Kazania o Matce Bożej Miłosierdzia

 

 

M A T K A     M I Ł O S I E R D Z I A

 

Maryja rodząc Jezusa Chrystusa zrodziła „SAMO ŹRÓDŁO MIŁOSIERDZIA” (św. Fulbert).

„Maryja jest Tą, która w sposób szczególny i wyjątkowy -jak nikt inny doświadczyła miłosierdzia, a równocześnie też w sposób wyjątkowy okupiła swój udział w objawieniu się miłosierdzia Bożego ofiarą serca. Ofiara ta jest ściśle związana z krzyżem Jej Syna, u którego stóp wypadło Jej stanąć na Kalwarii”.

(...) jest Tą, która najpełniej zna tajemnicę Bożego miłosierdzia. Wie, ile ono kosztowało i wie, jak wielkie ono jest. W tym znaczeniu nazywamy Ją również Matką miłosierdzia - Matką Bożą miłosierdzia lub Matką Bożego miłosierdzia, a każdy z tych tytułów posiada swój głęboki sens teologiczny” (DM V, 9).

Jezu, ufam Tobie!,

ze w godzinę śmierci mojej -

wezwiesz mnie,

 

WSTĘP

Wśród wielu cech, jakie przypisujemy człowiekowi, znajduje się i ta, że człowiek to istota „najbardziej potrzebująca”.

 

Weźmy takie kurczątko -ledwie się wylęgnie, obeschnie, już sobie radzi. A człowiek? Przez pierwszy rok nawet chodzić dobrze nie potrafi. Do siódmego roku życia: mamo daj -tato daj. Potem Szkoła Podstawowa: mamo daj -tato daj. Szkoła średnia: mamo daj - tato daj. Studia: mamo daj-tato daj. A także i później, kiedy jest już niby samodzielny, jeszcze chętnie przyjmie jakąkolwiek pomoc rodziców.

W Starym Testamencie mamy piękny, żywy opis zapowiadający Matkę Bożą, jako Matkę Miłosierną nachyloną nad potrzebami ludzkimi. Żyła w okolicy Betlejem rodzina Elimelecha. Nastał tam czas posuchy i głodu. Ojciec, matka i dwaj synowie wędrują na obczyznę za chlebem. Tam synowie, oprócz chleba, znaleźli również dla siebie żony. Tak się później dziwnie złożyło, że zmarli po kolei ci trzej mężczyźni; została teściowa i dwie synowe - bardzo z nią zżyte, chcą iść z nią. Tłumaczy im, że lepiej dla nich będzie, jeśli zostaną. Jedna dała się przekonać, druga imieniem Ruth, wędruje z teściową. Gdy przybyły na miejsce był czas żniw. Kto jednak nie posiał i żąć nie będzie. Ale trzeba się jakoś zabezpieczyć. Teściowa poszła z Ruth do swego bogatego kuzyna - gospodarza Booza. Poprosiła go, aby Ruth mogła zbierać za żeńcami porzucone kłosy. Pozwolił na to chętnie, a że bardzo się jemu spodobała, nawet szepnął żeńcom, aby umyślnie trochę kłosów pozostawiali. Ruth przez cały dzień nachylała się nad tymi pozostawionymi, porzuconymi kłosami.

Matka Boża jest właśnie tą Ruth, nachyloną nad każdym porzuconym, pozostawionym, zdeptanym kłosem - człowiekiem. Ona zawsze, jako miłosierna, nachylała się kiedy była potrzebna, nad ludzkością i każdym człowiekiem.

Maryja zawsze tam, gdzie potrzeba ludzka

Już na początku dziejów ludzkości, gdy człowiek po swym upadku znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, w bardzo przykrym położeniu, Bóg nam Ją wskazuje. Sytuację pierwszych rodziców jest nam trudno zrozumieć. Urodziliśmy się już na wygnaniu, nie wiemy, co znaczy raj.

 

Wyobraźmy sobie, że jest wigilia Bożego Narodzenia. Oświetlony pokój, stół nakryty białym obrusem, bogato zastawiony; jest? jasno, ciepło, otacza nas serdeczność najbliższych osób. W pewnym momencie ktoś chwyta nas i wyrzuca na zewnątrz. A tam ciemno, zimno i pusto. To porównanie daje tylko słabe wyobrażenie tego, jak czuli się pierwsi rodzice po straceniu raju.

Wtedy ukazuje Bóg Matkę Miłosierdzia, która zmiażdży; głowę węża diabelskiego.

Jest ratunek, przyjdzie pomoc. Ona będzie tą Gwiazdą Nadziei na ciemnym niebie beznadziejności wędrówki ludzkiej po tym łez padole.

Gdy ludzkość w swej wędrówce w ciemności po bezdrożach? znajdzie się na skraju przepaści, gdy zapędzi się w ślepy zaułek, gdy cala ziemia będzie wołać: „Spuśćcie nam na ziemskie niwy Zbawcę z niebios obłoki”, ponieważ jej nędza duchowa sięgnęła krańcowości - pojawi się Ona, która przez swego Syna pomoże i uratuje.

Gdy w czasie Zwiastowania usłyszy od anioła Gabriela, że krewna Jej, Elżbieta, potrzebuje pomocy, natychmiast wyruszy w górzystą krainę, aby potrzebującej okazać swoje miłosierdzie.

Zobaczymy Ją w Kanie Galilejskiej, lecz nie jako gościa, wokół którego trzeba się wciąż kręcić, zajmować się nim i mu usługiwać. To Ona jest przez cały czas o innych zatroskana. Jej miłosierne oko zauważa, że grozi młodej parze wielka kompromitacja. Poruszyła miłosierdzie swojego Syna i na Jej prośbę dokonał Jezus pierwszego cudu w swojej apostolskiej działalności.

Stała na Golgocie pod krzyżem. Jezus ukazuje nam swoje miłosierdzie na krzyżu: przybity i z przebitym bokiem i Sercem, Ona pod krzyżem przeżywa to samo, tylko że duchowo: Jej dusze przeszyje miecz boleści. Potrzebna nam będzie Matka. Stoi gotowa, aby usłyszeć testament Chrystusa: Niewiasto - oto syn Twój. Synu - oto Matka twoja. W swoim miłosierdziu wzięła nas za swoje dzieci.

Dziękujmy Jezusowi, że dał nam najcenniejszy swój Skarb -swoją Matkę. To największy dar Jego miłosiernego Serca

 

Dziękujmy i Matce Bożej, że zechciała się na to zgodzić. Mogła nas bardzo znienawidzić, bo to przecież myśmy tak urządzili Jej Syna. Zobaczymy Ją w Wieczerniku, zabarykadowanym przez Apostołów, pełnych lęku, że może ich spotkać to samo co Mistrza. Ona przychodzi aby potrzebującym uprosić męstwo swego oblubieńca — Ducha Świętego.

Będzie się pojawiała w młodym Kościele. Pojawi się i w naszych czasach, kiedy biedna, skołatana, zagubiona ludzkość będzie czekała na jakiś ratunek z nieba (Lourdes, Fatima i inne miejsca).

Miłosierna także dla naszej Ojczyzny

Bóg już na początku naszych ojczystych dziejów stawia krzyż. Równocześnie jednak od początku wskazuje na Bogarodzicę Dziewicę jako Tę, która będzie niosła „przedziwną pomoc dla obrony naszego narodu”. Historia nasza stanie się taka podobna do życia Jana apostoła: męczony, a nie domęczony. Takim „białym męczennikiem” będzie i nasza Ojczyzna. Historia będzie się nam przejeżdżała po grzbietach. Sąsiad z lewej i ten z prawej strony będą chcieli nas zniszczyć. Podadzą sobie nawet wielokrotnie ręce, aby nas wspólnie wymazać z mapy Europy. Kolor naszej flagi: biało-czerwony tak bardzo dobrze obrazuje naszą historię-kraju męczonego, a nie domęczonego. W tej naszej narodowej biedzie zawsze potrzebna nam była Matka - „wszechmoc na klęczkach” i miłosierna. Wskazał nam Ją Bóg, a myśmy Ją wzięli za swoją, jak święty Jan ewangelista. Czy potrzebna jest nam Ona dzisiaj?

Znamy dobrze opis potopu za Noego. Ludzkość była zgangrenowana. Trzeba było ratować zdrową jej cząstkę od zguby. Pan Bóg rozkazuje Noemu zbudować arkę i schronić się w niej z najbliższymi. Przyszedł potop. Ci, co byli w arce, przetrwali. Fale ustąpiły i z arki wyszło nowe życie. To był potop fizyczny. Ten fakt potwierdzają dzisiejsze wykopaliska.

Z historii naszej Ojczyzny pamiętamy inny potop - polityczny - szwedzki. Fale tego potopu zalały cały nasz kraj. Doszły aż pod mury Jasnej Góry. Dowódca szwedzki powiedział: „W mig zlikwidujemy ten kurnik na Jasnej Górze”. Ten „kurnik” okazał się jednak arką w tym potopie. Fale ustąpiły.

Obecnie przeżywamy trzeci potop, o wiele tragiczniejszy, bo moralny. Spiętrzyły się fale różnych „izmów”. Fale ateizmu, materializmu, seksualizmu, alkoholizmu - chcą zalać naszą Ojczyznę, miasta i wsie, nasze rodziny. Spiętrzyły się ogromnie, bo sprzyjają im wiatry: i te wschodnie, i te zachodnie. Czujemy wszyscy to ogromne zagrożenie. Szumiąc grożą nam te fale zniszczeniem.

„Gdzież my o Matko, ach gdzie pójdziemy i gdzie ratunku szukać będziemy?” Oczy nasze kierują się ku Jasnej Górze -do Matki. Okaż nam miłosierdzie! Pomóż nam, bo giniemy. Wzmogły się pielgrzymki, dzisiaj są bardziej wydeptane ścieżki na Jasną Górę. Ona nie pozostała nieczuła bo to przecież Matka Serdeczna. Zeszła ze swego tronu jasnogórskiego, przewędrowała przez przeszło 20 lat całą naszą Polskę - jako ta Kokosz chcąca skrzydłami ogarnąć swoje pisklęta, bo jakiś ogromny jastrząb zawirował nad naszą Ojczyzną.

Nie patrzy na utrudzenie, na to, że Ją zaaresztują. Przez sześć lat była więziona i pilnowana przez patrole. Jednak dalej wędrowała swoim miłosiernym sercem matczynym tam, gdzie zamiast obrazu stawiano puste ramy czy też świecę przypominającą Tę kochającą nas Matkę. Skończywszy jedno pielgrzymowanie, zaczęła drugie. Przecież nie może spokojnie siedzieć na swoim tronie, gdy Jej dzieci są w ogromnej dziejowej potrzebie. Czy jednak Ona może pomóc?

Długo przed narodzeniem Pana Jezusa w Asyrii panował król Nabuchodonozor. Miał wspaniałego wodza Holofernesa i doskonałe wojsko. Chciał opanować jak najwięcej miast. Wysłał ich więc, aby je zdobywali. Ów wódz stosował taką taktykę, że otaczał wojskiem miasto i czekał, aż jego mieszkańcy sami się| poddadzą. Nikt nie śmiał z nim walczyć - był za mocny. W swym zwycięskim pochodzie doszedł do małego miasteczka żydowskiego Betulii. Otoczył je jak poprzednie i czeka. Wnet powstał w miasteczku popłoch. Starsi miasta i rycerstwo zrezygnowane, chcą się już poddać. Wtedy pojawia się kobieta imieniem Judyta. ?/Ja was wyzwolę”. „Co ty? Słaba płeć, słaba kobieta? Jednak rób co uważasz”. Ubrała się odświętnie, trochę podretuszowała, wzięła swoją torbę, i w towarzystwie służącej udała się w kierunku obozu wroga. Straże pytają ją po drodze: „Dokąd Pani idzie?” „Chciałam stanąć przed obliczem waszego wodza”. Dotarła do niego i rzeczywiście od razu wpadła mu w oko. Urządzał na jej cześć wystawne uczty. Podczas jednej z nich solid-nie sobie popił, a kiedy znaleźli się razem w namiocie i zasnął, ona wzięła jego miecz i obcięła mu głowę. Wsadziła ją do torby i wraca do miasteczka. Nikt jej jednak nie zatrzymuje, bo wszyscy myśleli, że to ulubienica ich wodza. Gdy mieszkańcy Betulii zobaczyli obciętą głowę wrogiego wodza przestali się bać. Asyryjczycy zaś zobaczywszy rano, że ich wódz leży w namiocie bez głowy, także potracili głowy i zaczęli uciekać w wielkim popłochu. Pogoniło ich wojsko Betulii tak, że się już nie pozbierali.

Judyta wojująca. Ten żywy obraz Kościół odnosi do Matki Bożej. Taką Ją Bóg przedstawił już w pierwszym swym ujawnieniu —gdy ludzkość poniosła klęskę w raju. Judyta ostatecznie zwycięży diabelskiego Holofernesa.

Wydarzenia związane z Betulią kojarzą nam się z Polską -naszą Ojczyzną. My także w bloku komunistycznym byliśmy otoczeni ze wszystkich stron. Pytaliśmy nieraz; czy przetrzymamy, czy przetrwamy? Owszem, jeżeli będzie wśród nas Judyta wojująca.

Pamiętamy rok 1956. Czasy stalinizmu, zamordyzmu, kultu jednostki. Czarne chmury zawisły nad naszą Ojczyzną. Myśleliśmy już, że wkrótce kościoły zostaną zabite deskami, zakonnicy rozpędzeni. Jednak przypomnieliśmy sobie w tych ciężkich i beznadziejnych dniach, że akurat 300 lat wstecz król Jan Kazimierz ogłosił Maryję naszą Królową. Ona nie przestała być naszą Królową. Polska miała różne przymiotniki. Była feudalna, sanacyjna, kapitalistyczna, a także komunistyczna. Ustroje jak stroje - zmieniają się; raz zielone, to znów niebieskie, granatowe, czerwone, a może i żółte, gdy Chińczyk napoi konia w Wiśle.

Jest jednak jeden przymiotnik trwały -Polska katolicka; jako taka zaistniała i taka jest. Może być rząd komunistyczny, sejm komunistyczny, partia komunistyczna, ale Polska Rzeczpospolita jest katolicka, a w niej Ona Królową - Maryja - Matka Boża i Matka nasza. Można orzełkowi odpiłować koronę, ale nie Królowej i naszej Pani.

Gdy sobie to przypomnieliśmy, odnowiliśmy śluby jasnogórskie- nastąpił polski Październik. Wyszedł z uwięzienia ksiądz Prymas Stefan Wyszyński. Otwarto szkoły dla katechetów. Głęboki oddech, pierwszy po wojnie. Skorzystaliśmy nie tylko my, ale również nasi bracia komuniści, tak polscy, jak i z innych krajów. Otrząsnęli się z wypaczenia - kultu jednostki. Potem nastąpiły inne „oddechy”: grudzień, sierpień.

Był jeszcze jeden ważny październik - roku 1978. Szesnastego dnia tego miesiąca Polak został wybrany Papieżem. Wydarzenie to odbiło się wielkim echem w świecie, a w naszej Ojczyźnie spowodowało wielkie ożywienie religijne i rozbudzenie świadomości narodowej.

Popatrzmy, jak ta Judyta umie walczyć bez oręża, i to tak skutecznie, z największym nawet mocarstwem światowym. Ona okazuje miłosierdzie swojemu ludowi w różnych opresjach.

„Pod Twoją obronę...” - pod wieloma obrazami Matki Bożej Częstochowskiej czytamy te słowa. Tak chętnie nasz naród odmawia, śpiewa to wezwanie do Matki Bożej. Ta modlitwa jest właściwie pierwszą modlitwą chrześcijańską do miłosierdzia Maryi.

Powstała między IV a VI wiekiem. Tekst pierwotny, grecki, brzmi trochę inaczej. Znaleziono go w 1917 r. w Egipcie. Zawiera takie słowa: „Do Twego Miłosierdzia (dosł. Do Twych miłosiernych wnętrzności) uciekamy się Bogarodzico, nie gardź naszymi prośbami w (naszych) potrzebach, lecz zachowaj nas od niebezpieczeństwa. Ty jedynie czysta i błogosławiona” (Ewangelia miłosierdzia, Pallotinum 1970, s. 117).

 

Witaj Matko miłosierdzia...

Ta antyfon a sama w sobie jest tak ściśle sformułowana, te poszczególne jej zdania można uważać za tezy teologiczne o miłosierdziu Maryi. Można ją zasadniczo podzielić na trzy części. W pierwszej mamy przedstawioną osobę Matki miłosierdzia. Jest nią Maryja jako Królowa, ale w roli Matki Boga, a nie duchowej Matki ludzi. W pierwotnej, oryginalnej wersji zaczynała się ta antyfona wprost od słów: „Salve, Regina misericordiae”. Słowo „Mater” zostało dodane później. Następnie znajdujemy tu bliższe określenia Matki Miłosierdzia. Nazywa się Ją: „życiem, słodyczą i nadzieją naszą”. Są to właściwości i funkcje Maryi określone -zgodnie ze zwyczajem tamtych czasów - nie za pomocą przymiotników, lecz rzeczowników. Ma to na celu podkreślić ich niezwykłość, wyjątkowość. Maryję zwie się „życiem naszym” dlatego, że zrodziła Chrystusa, od którego wszyscy otrzymujemy życie Boże. Jest Ona „słodyczą naszą”, gdyż Jej macierzyńskie Serce żyje tylko miłością Chrystusa Zbawiciela i miłość tę okazuje każdemu bez wyjątku, kto zwraca się do Niej z prośbą. Zwie się wreszcie „nadzieją naszą” gdyż jako Królowa i Matka miłosierdzia jest naszą niezawodną Orędowniczką. Bóg bowiem niczego Jej nie może odmówić, o cokolwiek Ona prosi Go za nami.

Druga część antyfony podaje ogólną charakterystykę tych, którzy zwracają się do Maryi z prośbą o miłosierdzie. Są nimi ludzie nieszczęśliwi, synowie pierwszej matki - Ewy. Z jej winy zostali wyrzuceni z raju, pozbawieni szczęścia i umieszczeni na ziemi, która stała się dla nich „padołem łez”. Nazwanie ludzi „wygnańcami, synami Ewy” zawiera w sobie wyraźną aluzję do przeciwieństwa Ewy - Maryi, która w dziele naszego zbawienia miała taki udział, jaki Ewa w naszym upadku. Słowa jęcząc i płacząc” nie tylko są obrazem stanu ludzkości błagającej o miłosierdzie, lecz także żywo nawiązują do praktyk sądowniczych, jakie odbywały się w wiekach średnich. Zwykle bowiem obwiniony sprowadzał na rozprawę sądową swoich najbliższych, którzy żałośnie zawodząc starali się wzruszyć sędziego, aby uzyskać dla niego uniewinnienie lub łagodny wyrok.

Umieszczenie w antyfonie słów „jęcząc i płacząc” miało zaznaczyć, że błagający o miłosierdzie przyznaje się do winy, ale pragnie wzruszyć Maryję, by Ona wstawiła się do Sędziego i wy-jednała mu przebaczenie i łaskę. Powyższe szczegóły wskazują dość wyraźnie na to, że Matka miłosierdzia wyprasza ludziom w pierwszym rzędzie nie dobra materialne, doczesne, lecz duchowe, wieczne, nadprzyrodzone.

Trzecia część antyfony jest formalnym apelem do Matki miłosierdzia o wysłuchanie prośby. Modlący zwraca się do Niej w ten sposób: „Przeto więc, Orędowniczko nasza, Twoje miłosierne oczy zwróć na nas”. Maryja przejawia swoje miłosierdzie przez macierzyńskie wstawiennictwo za nami do Boga. Funkcję tę jednak wykonuje prawdziwie po królewsku. Według pojęć biblijnych samo dopuszczenie kogoś przed oblicze królewskie było już oznaką życzliwości, łaskawe zaś wejrzenie króla na obwinionego lub proszącego o łaskę było dowodem przebaczenia lub udzielenia mu łaski. W ten sposób sam Bóg w Starym Testamencie okazywał ludziom miłosierdzie: „Zmiłuj się nad nami, Panie, Boże wszystkich rzeczy, i spojrzyj” (Syr 36, 1; por. Ps 80/79/, 4; 86/85/, 16). Przyznanie Maryi tych samych prerogatyw świadczy o tym, iż wierzono, że Ona również okazuje ludziom swoje miłosierdzie jako prawdziwa Pani i Królowa.

Antyfona kończy się słowami:

„O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo”. Słowa te nie wiążą się organicznie z całością budowy antyfony. Nie są też logicznym jej zakończeniem. Mogą one oznaczać, że modlący jeszcze raz zwraca się błaganiem do Matki miłosierdzia albo że w ten sposób chce wyrazić Jej swoją wdzięczność będąc pewnym wysłuchania.

Istotnie, słowa te zostały dodane później, prawdopodobnie przez św. Bernarda z Clairvaux.

Antyfona ma charakter modlitwy chrystologicznej. Zakłada najpierw, że Maryja swoją funkcję miłosierdzia zawdzięcza Chrystusowi, stwierdza następnie, że okazuje je przez wstawiennictwo i wreszcie podkreśla, że ostatecznym celem Jej miłosierdzia jest Chrystus. Modlący się bowiem słowami antyfony prosi Ją przy końcu:

,A Jezusa, błogosławiony Owoc żywota Twego, okaż nam po tym wygnaniu”.(Omówienie antyfony wg. Ewangelii miłosierdzia - Pallotinum 1970 r. - s. 121n).

ZAKOŃCZENIE

Bóg Ojciec napełnił macierzyńskie serce Maryi tym samym uczuciem miłosierdzia, jakie sam żywi dla grzesznych i jakie skłoniło Jej Syna do tego, że wydał samego siebie za grzechy świata. W Niej więc i przez Nią zrealizowało się i realizuje dzieło Bożego miłosierdzia. Istota tajemnicy Jej macierzyństwa Bożego i istota Jej miłosierdzia tkwi zatem w tajemnicy miłości „Ojca Miłosierdzia”.

Bóg chcąc swoje miłosierdzie ujawnić na sposób bardziej ludzki dopuścił Najświętszą Maryję Pannę, Matkę swego Syna, do udzielania go nam. W Niej i przez Nią nieskończone Jego miłosierdzie nabrało dla nas cech miłości prawdziwie macierzyńskiej.

Istota tajemnicy miłosierdzia Maryi tkwi nie tylko w tym, że jako Matka Boża ma dla nas macierzyńskie, litościwe serce, ale i w tym, że sam Bóg napełnił Ją miłością podobną do tej, jaką sam żywi dla nas i Ją Jedyną ze wszystkich zwykłych ludzi dopuścił do uczestnictwa w swym miłosierdziu.

„Źródłem wszelkiego miłosierdzia jest Chrystus. Maryja zaś może się zwać Matką miłosierdzia dlatego, że rodząc Chrystusa, zrodziła dla nas «samo źródło miłosierdzia». Ona też przejawia swoje miłosierdzie przez to, że wyprasza nam u Boga przebaczenie grzechów” (św. Fulbert z Chartres).

Sprawiedliwi szybciej otrzymują od Boga to, o co proszą, za wstawiennictwem Maryi, a grzesznicy tą drogą częściej dostępują miłosierdzia. Święty Anzelm tak pisze o Matce miłosierdzia: „Bóg jest ojcem rzeczy stworzonych, Maryja jest matką odnowienia wszystkiego. Bóg bowiem zrodził Tego, przez Którego wszystko się stało; a Maryja zrodziła Tego, przez Którego wszystko zostało zbawione.

Przeto o Pani: Matką jesteś usprawiedliwienia i usprawiedliwionych, Rodzicielką jesteś pojednania i pojednanych, Rodzicielką jesteś zbawienia i zbawionych.

Boże, któryś stał się dla miłosierdzia synem Niewiasty. Niewiasto, która dla miłosierdzia stałaś się Matką Boga: albo zmiłujecie się nad nędzarzem, Ty przebaczając, Ty wstawiając się, albo wskażecie mi do kogóż miłosierniejszego bezpieczniej się ucieknę, pokażcie, miłosierniejszemu zaufam”. Amen.

 

MATKA   BOŻA

B U D Z I C I E L K A

 

W s t ę p

 

            Według Lenina: „Religia – to opium dla ludu. Religia – to rodzaj duchowej gorzałki, w której niewolnicy kapitału topią swe ludzkie oblicze, swoje dążenie do życia, które by choć trochę było godne człowieka”(Lenin:
„O religii” – s.6 – Książka i wiedza Warszawa 1960).

 

Religia opium odurzającym masy:

- aby robotnik nie uświadamiał sobie swojej niewoli;

- aby nie powstał do walki o swe wyzwolenie.

 

            Marksiści i komuniści postawili sobie za zadanie wyzwolić lud z tego opium – religii. Jednak sami pogrążyli narody w odurzenie i śpiączkę przy pomocy opium różnego gatunku. Opium religijne unosiło człowieka ku wyżynom. To opium marksistowskie i komunistyczne powoduje śpiączki przy pomocy różnych –izmów dołujące człowieka.

 

  1. M a t e r i a l i z m

 

Niebo zostawmy wróbelkom – a my zajmiemy się

ziemią – mówi Lenin. Tutaj nasz raj, a nie tam w niebie. Po tylu latach budowania jakoś nie widać tego raju. Chyba ten raj z czasów Adama i Ewy, gdy chodzili bez ubrania i o jeden owoc toczyli bój. Zapatrzyć się w ziemię.

            Drogi ojcze rodziny. Brak pewnego jutra – nic stałego. Bezrobocie. Koniec z końcem trudno powiązać. Pieniądze nie mają frędzelków.

            A wy, drogie matki. Często praca zawodowa i dom, bo jedna pensja nie wystarcza. Tak bardzo jesteś zabiegana, że nie masz czasu spojrzeć w niebo nawet trzech minut rano i wieczorem, aby zmówić pacierz.      

Samotni, emeryci i renciści – ani to żyć, ani umrzeć. Lekarstwa bardzo drogie, nawet nie możesz ich wykupić.

Dzisiejszej młodzieży można tylko współczuć. Perspektywa niewesoła. Mieszkanie, wyposażenie domu, chociażby to podstawowe – już nie mówiąc o luksusie pojazdu mechanicznego.

Ten izm usypia człowieka. Usypia go na rzeczy godne człowieka. Zwierzęciu wystarczy pokarm i psu buda.

 

  1. E g o i z m

 

Zapatrzeć się w siebie. Ten izm usypia człowieka, jest zaspany na potrzeby drugiego człowieka. To nieważne czyje to je – ważne to je, co je moje. Było
w komunizmie: wszystko nasze wspólne, tylko mojego nie rusz. Przemów mi do ręki, bo na uszy nic nie słyszę.

W Polsce tylko ryby nie biorą. Tylko kret ma ręce od siebie. W Polsce największa kara – trzy lata bez znajomości.

           

     Obserwujemy ten izm nie tylko na terenie społecznym, ale także i w rodzinie. Tyle egoizmu u rodziców dzieci. Rodzice myśląc o sobie, często się rozchodzą, bo mają prawo do ułożenia sobie „życia na nowo”. Dzieci lądują w Domu dziecka.

            Mam znajomych w Warszawie. Małżeństwo już starsze. Wychowali swoje dzieci. Pewnego razu ta Pani jak zwykle wracając z pracy – przechodziła obok Domu dziecka. Pewnej chwili przyczepiona do siatki ogrodzenia 6-letnia dziewczynka z tego Domu dziecka woła: Proszę Pani – proszę Pani! O co tobie dziecko chodzi? Niech Pani będzie moją mamą. Pani się mocno zmieszała i powiedziała: Kupię tobie cukierków. Następnego dnia już bardziej pilnowała tej pory dnia ta mała sierotka żyjących rodziców. Znowu ta sama prośba. Poszła ta Pani do władz tego Domu dziecka, wzięła ją chociażby tylko na Święta. Zabrali ją na działkę. Biegała od drzewka do drzewka radośnie pokrzykując: Mamusiu… Tatusiu. Ja wiem, że ty nie jesteś moją prawdziwą mamusią, ale bądź.

W końcu ją adoptowali.

            Był dzień jej pierwszej Komunii św. Po obiedzie siedząc na kolanach przybranej mamusi powiedziała: Dobrze, żeś mnie wzięła. Nigdy nie przeżyłabym tak pięknego dnia. Łzy mamusi spadały na jej główkę. Uściskała ją. Takich Mariolek jest wiele. Rozwodów coraz więcej.

            Egoizm dzieci wobec swoich rodziców. Kilkanaście tysięcy rozpraw sądowych, gdzie rodzice domagają się alimentów od swoich dzieci. Dom Pogodnej Starości. Pięknie, ale jak szyderczo brzmi ta nazwa. Zaglądałem nieraz do tych Domów Pogodnej Starości. Matka staruszka dogorywa. Nie masz co narzekać. Dach nad głową masz – jeść i ubrać co masz, więc nie jęcz. Dla psa to wystarczy. Matce jednak potrzeba serca dzieci i wnucząt. wnucząt ich gronie pragnęłaby dokonać swego żywota.

 

 

  1. S e k s u a l i z m

 

Zapatrz się w swoje zmysły. Z nich najsilniejszy – to seksualny. Jak ten izm rozbudzony, niehamowany Prawem Bożym: usypia, zniewala człowieka. Człowiek staje się gorszy od zwierząt. Bo one mają tylko swoje okresy pobudliwości. Pamiętam uczennice z dziesiątej klasy w Gdyni. Obserwowała mnie dokładnie. Byli najbliższymi naszymi sąsiadami. Pyta mnie: Czy ksiądz jest szczęśliwy? Co tobie takie pytanie strzeliło do głowy. Jestem szczęśliwy. Obserwuję księdza. Ksiądz jest młody… a ksiądz nie idzie, ani na ubaw, ani na dyskotekę, Bo ja proszę księdza – i tutaj wypowiedziała bardzo tragiczne zdanie o sobie, nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Niczego sobie odmówić nie potrafię. Biedna.

            Myślała, że jeżeli za wszystkim poleci – będzie wolna. Niestety. Może sobie śpiewać za Markiem Grechutą: Jestem taka zaplątana… Czymże różni się od zwykłego Azorka?! Kiedy piesek poczuje podnietę – zadziera kitę i leci. Nie umieją się bawić inaczej, jak tylko seksualnie. Tak zwane „imprezy”, biwaki… Oczywiście parami. A potem spać – też parami, mimo tylko chwilowej znajomości. A potem do ołtarza idą we troje i trzeba poszerzać w kościele ślubne chodniki. Ten izm usypia człowieka. Człowiekowi zmysłowemu trudne zrozumieć i pokochać rzeczy Boże, nadprzyrodzone.

 

  1. A l k o h o l i z m

 

Ten izm najbardziej usypia człowieka fizycznie. Zalej swój rozum, a nie będziesz myślał. Zalej swoją wolną wolę, a będziesz bezwolny – łatwiej będzie można ciebie zniewolić. Gorzałka i sało – to ci wystarczy do szczęścia. Masz pieniądze – nie mogłeś za nie nic kupić. Masz ich mało – na pół litra starczy. Rozpijano nasz naród.

            Ten izm zaślepia. No to cyk. Do widzenia rozum – spotkamy się jutro. Nie widzi, że krzywdzi dzieci, wyciska łzy żonie.

 

  1. A t e i z m

 

To opium jest najgorsze. Powoduje śpiączkę na śmierć. To jak ukąszenie muchy tse-tse ateizmu. Potężna mucha tse-ptse ateizmu mocno brzęczała i brzęczy w naszej Ojczyźnie w telewizji i innych środkach masowego przekazu.

            Poprzednie śpiączki nie były tak tragiczne. One nie były na śmierć, można je wyleczyć. W tych śpiączkach oczy człowieka nie odwracały się od Pana Boga, zwracały się ku innym rzeczom i sprawom..

            Ateizm – to całkowite odwrócenie się od Pana Boga. Tamci chorzy przyjmują lekarstwo, gdy się ich przekona o chorobie. Człowiek-ateista to chory, który odwraca się plecami do lekarza, do pielęgniarki, a nawet wytrąca jej tacę z lekarstwami, które mogłyby go uratować.

            Co mówią ludzie świeccy na ten temat.

Dr Jung – wielki psychiatra wiedeński: „Nigdy nie widziałem człowieka naprawdę uleczonego z choroby psychicznej, chyba, że ten chory odnalazł Boga”.

            Co pisze prezydent Florencji La Pira komunista, ale zachodni, który nie wyklucza Boga. Przeciwnie jak wschodni, który stawia sobie za let likwidację Boga w społeczeństwie. społeczeństwie liście do Chruszczowa, opublikowanego w Italia dnia 4 marca 1964 roku.

     „Wiadomości ogłoszone dzisiaj przez >Prawda> o nowej ofensywie antyreligijnej wywołały żywe zdumienie i przykre wrażenie w społeczeństwie florenckim, w ludzie włoskim i z pewnością u wszystkich ludów świata.

            Idzie zapewne o ataki skierowane przeciw stalinistom, którzy są waszymi wrogami pokoju i bratniej koegzystencji ludów. Przed paru dniami mówiliśmy wobec międzynarodowego Kongresu młodzieży we Florencji, że ateizm państwowy jak jest znakiem dyskryminacji, nietolerancji i ucisku cywilizacyjnego politycznego, tak jest również oznaką infantylizmu naukowego kulturalnego starości historycznej i politycznej. Jest to pasyw spuścizny pozostawionej przez burżuazję kapitalistyczną i ateizm XIX wieku. Jest on niezdolny pojąć wielkie nadzieje historyczne nowych pokoleń ludu sowieckiego i ludów całego świata. Jest on najniższym wyrazem stalinizmu, który usiłuje wyrwać brutalnie z tego wielkiego ludu chrześcijańskiego to co lud sowiecki posiada najbardziej wartościowego swej historii religijnej, artystycznej i cywilizacyjnej. Stanowi on nadto jeden z najcięższych kamieni tamujących na drodze narodów do pokoju.

            Przesyłam Panu ten list, gdyż jestem przejęty głęboko bolesnymi i ujemnymi skutkami jakie przyniesie ta ofensywa religijna, nowa i nieprzewidziana na pewno we Florencji, we Włoszech stosunkach międzynarodowych, a szczególnie z ludami trzeciego świata. Miałem zawsze wielki szacunek dla Pana, prozę mi dlatego pozwolić, bym z całą szczerością powiedział Panu dla dobra ludu sowieckiego i w imię pokoju bratniego jak i bratniej jedności: usuńcie z ziemi rosyjskiej tego trupa ateizmu, jak usunęliście trupa Stalina. Jest to trup, który zatruwa atmosferę. Lud sowiecki nie zniesie więcej rozkładu. Od Pasternaka do Tendriakowa, tysiące oznak pokazuje z całą oczywistością to pragnienie uwolnienia, jaki ożywia głębokie życie rosyjskie. Usuwając tego trupa ateizmu, oczyści Pan nie tylko powietrze Związku Sowieckiego, ale także narodów socjalistycznych innych części świata i odda Pan niezmierną przysługę w budowie pokoju, które jest zadaniem najwyższym ludów całej ziemi. Jestem pewny, że mój apel nie pozostanie bez pozytywnej odpowiedzi.

            Miłość dla swego ludu, która dała Panu tyle żaru, aby wykorzenić stalinizm, doda Panu jeszcze większego w wykorzenieniu ateizmu. Dokona Pan największego dzieła duchowego i politycznego w historii świata… Proszę przyjąć ten apel. Pochodzi on z serca w głębi bezinteresownego i. Rzucony jest przyjacielskiego imię prawdziwego pokoju, prawdziwego postępu, prawdziwego podniesienia ludu sowieckiego i ludów całego świata…(La documentation catholique, LXI,5 avril 1964 pg 461).

            Komunizm usuwając jedno opium mas – religię: rozsypuje na nasze głowy, umysły, wolę, serce, ciało –opium różnego gatunku, które tak bardzo nas usypia. Pod postacią tych różnych zmów.

 

 

Matka Boża Budzicielka

 

            Matka Boża zawsze się pojawia, jak każda matka, gdy dziecko jest w kłopocie, w opresji. Na Zachodzie może tylko zapłakać – marazm, martwota. U nas pojawia się jako Budzicielka. Zeszła ze swego tronu jasnogórskiego, wędrowała budząc.

            Chodząc po cmentarzu w Kaliszu na Tyńcu, gdy byłem w nowicjacie, spotkałem dziwny nagrobek:

Tu spoczywa śp.:

Czesława Miedzianowska – 2 lata – 1913;

Zyta Miedzianowska – 5 lat – 1918;

Leopold Miedzianowski – 10 miesięcy – 1920;

Leon Miedzianowski – 1 rok i 3 mies. – 1922;

Władysław Miedzianowski – 2 lata i 7 mies. – 1926;

Maria Miedzianowska – 7 miesięcy – 1929;

Anna Danuta Miedzianowska – 5 miesięcy – 1930.

            Po paru latach będąc w Kaliszu chciałem ten nagrobek odszukać. Niestety – zlikwidowano. Ostatni pochowek był 50 lat temu. A szkoda. Trzeba było zachować, jako pomnik matczynej boleści.

            Będąc na wakacjach u kuzynostwa w Stężycy na Kaszubach – taki wypadek. Tatuś z 6 i 12 letnim synem oraz kolegą taty, chcieli zabawić się w marynarzy. Biorą żaglówkę. Będąc pod wpływem alkoholu – wyprawa skończyła się tragicznie. Ojciec z dziećmi utonął. Kolega się uratował. Byłem przy brzegu kiedy ich wyciągnięto. Tatuś mocno trzymał przy sobie 6 letniego synka. Gdy matka – żona to zobaczyła – znalazła się w szpitalu umysłowo chorych. Nerwy nie wytrzymały widoku martwych dzieci.

            Możemy łatwo sobie wyobrazić ból naszej Niebieskiej Matki – ból Jej Matczynego Serca.

            Przed małym na wpół rozwalonym domkiem w ubogiej dzielnicy Paryża stał sześcioletni chłopczyk i zdawał się głęboko nad czymś rozmyślać. Podarte, wystrzępione ubranie wskazywałoby na to, że był jednym z nicponiów zatruwających życie swym rodzicom, gdyby nie to, że miał czyste, niewinne, szafirowe oczy, główkę okoloną bujną jasną czupryną, a na twarzy nad wiek poważnej ślady głodu i nędznego życia. Od popołudnia dnia poprzedniego, nie miał nic w ustach. Stał nie zważając na zimno. Zapadł już mrok zimowego wieczoru. Wreszcie wpadłszy na dobrą myśl szybko skierował swe kroki ku sąsiedniej uliczce, gdzie mieściło się biuro próśb. Nieśmiało zapukał, oglądając z pewnym zawstydzeniem strój swój nędzny, w którym miał stanąć przed oczyma starego żołnierza inwalidy, który trudnił się pisaniem próśb dla ubogiej ludności przedmieścia. Drzwi się otwarły, przed chłopcem stanął wysoki o siwych włosach mężczyzna. Zdziwiony widokiem takiego klienta, spojrzał na dziecko wzrokiem surowym. Był bowiem w złym humorze. Przepraszam, rzekł rezolutnie mały Jaś, czy mógłby mi pan napisać list? Pieniądze masz? - Nie mam. W takim razie do widzenia! Jaś skłonił się grzecznie i zwrócił się ku wyjściu. Żal się jednak zrobiło dziecka staremu samotnikowi, które miało odmalowane na swej twarzy jakąś wielką troskę. – Zaczekaj! Może twój ojciec służył w wojsku? – Ja nie mam ojca, jeno matkę, która jest wdową. – Odrzekł Jaś. I nie masz ani grosza? – Ani ja, ani mamusia nie mamy ani grosza. Zamyślił się staruszek… Widocznie bieda zbytnio doskwiera, chcą do jakiegoś dobroczyńcy napisać list. Usiadł, umaczał pióro, spojrzał nieco życzliwiej na małego Jasia i rzekł: Niech będzie. Napiszę za darmo. Do kogo mam pisać? Zmieszane dziecko nie mogło mu na to dać odpowiedzi. Jakże się nazywa ten pan, do którego chcesz list napisać? To nie jest pan…- Dobrze, więc pani. Jak się nazywa i gdzie mieszka? Dziecko zarumieniło się i wyszeptało. Ja chciałbym napisać list do Matki Boskiej. Stary żołnierz spojrzał na chłopca z niedowierzaniem. Nie był on zbyt pobożnym, nawet mocno zaniedbywał się w praktykach religijnych jak to w wojsku się zdarza i już nie po raz pierwszy w swym życiu słyszał o listach do Matki Boskiej. Mały nie miał w sobie jednak nic z tego, co by pozwalało myśleć, że chce zakpić ze starego pisarza. Chciał go mimo wszystko zgromić za taki żart, ale dojrzał łzę w oku Jasia i jego wynędzniałe oblicze.
A cóż ty chcesz napisać Matce Boskiej? Ja chciałbym Jej powiedzieć, że mamusia zasnęła wczoraj wieczorem, niech ją obudzi, bo ja nie mogę. Stary żołnierz zaczął się domyślać co się stało z mamusią małego Jasia. Uczuł jakieś nieznane dotąd ciepło w sercu. Głosem pełnym współczucia począł go wypytywać jak się to stało. Mamusia mi powiedziała przed dwoma dniami, że jej już wcale jeść się nie chce. A wczoraj dała mi ostatni kawałek chleba. Ale dawniej nie spała tak długo.
A cóżeś ty zrobił, żeby mamusię obudzić? Jak zwykle – pocałowałem. – A nie zauważyłeś nic kiedyś ją całował? Owszem, była zimna, ale u nas w mieszkaniu jest bardzo zimno, i taka była spokojna, a oczy miała takie dziwne, jak gdyby nic nie widziała. Łzy stanęły w oczach starego żołnierza. Zrozumiał, że matka tego małego dziecka zmarła z głodu. Zrozumiał też, że Matka Niebieska przysłała mu to niewinne dziecko, by mu zastąpił ojca i matkę, sam zaś miał pociechę na stare lata w swej samotności. Przygarnął wię dziecko, dziękując Bogu, że przez nie obudził w nim serce i wiarę. Mały Jaś wyrósł na dzielnego człowieka. Matka Boża odpowiedziała na jego list, którego nawet nie mógł napisać.

M a m o   o b u d ź!

            Obudź tych wszystkich uśpionych opium różnych zmów. Obudź tych uśpionych materializmem. Obudź tych uśpionych egoizmem. Obudź tych uśpionych seksualizmem. Obudź tych uśpionych alkoholizmem. Niech otworzą swoje oczy – niech zobaczą niebo, nie tylko ziemię, niech zobaczą drugiego człowieka, a nie tylko siebie. Niech zobaczą w sobie inne wartości a nie tylko seks. Niech zobaczą, że bez alkoholu jest radość bez kaca.

            Obudź, o Matko, tych uśpionych na śmierć przez opium ateizmu. Niech najprzód zwrócą się do Boga i otworzą swe oczy i Go ujrzą. Mamo, obudź tatusia, Maryjo, obudź mamusię. Matko obudź syna. Mamo obudź córkę.

            Mamo budź nas, skoro tylko zacznie nam dokuczać jakiekolwiek opium.

           

 MATKA BOŻA ZWYCIĘSKA

 

KAZANIE WYGŁOSZONE

 

NA ZAKOŃCZENIE WĘDRÓWKI OBRAZU MATKI BOŻEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ W DIECEZJI CHEŁMIŃSKIEJ PRZY KOŚCIELE ŚWIĘTEGO KRZYŻA W TCZEWIE

DNIA 7 LIPCA 1983 ROKU

 

Na terenie Tczewa przeprowadziłem dziesięć prac misyjno-rekolekcyjnych. Myślałem, że tym jubileuszem zakończę. staję po raz jedenasty przy boku Matki Bożej. Dziękuję Tobie Matko, że mogę złożyć w Twoje ręce to miasto – abyś moje braki:, jako Twojego nieudolnego syna uzupełniła.

     Dziękuję Ci Matko, że Tczew wybrałaś na zakończenie Swojej wędrówki w Diecezji, Mamy jednak żal do Ciebie - zazdrosny żal. Dlaczego u św.Józefa siedziałaś tak długo - od godz.22.00- do godz.8.00. Ażdziesięć godzin. A u nas -

u w. Krzyża – tak na krótko.

Rozumiemy - Św. Józef Tw6j Oblubieniec. Tyle lat byłaś razem z Nim na tej ziemi. Pod krzyżem stałaś tylko trzy godziny.

            Dobrze, że tutaj pod krzyżem przypominasz nam Testament Twego Syna:

         Synu oto Matka twoja...

         Niewiasto oto syn Twój...

 

„Spadł jak grom z jasnego nieba...”

 

            Znamy dobrze to powiedzenie. Grom zawsze jest groźny z powodu niszczycielskiej siły. Strącony został Smok – nazwany diabłem i szatanem, złośliwy i szkodzący. Biada ziemi i morzu, bo zstąpił na was diabeł, pałając wielkim gniewem. Świadom, że mało ma czasu.

            To było na początku.

Nie zdołał pokonać Boga w niebie, czyni to na ziemi z pierwszymi rodzicami. Pierwsi ludzie zostali zdruzgotani. Niszczyć Boga w ich sercach. Wskazuje jednak Bóg na Znak w którym ostatecznie człowiek zwycięży. Niewiasta. Ona zmiażdży łeb Smokowi diabelskiemu.

            Zobaczymy jednak, że diabeł będzie atakował, niszczył wszystko, co Boże w człowieku, czy związane w nim z Bogiem – i to z ogromną wściekłością.

            Popatrzmy, gdy pojawi się Bóg w ludzkiej postaci – w Jezusie Chrystusie. Najprzód nie chce dać miejsca, aby mógł się narodzić. Gdy mimo wszystko narodzi się chociaż w stajni – chce Go zniszczyć już jako Niemowlę. Przy okazji, aby Go dopaść- mieczem Heroda wymorduje tyle niewinnych dzieci betlejemskich. Tyle popłynie łez matczynych – „Płacz słyszan w Rama”

            Gdy dorośnie – stanie się Mistrzem z Nazaretu – będzie chciał Go strącić w przepaść przy pomocy ludzkich rąk.

A gdy przyjdzie Jego godzina, jak rzuca się na Niego. Diabeł poprzez ludzi tak strasznie będzie Go zamęczał. Kto oglądał film o męce Pana Jezusa musiał się przerazić tą reakcją ludzi, będących pod wpływem diabła. Jedno tylko wołanie: „Ptrecz z Nim”. Nawet Piłat stosując różne chwyty – nie zdołał ich wytrącić z tego ukierunkowania – „Precz z Nim”. Wbrew wszelkim oczekiwaniom Piłata – wybiorą Barabasza – złoczyńcę i zabójcę.

           

            I spadł jak groma z jasnego nieba

 

            Rzuca się na Chrystusa Mistycznego, żyjącego w pierwszych Jego wyznawcach. Przez trzysta lat będzie męczył i zamęczał, aby w nich zabić Boga. Będzie tego Chrystusa dzielił przez herezje, schizmy – będzie Go kawałkował – znając zasadę: ”dziel a będziesz zwyciężał.”

            Nawet rzuca się na wyobrażenie Chrystusa, Jego Matki i świętych. Będzie niszczył, palił, topił w morzu obrazy, figury Chrystusa i Jego Matki. Znamy dobrze okres obrazoburstwa w ósmym wieku w cesarstwie Wschodnim konstantynopolitańskim.

 

            I spadł jak grom z jasnego nieba

 

            na naszą Ojczyznę. Solą w oku szatana jest ta Polonia semper fidelis – Polska zawsze wierna. Szarpał nią jak wściekły pies – przy pomocy naszych sąsiadów i tych wschodnich i tych zachodnich. Kawałkował ja wielokrotnie. Mówili, że już Polski nie będzie. A Polska jeszcze nie zginęła.

            Od roku 1945 zaprogramował wreszcie skończyć z Bogiem w naszym Kraju. Na czele musi stać człowiek niewierzący; rząd niewierzący; sejm 90% partyjnych, 10% bezpartyjnych; jedyna i rządząca partia – ateistyczna; szkoła i wychowanie bez Boga; telewizja, prasa – wszystko w tych środkach masowego przekazu, tylko nie Bóg; Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli – otrzymuje rangę wyższej użyteczności społecznej – 100 tysięcy misjonarzy ateizmu.

            Atakuje Chrystusa obecnego w Najświętszym Sakramencie - ile włamań, zbezczeszczeń , rozsypywania i deptania Hostii. Atakuj3 Chrystusa Boga i na wizerunkach krzyża. To wyrzucanie krzyża – najlepszy dowód jego działalności. Prawdziwy bowiem komunista-ateista skoro widzi, że krzyż pomaga robotnikowi – wieszałby go w zakładzie pracy. Gdyby widział, że pomaga uczniowi w szkole - powieszałby go w każdej klasie.

            Prawdziwy komunista-ateista, dbający o dobro mas – nie walczyłby z krzyżem – bo dla ateisty krzyż – to dwa patyki i jakiś skazaniec. Jeżeli reaguje na krzyż zdejmując go, bo go razi – najlepszy dowód, że ma w sobie diabła. Tylko bowiem diabła denerwuje Chrystus na krzyżu.

            Doprowadza nawet diabeł do aresztowania obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej – bo Ona budzi Boga w naszym narodzie, w naszych rodzinach i naszych sercach.

            Doprowadza do tego, że niektórzy podpalają Jej cudowne obrazy, które tak licznie gromadzą wiernych i powodują nawrócenia.

            Wreszcie nie wytrzymał. W przeddzień jubileuszu 600-lecia uderzył z całą wściekłością Stan wojenny. Zawsze szatan wściekał się – jak opowiadają obozowicze - w święta Matki Bożej.

 

            Bóg jest Miłością; Jezus Sercem; Matka Boża serdeczna.

           

Spadł jak grom z jasnego nieba

 

i przebił Serce Boże i zabija miłość-serce ludzi. Nagromadził potencjał jego nienawiści. Podzielił narody:

I to nawet fizycznie: Chiny, Wietnam, Korea, Niemcy a także i duchowo: tworząc w obozie socjalistycznym, w każdym kraju tego obozu podwójnych obywateli: tych lepszych – partyjnych i tych gorszych – bezpartyjnych. U nas doprowadził aż do stanu wojennego.

            Szpiclowanie, napuszczanie jednego na drugiego. Śledzi nie ma w sklepie, ale na chodniku pełno: śledzony śledzi śledzonego: szczyt pecha: szukam kontaktu – trafiam na wtyczkę. Kto pod kim dołki kopie – ten dostaje awans.

Rozbija rodziny przez rozwody. Gdzie była miłość wkracza nienawiść. W serca ludzkie wsiewa egoizm, nienawiść nawet względem rodziców. A nawet ojca, matki względem dzieci.

            Pan Bóg stworzył nas na obraz i podobieństwo swoje.

 

            Spadł jak grom z jasnego nieba

           

            Uderzył w to podobieństwo Boże w nas.

            A więc   r o z u m.

         Uderza w rozum narodu, społeczny. W naszej nie jest ważna głowa, ale plecy. Największa kara trzy lata bez znajomości – nie pożyjesz. Stanowiska nie przydzielano ze względu na mądrość, znajomość rzeczy, ale że był w Partii. Często dyrektorem zakładu zostaje „przechodzony sekretarz partii za karę. Skutki wszyscy oglądamy. Wysiłek wierzących

i niewierzących, aby zwyciężył rozsądek.

            Uderza w rozum każdego z nas. Szczególnie przez alkoholizm, Nadużywając alkoholu, człowiek niszczy w sobie obraz i podobieństwo Boże – stając się nierozumnym zwierzęciem a właściwie gorszym, bo zwierze nie niszczy siebie, nie weźmie tego co mu szkodzi np. koń nie będzie pił brudnej wody. W pewnej parafii pogrzeb ojca rodziny. Gromadka dzieci i wdowa nad grobem. Ksiądz Proboszcz pociesza. Będzie wam teraz gorzej.. Nie, proszę Księdza Proboszcza – powiada najstarszy. Teraz będzie nam lepiej. Czy otrzymacie jakąś spłatę? Nie chodzi o pieniądze. Będzie spokój. Tatuś już mamusi nie będzie maltretował po pijanemu, a my o północy nie będziemy musieli uciekać do sąsiadów. Nikt z was ojcowie tutaj obecnych nie chciałby usłyszeć takich słów nad swoją mogiłą.

 

            Bóg stworzył nas na obraz i podobieństwo swoje –

A więc otrzymaliśmy: w o l n ą     w o l ę - wolność.

            Spadł jak grom z jasnego nieba i w to w nas uderzył. Tyle zniewolenia społecznego na świecie i u nas. Doprowadza się do stanu wojennego.

Niszczy w nas wolność przez różne nałogi. Przez alkoholizm, narkomanię i różne – izmy.

 

            Spadł jak grom z jasnego nieba

 

            i uderzył w życie biologiczne.

I w to diabeł   uderza. Bóg powołał nas do życia przez tchnienie samego Boga. Uderza w życie biologiczne narodu – kryzys, kartki. Uderza w życie biologiczne rodziny – ustawowo można zabijać w rodzinie najmłodszych, tych pod sercami matek.. Uderza w życie biologiczne każdego z nas – kiedy szkodzimy sobie na zdrowiu w różny sposób.

 

----------

 

            Smok i Bestia tak bardzo rogata jest dla nas największym niebezpieczeństwem. Wobec tej niszczycielskiej siły jesteśmy bezradni. Możemy uchronić się od piorunów atmosferycznych – może już gromnic nie potrzebujemy. Od tego jednak najgorszego gromu może nas uratować tylko Ona. Dana nam ludziom na początku jako Znak Zwycięstwa nad Smokiem. Ona zmiażdży jego łeb. Chociaż wzięta do nieba – jest z nami. Nie mogła zostać jak Chrystus w Eucharystii – została inaczej pod różnymi „postaciami” obrazów.

            Zarzucają nam bracia jehowici, że my modlimy się do płótna, papieru, rzeźbionego drewna. Mam moje misjonarskie przykazanie, ani to Boże, ani kościelne: „nie miej bliźniego swego za głupiego”. Niech nie mają nas za głupich. Mały wazonik z kwiatem

Wyobraźmy sobie: Jedzie matka do swego syna. Wchodzi do jego pokoju. Patrzy – na jego biurku jej fotografia. Powiększona, oprawiona. Już robi się jej miękko na jej sercu. Syn chce o niej pamiętać – nie chce zapomnieć. Chce mieć ją na oku. Spogląda na nią, przypomina sobie jej dobroć – dziękuje. Przypomina sobie, że był niedobry. A gdyby jeszcze zobaczyła przy tej fotografii mały wazonik z kwiatem. Tu już by nie wytrzymała. Uściskałaby swego syna, o małoby go nie udusiła. O ile tak bardzo wzrusza się serce matki ziemskiej, o ile bardziej Tej Niebieskiej. Gdy Ona patrzy na nas tutaj zgromadzonych, zapatrzonych w Jej obraz, proszących ze łzą w oku, jeżeli my wędrujemy do Niej do Częstochowy zapatrzeni w Nią – Ona musi się rozczulić.

            To ma sens.

            Idąc kiedyś drogą polną patrzę: dwóch chłopaków ze się szarpią. Starszy trzyma się płotu, młodszy go ciągnie. Co robicie?! My się nie bijemy. Tylko on nie chce iść – a mama go woła. Pewnie coś zbroił i się bał.

Powiedźcie tym wszystkim „kargulom” – że Mama woła. Niech przyjdą, aby być zwycięzcami nad Smokiem i Bestią.

Żeby nie musieli się wstydzić jako pokonani. Smok zawsze ich wykiwa – on silniejszy od nas – bo chociaż upadły, ale Anioł.

            Maryja znakiem zwycięstwa. Kto z Nią – ten zwycięży. Kto przeciwko – prędzej, czy później poniesie klęskę. To sam Bóg nam Ją wskazał jako Znak Zwycięstwa – tam, już na początku.

Nie ogniem i mieczem zwyciężył św. Wojciech – ale Bogurodzicą Dziewicą. W tym Znaku zwyciężył o.Kordecki na Jasnej Górze. W tym Znaku zwyciężył Sobieski pod Wiedniem. W tym Znaku zwyciężył ks. Skorupka w 1920 roku. W tym Znaku zwyciężył św. Maksymilian Kolbe. W tym Znaku zwycięży sł. B. Stefan Wyszyński, który wszystko postawił na Maryję. W tym Znaku zwyciężał sł. B. Papież Jan Paweł II, który cały był Jej.

            Kto walczył z Maryją – przegrywał. Szwedzi jak niepyszni wrócili do siebie. W obecnej rzeczywistości był taki najważniejszy – który zniósł wszystkie święta Maryjne, i jego też zniesiono. Już dzisiaj nieżyjący. Był inny najważniejszy – robił podkopy – podkopywał Jasną Górę, aby przeziąć to wspaniałe – imponujące dojście Pielgrzymów –

I jego też wykopali. Nie tylko z najważniejszego stanowiska, ale i z Partii, której był szefem.

 

            W tym Znaku zwyciężysz – Polsko!

         W tym Znaku zwyciężysz – Polaku!

 

         Chociażby sam Lucyfer uderzył z całą swoją potęgą.

 

Amen.

Powitanie

Matki Bożej przez ks. Prałata

Napisane przeze mnie

 

            Brzmią nam jeszcze słowa wypowiedziane przez sł. B. Ojca św. Jana Pawła II: Pocałunek złożony na ziemi polskiej ma jednak dla mnie sens szczególny. Jest to jakby pocałunek złożony na rękach Matki, albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemską”.

            Tym bardziej całuję Twoje dłonie Matko Boża i nasza. Przecież Ty jesteś Matką żywą, najlepszą, która nigdy nie zostawia swoich dzieci w potrzebie. Całuję Twoje dłonie Matko, jako duszpasterz tego miejsca. Tak wypada, aby najstarszy duszpasterz tego miasta to czynił.

            Każdy z nas wie co budzi się w sercu dziecka, gdy przychodzi Matka wyczekiwana, wytęskniona. W takiej sytuacji, gdy przychodzisz na krótko, bo musisz podążać dalej – najlepiej byśmy się przytulili do Twego Serca i nic nie mówiąc znaleźli: ”bólu ukojenie, smutku zapomnienie i nasze tak bardzo znękane serce znalazło pokój w rozterce”.

 

Całując Twoje dłonie:

Dziękuję:

-                     Że nie ominęłaś naszego miasta i przychodzisz do nas Matko Niestrudzona. Ponad dwadzieścia lat wędrujesz, sześć lat więziona – a jednak jesteś. Cieszymy się i dziękujemy.

-                     Żeś pozwoliła mi i pomogła wytrwać w służbie Twego Syna ponad pół wieku.

-                     Że dajesz mi kapłanów współpracowników.

-                     Że dałaś mi dobrych i kochanych wiernych, będących ze mną w doli i niedoli.

-                     Że uratowałaś naszą Farę od zagłady.

 

Przepraszam:

-                     Że w niektórych rodzinach i sercach parafian nie ma    

     miejsca dla Twego Syna.

-                     Że w niektórych sercach brak miłości i życzliwości,

     a tyle jest nienawiści wśród współmieszkańców.

-                     Że zabijają dzieci nienarodzone.

-                     Że są zdrady małżeńskie.

-                     Że szerzy się plaga pijaństwa.

-                     Że tyle par dochodzi do ołtarza bez zachowania czystości przedmałżeńskiej.

 

Proszę:

            Kiedy tu jesteś, kiedy szczególnie nachylasz się swoim matczynym Sercem, kiedy szczególnie w naszą stronę kierujesz Twoje dłonie pełne łaski Bożej i pomocy.

 

Pomóż nam:

-                     W pokonywaniu tych różnych trudności.

-                     Rozpogódź zatroskane oblicza ojców rodzin.

-                     Osusz łzy matczyne, przecież tyle matek płaczących.

-                     Okaż szczególnie serca i czułość wobec samotnych i staruszków, chorych i cierpiących.

-                     Weź pod swój opiekuńczy płaszcz matczyny młodzież, dziatwę i tych najmłodszych.

-                     Broń życia tych pod sercem matek przed Herodami.

Matko i Królowo Apostołów pomóż nam kapłanom, byśmy byli dobrymi uczniami Twego Syna i skutecznymi narzędziami w zbawianiu tej parafii w Twoich Matczynych Dłoniach i przy Twoim Matczynym Sercu.

            Z dawna Polski Tyś Królowo – Maryjo

            Ociemniałym podaj rękę

            Niewytrwałym skracaj mękę

Tę parafię weź w porękę – Maryjo!

 

Matko nie opuszczaj nas!!!

 

MATKA MIŁOSIERDZIA - BOLESNA

 

Już nieraz spotkaliśmy się w jakimś kościele ze zjawiskiem pogłosu powstającego w radiofonii. Dźwięk dostając się do mi­krofonu, zostaje wzmocniony i przechodzi do głośników. Wydo­stając się z głośników już jako głośniejszy wraca do mikrofonu i poprzez wzmacniacz ponownie spotęgowany, jeszcze silniejszy, wydobywa się z głośników. Ten proces zwielokrotniony doprowa­dza do bolesnego hałasu, a może nawet nastąpić awaria nagło­śnienia. Podane reakcje dokonują się w sferze duchowej, gdy dwo­je kochających się ludzi staje naprzeciw siebie ze swoim bólem i cierpieniem. Spiętrzenie tego bólu jest wprost proporcjonalne do miłości, jaka ich łączy, wielkości cierpienia i wierności „odbicia" tego bólu.

Znane są w środkowej Azji wypadki, że oprawcy pragnąc swojemu wrogowi dodać cierpień, dokonują katuszy w obecności skrępowanej matki skazańca. Skazaniec patrząc na cierpienia matki - boleje. Tak samo matka cierpi patrząc na torturowanego syna. Każda kochająca matka patrząc na mękę dziecka wolałaby sama być dotknięta bólem.

Na katechezie pada pytanie małego słuchacza: Jeżeli Bóg Oj­ciec tak kocha swojego Syna, to dlaczego sam nie zszedł na zie­mię, aby cierpieć i umrzeć za nas? Odpowiedź jest taka: Ojciec patrząc na mękę i śmierć ukochanego Syna bardziej - mówiąc po ludzku - cierpi, niż gdyby stawszy się człowiekiem, sam to prze­żył. Przez to bardziej, mocniej nam ukazał swoją miłość. Pan Je­zus także potęguje swoje Cierpienia, gdy pod krzyżem stoi Jego Matka. Na pewno Jej widok dla Ukrzyżowanego nie był pociechą. Jak straż przy krzyżu nie pozwalała Matce zbliżyć się zbytnio do Syna, tak wbite gwoździe uniemożliwiały Jezusowi gest w kie­runku Matki. Mogli się porozumiewać jedynie wzrokiem. Płacz przeszkadzał Maryi znaleźć słowa, a Jezus nie miał siły mówić. Matce patrzącej na Syna może przychodziło na myśl, że oto te członki, które w jedyny na tym świecie sposób ukształtowały się w Jej łonie, teraz stały się przedmiotem odrazy. Syn spoglądał ku Matce i może myślał: oto ta, którą sławiono jako błogosławioną między niewiastami jest teraz jedynie przedmiotem najwyższego współczucia. Męka Jezusa odbija się w Sercu Matki. Syn odczytuje w Niej, jak w zwierciadle te boleści i przeżywa je na nowo. Ból się spiętrza i potęguje.

Męki Jezusa „odbijają się" w sercu Matki...

Osamotnienie - opuszczenie...

Jezus narodził się „Wśród nocnej ciszy" w samotności. Ludzkie „powitalne" delegacje byty bardzo skromne. Krajowe - pastusz­kowie; zagraniczne - Trzech Mędrców, którzy nawet muszą wra­cać do siebie inną drogą. Gdy skończył prawie trzydzieści lat, wo­kół Jezusa zaczął się tłok. Nawet Jego Matka nie mogła się przedo­stać. Skoro jednak zaczęła się u Niego „twarda mowa", że On jest chlebem, który z nieba zstąpił - zaczynają Go opuszczać. Za­chwianie nastąpiło nawet wśród apostołów. A przecież On zapo­wiadał, że skaże się na samotność, abyśmy nie byli sierotami. W Wieczerniku, zanim weźmie chleb w swoje ręce, aby wypełnić obietnicę, wychodzi z uczty Judasz.

W męce Ogrójca zostawią Mistrza w samotności nawet trzej najbliżsi - zasypiając. Wszyscy oni opuszczą Go w chwili areszto­wania. Wyrzekną się Chrystusa najwyższe władze krajowe stwier­dzając, że winien jest śmierci. Boleśnie odbija się w Jej sercu wołanie: Precz z Nim! Boleśnie odczuje opuszczenie Syna przez Ojca: Boże mój. Boże... Wreszcie najbardziej zajadli wrogowie uciekną spod krzyża, gdy niebo ściemnieje i ziemia zadrży.

Im bardziej inni się oddalają, tym bardziej Ona się przybliża. Miłość chce być blisko ukochanego. Gdy zbliżamy rękę do pło­mienia, ból się zwiększa... Jednak Jej miłość do Syna zmusza Ją do przybliżania się do krzyża, mimo zwiększającego się bólu. Ona nie może zostawić Go samego w tych strasznych mękach, chociaż sa­ma staje się Królową Męczenników... Przez to cierpienie Maryja staje się Matką Miłosierdzia dla wszystkich opuszczonych, którzy przez grzech oddalili się od Boga, skazując się w ten sposób na najtragiczniejsze osamotnienie człowieka.

Na pewno św. Jan apostoł w tej ciężkiej „godzinie" był w sta­łym kontakcie z Matką Najświętszą. Zabolało serce Maryi, gdy dowiedziała się, za jaką cenę sprzedał Jej Syna „Jeden z dwuna­stu". Jej jedyne, najdroższe Dziecko sprzedaje za cenę osła lub niewolnika... Przez tę boleść stała się Matką Miłosierdzia - ra­tunkiem dla wszystkich, którzy sprzedają Boga za „miskę socze­wicy", za byle co, za trochę materii, za trochę pożądliwego ciała drugiego człowieka.

Zaparcie się Piotra...

Po otrzymaniu tej wiadomości serce Matki musiało szczegól­niej zaboleć. Nietrudno było Jej sobie wyobrazić, jaką boleść Jej Synowi sprawił ten fakt. Tak dokładnie i z takim smutkiem ostrzegał Piotra Jej Syn, przepowiadając jemu ten upadek. Prze­cierpiała tę boleść, aby wybłagać łzy żalu Piotrowego dla wszyst­kich, którzy kiedykolwiek zaprą się Jej Syna - nawet przed byle kim. Wysłuży łaski wierności dla wszystkich następców Piotra ­aktualnemu także. Może dlatego taki „wielki", bo cały jest Jej „Totus Tuus".

Niewdzięczność... Ta męka towarzyszyła Jej sercu przez całe życie Jezusa. Nawet przed narodzeniem: nie było dla Niego miejsca, aby mógł się naro­dzić wśród ludzi. Nie było miejsca nie tylko w „rodowych" stro­nach, ale w całej ojczyźnie. Musi uciekać do Egiptu. Jakże boleśnie przeżyła niewdzięczność współziomków z Nazaretu, którzy chcieli Go strącić w przepaść. Niewdzięczność ukochanego przez Niego narodu wybranego tak bardzo ukazana w czasie całej męki, aż na Golgotę. Zaciśnięte pięści i szyderczo wykrzywione twarze. Ludu mój, ludu - cóż złego wam uczynił mój najukochańszy Syn Jedy­ny?! Ten miecz niewdzięczności rani cały czas Jej macierzyńskie serce, czyniąc Ją Matką Bolesną, a przez wołanie: Ojcze, dla bole­snej męki mojego Syna, miej miłosierdzie dla nich i całego świata ­staje się Matką Miłosierdzia.

Pragnę...

Pragnienie dziecka jest pragnieniem matki. Skoro na to wstrząsające wołanie Jezusa zareagował nawet twardy żołnierz, cóż dopiero to najczulsze serce Matki. Ona najlepiej rozumiała, czego może tak gwałtownie pragnąć Jej Syn. Każda matka naj­bardziej pragnie, aby jej dziecko było kochane przez wszystkich, i to jak najmocniej. Jej serce jest najbardziej zranione przez brak odpowiedzi na miłość - miłością. A tym bardziej, że miłość Syna Maryi do ludzi była aż do śmierci, i to krzyżowej. Cierpi Maryja, aby stać się Matką Pięknej Miłości by stać się Matką Miłosierną dla usunięcia w nas największego braku - braku miłości Boga i bliźnich.

Przebicie Serca

Jeden z żołnierzy wziął rozmach włócznią i uderzył z całej si­ły w bok Jezusowy. Gdy żołnierz wyrwał żelazo, trysnęły z rany dwa zdroje: krew i woda. Z ust Maryi wydobył się jęk, jak gdyby w Nią samą uderzyła włócznia. „Panienko Najświętsza - woła św. Bernard - czy mogło żelazo dosięgnąć ciała Syna Twego, nie przechodząc przez duszę Twoją? Gdy oddał już ducha Bogu, Twój słodki Jezus, duszy Jego nie dotknęła sroga włócznia, co Jego bok otwarła, Twoją jednak duszę przeszyła. Bo duszy Jego już w Nim nie było, lecz Twoja w żaden sposób nie mogła odeń się oderwać." Bólu fizycznego przebicia serca Jezus już nie od­czuwał - zobaczyli, że już umarł. To był cios wymierzony w serce Matki - największy ból duchowy serca Matki. Matka Boża „uży­czyła" Synowi Bożemu ciała, aby za nas cierpiąc - nas odkupił. Użycza Jemu swego serca, aby mogło być przebite i przez to mo­gła stać się Współodkupicielką. Bólem Serca Jezusowego jest Matka Bolesna.

Z tej rany rodzi się Kościół. Zrozumiała Maryja, że w ten oto bolesny i okrutny dla Niej sposób otwarły się zdroje łaski dla wszystkich ludzi. Rodzi się Kościół święty wraz ze wszyst­kimi sakramentami świętymi. Ona się staje Matką Kościoła. Uka­zuje się Miłosierdzie Boże, a Ona się staje Matką Miłosierdzia.

Matka Boża rodząc Głowę Kościoła, urodziła Ją w Betlejem bezboleśnie. Rodząc zaś „resztę" Kościoła, rodziła w boleściach, i to takich, że umierała duchowo. Może powtarzać za swym Sy­nem: oddaję za was życie swoje, abyście życie mieli. Ofiarując Ojcu życie swego Syna wraz ze swoim, i to w mękach, daje nam życie Boże. Ewa zerwała owoc grzechu z drzewa powodując śmierć duszy i ciała, u siebie i u każdego z nas. Maryja wydała Owoc z siebie: został zawieszony na drzewie i stał się źródłem życia dla nas wszystkich.

1 wtedy, gdy boleść Syna i Matki dochodziła zenitu, słyszymy: Niewiasto - oto syn Twój. Synu - oto Matka twoja. Wzięła nas za dzieci, chociaż mogła nas nie tylko nie lubić, ale wprost znienawi­dzić, bo to nasze grzechy „doprowadziły" Jej Syna na krzyż. Matka jednak kocha wszystkie dzieci - te najgorsze także. Matka, która oddaje życie, aby dziecko mogło żyć, jest kochana przez dziecko ponad wszystko.

Było to na cmentarzu w jednej parafii. Stoi dziewczynka w wieku około lat piętnastu. Stoi nad grobem i płacze. W ręku trzy­ma mocno zużytą kartkę. „Dlaczego tu stoisz"? - „To grób mojej mamy. Zmarła, gdy mnie rodziła. Stygnącą ręką na tej kartce na­pisała: uleżeli urodzi się dziewczynka - niech będzie Basia». To jestem ja. Zawsze tutaj przychodzę, gdy jest mi ciężko. Kocham ją nad życie".

Na zakończenie pozdrówmy naszą najlepszą, Bolesną Matkę słowami św. Bonawentury:

„Zdrowaś Maryjo, boleści pełna. Ukrzyżowany z To­bą, opłakanaś Ty między niewiastami i opłakany owoc żywota Twego Jezus! Święta Maryjo, Matko Ukrzyżo­wanego, módl się za nami krzyżującymi Syna Twego i uproś nam bzy pokuty i żalu za grzechy, teraz i w go­dzinę śmierci naszej. Amen'.