7. Miłosierdzie w sposobie i warunkach usynowienia

„Miłosierdzie (Boże) wiecznie zbudowane

będzie na niebiesiech” (Ps. 88, 3).

 

         W pierwszym rozdziale Ewangelii św. Jana w krótkich i potężnych słowach mamy opis najgłębszych tajemnic naszej wiary, a przede wszystkim sposób i warunek naszego usynowienia, czyli przybrania za synów Bożych: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko się przez nie stało, a bez niego nic się nie stało, co się stało. W nim było życie, a życie było światłością ludzi… A Słowo stało się ciałem i mieszkało między nami” (Jan 1, 1 – 4, 14). Słowo — to Syn Boży, przez którego Bóg ujawnił swe Miłosierdzie w stworzeniu, a przede wszystkim w przybraniu istot rozumnych za synów Bożych — „Wszystko się przez nie stało, a bez niego nic się nie stało, co się stało”, czyli, że usynowienie nasze dokonało się przez Syna Bożego, przez Jego Wcielenie i Odkupienie. „A Słowo stało się ciałem.”

 

         1. Jak w człowieku Bóg połączył ciało z duszą, przez którą i ciało staje się, jakby uduchowione, piękne i szlachetne, uczestnicząc w honorach jej i szczęściu, — tak Bóg od wieków postanowił złączyć naturę ludzką z Boską w Drugiej Osobie swojej, by tę ludzką naturę ożywić nowym życiem, uczynić ją uczestniczką życia Bożego oraz dziedziczką chwały i szczęścia wiecznego. Przez to nie obniża się natura Boska, ale się wywyższa natura ludzka i jak gałązka ziemska zaszczepia się w szczepie niebieskim. Jak bowiem promień słoneczny przechodząc przez powietrze oświeca je, a nawet poniekąd przesłonecznia — tak Słowo Przedwieczne, łącząc naturę Boską z ludzką w jednej Osobie swojej, przyodziewa ją w taki blask, jakim samo jaśnieje, a nawet poniekąd przebóstwia ją. Jak pieczęć odbija w wosku wszystkie swoje figury i kształty, tak przez to połączenie dwóch natur w jednej Osobie odbiły się w naturze ludzkiej doskonałości natury Boskiej, które umożliwiły stworzeniom rozumnym przyjąć synostwo Boże, przybranie za dzieci Boga.

         Przez takie połączenie natury ludzkiej z naturą Boską, w jednej Osobie, Bóg postanowił nasamprzód przyjąć jednego Człowieka za swego naturalnego Syna, a następnie usynowić wszystkich ludzi, którzy w Syna wcielonego uwierzą. Ten jeden Syn Boży miał wziąć ciało z łona Przeczystej Dziewicy, która też od wieków była przewidziana i przeznaczona na Matkę wcielonego Słowa Przedwiecznego. Ona również miała stać się i Pośredniczką Miłosierdzia Bożego, które otrzymali pierwsi ludzie w przybraniu ich za dzieci Boże i podniesieniu do nadprzyrodzonego stanu.

         W pomroce odległej przeszłości ukazuje się w myśli Bożej promienna postać Dziewicy — Matki Bożej — Matki Miłosierdzia. Stwórca wyraził w Niej całą piękność, duchowość i doskonałość wszystkich stworzeń, a zlewając na Nią pełnię łaski uświęcającej, jako na najmilszą Córkę Ojca Przedwiecznego, Matkę Syna Bożego i Oblubienicę Ducha Świętego, zaprojektował Jej postać w najwyższym stylu, lgnącą do Boga i jaśniejącą najpiękniejszym wdziękiem harmonii moralnej. W Niej miało być tyle wielkości i głębokości, tyle wzniosłości i piękności, tyle łaskawości i miłosierdzia, iż miała stać się godną być Matką Boga, przyjąć Słowo Przedwieczne, zamknąć je w swoim łonie, podzielić się z Nim krwią swoją, karmić mlekiem i zadowolić swą słodką i tkliwą miłością Matki.

         Będąc z natury niższą od Aniołów, przez pełnię łaski miała się odznaczyć najsubtelniejszą wrażliwością na działanie Boże, miała lepiej poznać Boga, niż Cherubini, więcej go ukochać, niż Serafini, stać się Królową nieba i ziemi, Królową wszystkich stworzeń widzialnych i niewidzialnych. Miała tak dalece pogrążyć się w Bogu i złączyć się z Nim w miłości, że Słowo Przedwieczne miało wziąć z Niej ciało i krew dla siebie, a następnie w to ciało przemienić chleb, a w krew wino w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza, zaprojektowanym już wówczas w przedwiecznej myśli Najwyższego, aby karmić przybrane dzieci Boże i podtrzymywać w nich nadprzyrodzone Boskie życie.

         Z takiej Dziewicy Słowo Przedwieczne miało wziąć człowieczeństwo, by się z nim połączyć w jednej swojej Osobie i w ten sposób zjednoczyć wszystkie porządki świata stworzonego, a przede wszystkim stać się „pierworodnym Synem Bożym między wielu braćmi” (por. Rzym. 8, 29). Bóg – Człowiek, Syn Maryi, był pierwszą istotą, jaką Bóg przewidział, poznał i postanowił, ale jednocześnie przewidział i poznał Matkę Jego. „Pan mię posiadł na początku dróg swoich, pierwej niźli co uczynił od początku” (Przyp. 8, 22). „Jam wyszła z ust Najwyższego, pierworodna między wszystkim stworzeniem” (Ekl. 24, 5). Cała wspaniałość synostwa Bożego urzeczywistniała się w Bogu – Człowieku w sposób naturalny, a następnie w Jego Matce przez przybranie. Na ich modłę wszyscy wybrani uczynieni zostali synami Bożymi. „Przeznaczył też nas dla siebie na synów przybranych przez Jezusa Chrystusa” (Ef. 1, 5).

 

         2. Jakkolwiek usynowienie pierwszych ludzi było dziełem Miłosierdzia Bożego, ze strony ich musiały być zachowane pewne warunki, jako ujawnienie ich dobrej i nieprzymuszonej woli. Jak Aniołowie winni byli przyjąć łaskę, uznając swoją niedostateczność, i upokorzyć się przed wolą Najwyższego, — tak i ludzie musieli zachować przykazanie — nie spożywać owocu z drzewa poznania dobrego i złego. „Z każdego drzewa rajskiego jedz; ale drzewa wiadomości dobrego i złego nie jedz, bo którego dnia będziesz jadł z niego, śmiercią umrzesz” (Rodz. 2, 16 – 17).

         Warunek ten w porównaniu z dobrodziejstwem synostwa Bożego był bardzo łatwy do zachowania, ale był konieczny ze względu na to, że stworzenie, obdarzone wolną wolą, winno było samo choć w małym stopniu zadecydować o swym losie i zasłużyć na tak wielkie Miłosierdzie. Bóg nie chciał ich wolnej woli tamować i narzucać im swego Miłosierdzia. Toteż dopuścił na nich czas próby, której oni nie wytrzymali.

         Zbuntowani aniołowie, widząc, że na ziemi ludzie — istoty mniej doskonałe od nich otrzymali łaskę uświęcającą i stali się przybranymi dziećmi Boga, zapałali ku nim śmiertelną nienawiścią i zazdrością, postanawiając za wszelką cenę pozbawić ich tego szczęścia. Jeden z nich przybrał postać węża i namówił Ewę do zerwania owocu z drzewa zakazanego. „Rzekł on do niewiasty: Czemu wam Róg przykazał, żebyście nie jedli z każdego drzewa rajskiego? Odpowiedziała mu niewiasta: Z owocu drzew, które są w raju, pożywamy, ale z owocu drzewa, które jest w środku raju, rozkazał nam Bóg, abyśmy nie jedli i nie dotykali się go, byśmy snadź nie pomarli. I rzekł wąż do niewiasty: Żadną miarą nie umrzecie śmiercią. Bo wie Bóg, iż któregokolwiek dnia będziecie jeść z niego, otworzą się oczy wasze i będziecie jako bogowie, wiedząc dobre i złe” (Rodz. 3, 1 – 5). Następnie Ewa owoc zakazany zjadła i dała mężowi, który też go spożył.

         Z powyższego wynika, że grzech pierwszych rodziców był grzechem pychy. Chciało się im zostać bogami, jak mówił szatan, mieć poznanie dobrego i złego, a zerwanie owocu zakazanego nastąpiło skutkiem tej chęci grzesznej. A więc i ludzie, jak zbuntowani aniołowie, przez pychę utracili synostwo Boże, a razem z nim i dary pozanaturalne. W umyśle ich powstała rana niewiedzy, w woli — rana słabości, a w namiętnościach cielesnych spotęgowała się rana pożądliwości, w całej zaś naturze — skłonność raczej do złego, niż do dobrego. Toteż człowiek nie tylko został pozbawiony szczęścia nadprzyrodzonego, ale wskutek braku harmonii wewnętrznej między władzami duchowymi i cielesnymi nie mógł już osiągnąć nawet szczęśliwości naturalnej i znalazł się w położeniu gorszym, niż stworzenie nierozumne.

         Widząc w naturze swojej takie zepsucie, każdy może za Apostołem powtórzyć: „Widzę inne prawo w członkach moich, sprzeczne z prawem umysłu mego, poddające mię w niewolę pod prawo grzechu, które jest w członkach moich. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mię wyzwoli z ciała tej śmierci? Łaska Boża przez Jezusa Chrystusa Pana naszego. A tak ja sam umysłem służą prawu Bożemu, a ciałem zakonowi grzechu” (Rzym. 7, 23 – 25). Podobnie uskarża się i poeta pogański: „widzę rzeczy lepsze i uznaję je, a idę za gorszymi” (Owidiusz).

 

* * *

 

         Bóg miłosierny pragnął zawsze szczęścia dla wszystkich. Nie jest On sprawcą zła, cierpień i różnych dolegliwości, ale pragnie, by istoty rozumne miały nawet szczęście nadprzyrodzone, ich naturze nienależne, szczęście, jakim się sam napawa. Tym bardziej Bóg nie chciał piekła, które powstało dopiero po upadku zbuntowanych aniołów, wymierzających sobie karę wiecznego odwrócenia się od Stwórcy, stając się uosobieniem zła i przewrotności na wieki. Oni to spowodowali i upadek pierwszych ludzi, kusząc ich do złego, które sami popełnili. Ta ich świadoma przewrotność nie pozwala im skorzystać z miłosierdzia Bożego, jakiego dostąpili grzeszni ludzie.