko, jak podróżny stara się o żywność i bezpieczeństwo, dla którego potrzebny będzie miecz. Uczniowie zrozumieli te słowa dosłownie i dlatego podali mu dwa miecze, które sobie przygotowali na wypadek niebezpieczeństwa. Pan Jezus ze smutkiem stwierdza, że jego przenośnia została źle zrozumiana przez uczniów, więc spokojnie powiedział im tylko „wystarczy”, wspaniałomyślnie znosząc ich lenistwo w rozumowaniu.

         Myśl słów Chrystusa Pana była taka, że nastanie takie prześladowanie, iż po ludzku zdawać by się mogło, że miecz do obrony jest potrzebniejszy, niż sam płaszcz do odziania się. Ale nie znaczy to, że Apostołowie mają się posługiwać mieczem do obrony. Słowo zaś „wystarczy” znaczy, że dostatecznie już mówiłem z wami na ten temat. Przyszłość was pouczy o prawdziwym znaczeniu słów moich do was.

 

  1. Pan Jezus po odejściu Judasza mógł swobodnie otworzyć Serce swoje, widział się bowiem otoczony szczerymi i miłującymi go przyjaciółmi. Dlatego wyjawia im najgłębsze i największe tajemnice i osiąga szczyt samoobjawienia, przekazanego nam przez najukochańszego Apostoła: „Synaczkowie! Niedługo już będę z wami. Będziecie mnie szukać, ale jakom powiedział Żydom: Dokąd ja zdążam, wy przyjść nie możecie, tak i wam teraz mówię. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jakom ja was umiłował, abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu” (Jan 13, 33 – 35).

         W starożytności stowarzyszenia miały często pewien wyróżniający je znak, który wskazywał na ich zainteresowania, a jednocześnie służył za oznakę, na podstawie której rozpoznawali się ich członkowie. Czasami posługiwano się powiedzeniem lub aforyzmem, który charakteryzował tę oznakę. Dla Pana Jezusa takim znakiem wyróżniającym jego uczniów ma być miłość społeczna, czynnie praktykowana w życiu. Tę miłość nazywa „przykazaniem nowym”, albowiem dotychczas żaden z założycieli różnych stowarzyszeń nie wybrał miłości czynnej jako znaku wyróżniającego i rozpoznawczego. Nikt do tej pory nie przekazał miłości wzajemnej jako siły społecznej.

         Nowość tej zasady zrobiła olbrzymie wrażenie na współczesnych. „Patrzcie, jak się oni kochają!” mówili poganie, widząc chrześcijan, gotowych umrzeć jeden za drugiego. Nowością tej miłości jest to, że Chrystus ma być jej wzorem. „Jakom ja was umiłował”, czyli, jak Zbawiciel oddał życie własne za ludzi, tak jego wyznawcy mają wzajemnie się wspierać aż do poświęcenia swego życia za bliźnich. Od tej chwili ludzkość będzie się liczyła z tą nową wprowadzoną przez Pana Jezusa zasadą, a rozwój jej będzie się mierzyć tym, w jakim stopniu będzie praktykowana ta miłość społeczna, która jest solą w oku nieprzyjaciołom Chrystusa, starającym się uniemożliwić jej praktykę.

         Obok serdeczności cechuje Zbawiciela bolesny nastrój, z powodu nadchodzącego rozłączenia, zbliżających się cierpień i goryczy śmierci. Boleje on nad mającymi nastąpić cierpieniami i prześladowaniami uczniów i tych wszystkich, którzy uwierzą jego słowom. Toteż powiada: „Już nie długo będę z wami”. Dlatego głos Jego drży i tylko z trudem opanowuje wzruszenie. Słyszy bowiem krzyk nienawiści i wściekłości świata, widzi w duchu przyszłych męczenników jego nauki, dlatego mowa jego przepełniona jest momentami wstrząsającymi serce. Jednak w końcu męstwo odnosi zwycięstwo i Zbawiciel zdobywa się na słowa pociechy obfitej, która łagodzi cierpienia i zmniejsza je.

 

* * *

 

         Jak silnie możemy kochać, jeśli w człowieku kochamy Boga! Przez to nie czynimy z człowieka Boga, ale obu ogarniamy płomieniem serca. Na tym polega cała siła i potęga chrześcijańskiej miłości. Spróbuję tedy pokochać Boga w moim bliźnim, a w ten sposób urzeczywistnię ideę Bożą. Będę go więc szanował i będę wyrozumiały dla jego indywidualności. Takie było życie Jezusa i takie musi być życie duszy oddanej Jezusowi. Dlaczego by teraz o nas nie miano mówić: „Oto, jak się oni wzajemnie kochają”. Kochajmy się tedy silnie w Bogu, a na tym świat na pewno zyska!