6. Miłosierdzie Synostwa Bożego

„A sam Duch daje świadectwo…,

żeśmy synami Bożymi”(Rzym, 8, 16).

 

         Przez łaskę uświęcającą człowiek staje się przybranym dzieckiem Bożym. Przybranie jest to przyjęcie za darmo osoby obcej za syna i dziedzica. Osoba przybrana musi być obca względem przybierającego i nie może być jego naturalnym dzieckiem. Nadto przybranie musi być za darmo, czyli przybrany nie może mieć żadnego prawa do synostwa. Poznajemy, jak wielkie Miłosierdzie Bóg ujawnił w tym, że istoty rozumne podniósł do synostwa swojego.

 

         1. U ludzi przybranie za synów bywa z potrzeby, wówczas gdy ktoś nie ma dzieci naturalnych. Bóg zaś przybiera nas za dzieci swoje nie z potrzeby, a jedynie z nieskończonego Miłosierdzia swojego, pragnąc udzielić nam bogactwa i szczęścia swojego. Wszelkie przybranie wymaga podobieństwa natury tak, że np. człowiek nie może przybrać za syna zwierzę. Dlatego Bóg, przybierając człowieka za dziecko, czyni go podobnym do siebie przez łaskę uświęcającą. Stąd przybranie u ludzi jest tylko zewnętrzne, daje tylko prawo do dziedzictwa bez wewnętrznej zmiany przybranego. Bóg zaś zmienia duszę człowieka, wynosząc ją do stanu nadprzyrodzonego, czyniąc ją podobną do siebie i pozwalając żyć i napawać się tym szczęściem, jakim się sam cieszy. Dlatego przybranie u ludzi nigdy nie może się nazywać zrodzeniem, albowiem daje przybranemu tylko dobra doczesne, zewnętrzne; Bóg zaś pod pewnym względem na nowo odradza przybranego człowieka, albowiem przez łaskę uświęcającą człowiek otrzymuje nową naturę, staje się nowym stworzeniem, uczestniczącym w naturze Boga. Dlatego w Piśmie Św. przybrany nazywa się zrodzonym z Boga: „A wszystkim, którzy go przyjęli i uwierzyli w imię jego, dał moc, aby się stali synami Bożymi, którzy… z Boga się narodzili” (Jan 1, 12 – 13).

         Przybrani za synów u ludzi dziedziczą dobra materiałem dopiero po śmierci przybranego ojca, jako jego dziedzice. Bóg zaś w nieskończonym Miłosierdziu swoim pozwala uczestniczyć w dobrach swoich i szczęściu swoim zawsze, albowiem dary duchowe może posiadać wielu i jednocześnie. Dlatego nawet największa ilość świętych, uczestnicząc w tym samym szczęściu, nie czynią uszczerbku sobie, ani tym bardziej Ojcu zawsze żyjącemu i cieszącemu się największym szczęściem (S. T. 3. q. 23. a. 1, ad. 2 i ad. 3). „Bo nie otrzymaliście ducha niewoli znów ku bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów i w duchu tym wołamy: Abba Ojcze! A sam Duch daje świadectwo duchowi naszemu, żeśmy synami Bożymi. A jeśli synami, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi” (Rzym. 8, 15 – 17).

         „Jest to wielkie Miłosierdzie Boże — powiada św. Atanazy — że Bóg tych, których jest Stwórcą, potem staje się Ojcem. Dzieje się to wtedy, gdy ludzie tworzeni, jak mówi Apostoł, przyjmują w swe serce Ducha Syna Jego, wołającego Abba, Ojcze. Nie mogą bowiem w inny sposób stać się synami, gdy z natury swej są stworzeniami, jak tylko gdy przyjmą Ducha tego, który jest naturalnym i prawdziwym Synem” (Or. 2 contra Arian. n. 59). „Człowiek na podobieństwo Boże stworzony, nie jest tej samej natury, co Bóg, i dlatego nie jest Jego synem prawdziwym, a staje się nim przez łaskę Miłosierdzia Bożego” (św. Augustyn, 1, 2 contra Maxim. c. 2).

         Gdyby uboga wyrobnica, nie mogąc wychować swego syna, położyła go u drzwi pałacu bogatego księcia, który spostrzegłszy dziecko, kazałby służbie zabrać je do domu, żywić, wychować, a potem zaliczyć do sług pałacowych — byłoby to aktem wielkiego miłosierdzia tego człowieka. Gdyby zaś po upływie jakiegoś czasu ów książę postanowił tego chłopca przybrać za syna, zrównać w prawach z rodzonymi dziećmi, wprowadzić do komnat i polecić swym sługom otaczać go czcią należną książętom, byłoby to jeszcze większym miłosierdziem, okazanym biednemu dziecku.

         Jeszcze większe Miłosierdzie okazał Bóg, nie tylko stwarzając człowieka na obraz i podobieństwo swoje, darząc życiem rozumnym i nieśmiertelnym, ale nadto obdarzając go łaską uświęcającą, przez którą człowiek staje się przybranym dzieckiem Bożym, dziedzicem szczęścia i Królestwa Bożego, współdziedzicem jedynego Syna Bożego.

         Ponieważ wszystkie stworzenia na ziemi zostały przeznaczone dla człowieka, przeto przez przybranie go za syna i one doznały szczególniejszego wyniesienia, jako mieszkanie, pokarm i ubranie przybranych dzieci Bożych. Dlatego Apostoł mówi: „Stworzenie z upragnieniem wyczekuje objawienia synów Bożych. Stworzenie bowiem poddane było znikomości nie ze swej woli, lecz dla tego, który je znikomości poddał w nadziei, że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia na wolność chwały synów Bożych. Bo wiemy, że całe stworzenie wzdycha i aż dotychczas rodzi wśród boleści. A nie tylko ono, ale i my sami, którzy mamy pierwiastki ducha, i my tak we wnętrzu naszym wzdychamy, wyczekując przybrania za synów Bożych” (Rzym. 8, 19 – 23).

 

         2. Skoro człowieka Bóg podniósł do stanu nadprzyrodzonego i uczynił go swoim przybranym dzieckiem, tym bardziej z Miłosierdzia swego przybrał za dzieci swe doskonalsze stworzenia, jakimi są, wszystkie duchy niebieskie. Pismo Św. przedstawia jako cel nadprzyrodzonego stanu człowieka uczestnictwo w nadprzyrodzonych dobrach, które już posiadają Aniołowie. „W zmartwychwstaniu (sprawiedliwi)… będą jako Aniołowie Boży w niebie” (Mat. 22, 30), mówi Pan Jezus do saduceuszów, — „równi bowiem będą Aniołom i są synami Bożymi, będąc synami zmartwychwstania” (Łuk. 20, 36). Stąd wynika, że Aniołowie osiągnęli nadprzyrodzony cel: bezpośrednie widzenie Boga, co nie mogło się stać bez wyniesienia ich do stanu nadprzyrodzonego. Żadne bowiem stworzenie samo przez się nie może oglądać Boga.

         Zresztą nie byłoby rzeczą stosowną, by Bóg samych tylko ludzi podniósł do stanu nadprzyrodzonego, a wyższe i doskonalsze stworzenie pozostawił w stanie naturalnym.

         Jeżeli Aniołowie mają pomagać ludziom do osiągnięcia synostwa Bożego, sami muszą już to synostwo posiadać, otrzymali je prawdopodobnie już przy stworzeniu.

         „Aniołowie ich w niebiesiech zawsze widzą oblicze Ojca mego, który jest w niebiesiech” (Mat. 18, 10) — mówi Pan Jezus o Aniołach; z tego wynika, że osiągnęli oni szczęśliwość w niebie, na którą choć w małym stopniu musieli zasłużyć. Według Św. Tomasza, pierwszy akt woli ich był aktem doskonałej miłości i tym aktem zasłużyli sobie na uszczęśliwiające widzenie Boga. Atoli nie wszyscy Aniołowie zdobyli się na taki akt, a wielu z nich zgrzeszyło i ci stali się duchami nieczystymi, którym przewodzi jeden, zwany szatanem (Hiob 1, 6), belzebubem (Łuk. 11, 15), smokiem wielkim (Obj. 12, 9), księciem tego świata (Jan 12, 31). Upadli aniołowie należeli przed upadkiem do różnych stopni, dlatego i po upadku tworzą pewną hierarchię (S. T., 1, q. 109, a. 2).

         Szczęście Aniołów w niebie jest nieutracalne, czego są oni pewni: „Aniołowie widzą zawsze oblicze Ojca”. To szczęście bowiem nie byłoby doskonałe, gdyby było połączone z bojaźnią, iż się je utraci. Oglądanie Boga powoduje umiłowanie Go nade wszystko, co uniemożliwia popełnienie grzechu, przez który by mogli utracić szczęśliwość. Nie wszystkie duchy niebieskie są jednakowo szczęśliwe, a stopień ich szczęśliwości zależy od zasług uzyskanych w czasie próby. Możliwe jest dodatkowe powiększenie tej szczęśliwości przez radość, jaką będą mieć ze zbawienia dusz, powierzonych ich pieczy, gdy jeszcze były w ciele na ziemi.

         Na czym polegał grzech upadłych Aniołów? Grzechem ich była pycha, jak mówi Pismo Św.: „Pycha jest początkiem grzechu” (Ekl. 10, 15). Według św. Tomasza, pycha ich polegała na pożądaniu szczęśliwości naturalnej, a odwróceniu się od nadprzyrodzonej, do której Bóg ich przeznaczył. Inaczej mówiąc grzech ich polegał na wzgardzeniu Miłosierdziem Bożym, jakie mieli oni otrzymać przez łaskę (1, q. 63, a. 3). Inni teologowie upatrują grzech szatana w zazdrości człowiekowi – Maryi, która miała być wyniesiona na Matkę Boga i Królową Aniołów (św. Bernard). Jak tedy pierwszym aktem woli dobrych Aniołów — był akt doskonałej synowskiej miłości Boga, tak złych aniołów pierwszym aktem woli był akt pychy, przez który zostali na zawsze pozbawieni oglądania Boga.

 

* * *

 

         „I zaczęła się wielka bitwa na niebie: Michał i Aniołowie jego walczyli ze smokiem, a walczył również smok i aniołowie jego. A nie przemogli i więcej już nie znaleziono dla nich miejsca w niebie. I zrzucony został ów smok wielki, wąż znany od dawna, ten, którego zowią diabłem i szatanem, i który zwodzi cały świat, i zrzucony został na ziemię, a aniołowie jego razem z nim zrzuceni byli” (Obj. 12, 7 – 9). Od wieków tedy toczy się walka między prawdą Miłosierdzia Bożego, a kłamstwem nieufności i zaprzeczenia temuż Miłosierdziu. Tam zwycięża cnota pokory i ufności, a tu przegrywa pycha, której „Bóg z natury się sprzeciwia”. Skupiajmy się pod sztandarem Michała Archanioła, który pierwszy uznał Miłosierdzie Boże i zwyciężył pokorą i ufnością, słowami: „Niech Pan cię ukarze” (Juda 9). Przyjmijmy jego pokorne hasło: „Któż jak Bóg!”.